Polska wersja English version francais version Russian version Deutsche Version Espanol

Drukuj: "Opętanie"wydrukuj: opetanie

Opętanie

Najnowsze artykuły





Inne artykuły:


"Naj" nr. 15-16/2006, str. 30, historia tygodnia
10 kwietnia 2006

Świecka egzorcystka Wanda Prątnicka odprowadza duchy w zaświaty

Ciężka choroba, alkoholizm, narkotyki, depresja... Dotknięci takimi nieszczęściami ludzie pytają, dlaczego los jest tak okrutny? Pani Wanda uważa, że to wpływ duchów.

Uwalniam ludzi z opętania

Emil nosi okulary, wygląda na młodego intelektualistę. Ma 24 lata, jest drobnej budowy ciała, nieśmiało się uśmiecha. Aż trudno uwierzyć, że przeszło 5 lat temu zamordował własną matkę! Dostał wyrok 25 lat więzienia. - Nie wiem, co się wtedy ze mną działo - niechętnie wraca do przeszłości. - Moja rodzina była normalna, dobra, a ja zacząłem brać narkotyki i coraz bardziej się staczałem. Miałem niespełna 19 lat, gdy któregoś dnia w szale chwyciłem nóż... A przecież kochałem moją mamę...
Sam zgłosił się na policję, a w areszcie śledczym, przerażony i zrozpaczony tym, że zabił, próbował podciąć sobie żyły. Gdy po zakończeniu procesu trafił do więzienia, czuł się jak strzęp człowieka.
- Nienawidziłem siebie. Dopiero od egzorcystki dowiedziałem się, że to duchy ściągnęły na mnie nieszczęście - mówi o tym w czasie przeszłym, bo uważa, że teraz wszystko się zmieni. - Zaczęło się od tego, że wpadła mi w ręce książka Wandy Prątnickiej "Opętani przez duchy. Egzorcyzmy XXI wieku". Przeczytałem raz, drugi, trzeci i znalazłem w niej swoją historię. Z pomocą dyrekcji więzienia oraz siostry i ojca, którzy wpłacili trzysta złotych na cykl zabiegów, Emil nawiązał kontakt z autorką książki. Rozmawiał z nią przez telefon, a Prątnicka zapewniła, że uwolni go z opętania, działając na odległość. Eksperyment trwał trzy miesiące.
- Odzyskałem spokój, ale nadal medytuję i uprawiam jogę. Mam nadzieję, że za siedem lat wyjdę na wolność. Wytrwam! Jestem już innym człowiekiem - zapewnia Emil. Pracuje nie tylko nad swoją osobowością, ale także stara się być użyteczny dla innych - z zapałem gotuje w więziennej kuchni.

Na granicy dwóch światów

Emil jest jednym z kilkudziesięciu tysięcy pacjentów Wandy Prątnickiej. Świecka egzorcystka jeszcze kilka lat temu przyjmowała ich w swoim domu w małej miejscowości pod Gdańskiem. O każdej porze dnia ustawiały się kolejki, a zdarzało się, że nawet w środku nocy ludzie błagali ją o pomoc przy uwalnianiu z opętania. - Z tego powodu nie miałam życia prywatnego - wyjaśnia kobieta. To dlatego kontakt z nią jest dziś możliwy głównie przez telefon, pocztę lub Internet.
- Są dusze, które zdecydowały się nie przechodzić na drugą stronę, bo tam może czekać je kara. Inne zagubiły się w przestrzeni i nawet nie wiedzą, że ciało umarło. Wciąż błąkają się na granicy światów astralnego i fizycznego. Jedynym ratunkiem jest dla nich opętanie - wejście do czyjegoś ciała (często osoby bliskiej), by móc czerpać energię do dalszej egzystencji - wyjaśnia egzorcystka.
- Duch "zaraża" złymi emocjami człowieka, którego opętuje. Może nawet doprowadzić do samobójstwa lub morderstwa.
Zdaniem Wandy Prątnickiej duchy nie odchodzą na drugą stronę także z powodu rozpaczy rodziny, która nie jest w stanie pogodzić się ze śmiercią osób najbliższych.
Człowiek opętany ma niewiele sił do życia. Boi się wychodzić z domu i spotykać się z ludźmi, może słyszeć lub widzieć duchy. Często choruje, jest agresywny albo zamknięty w sobie. - Duch włada jego ciałem i umysłem. Namawia go do złego - przekonuje pani Wanda.
I dodaje, że w takiej sytuacji kilka lat temu był jej mąż, Zbigniew Płoszczyca. Opętał go duch zmarłego tragicznie ojca, mistrza Polski w akrobacjach samolotowych. - Byłem z tatą związany emocjonalnie, nie mogłem pogodzić się z jego śmiercią - wyznaje pan Zbigniew. - Przez wiele lat miałem uczucie, że choć nie żyje, nadal jest blisko. Kochałem go, nie chciałem się z nim rozstać.
Mijały lata. Zbigniew coraz częściej miał zły nastrój i myślał o tym, by znaleźć się bliżej ojca. - A na to był tylko jeden sposób: umrzeć! Leżałem w łóżku i patrzyłem w sufit, moje ciało oblewał zimny pot, nie mogłem jeść, spać - wspomina. - Szukałem kogoś, kto mógłby mi pomóc. Znajoma poleciła konsultację u Wandy - opowiada. - Pojechałem do niej i już po 15 minutach oboje znaleźliśmy przyczynę - opętanie.
Pani Wanda kilkakrotnie ponawiała egzorcyzmy. - Zabieg nie jest skuteczny, jeśli człowiek opętany nadal nie godzi się na rozstanie z bliską osobą. Ze Zbyszkiem nie było łatwo, ale wszystko zakończyło się sukcesem - uśmiecha się egzorcystka. Teraz są razem, a Zbigniew pełni funkcję jej asystenta.

Wielka ulga i życie od nowa

Ludzie, którym pomogła egzorcystka, zwykle trzymają to w tajemnicy. Boją się posądzeń, że są niespełna rozumu. - Osiem lat temu moja żona ciężko zachorowała, lekarze podejrzewali, że to wada genetyczna - opowiada pan Jarosław z Katowic. - Żona łykała leki kilogramami, lecz czuła się coraz gorzej i w końcu umarła. Podobne objawy jak u mojej żony: drgawki, chwilowa utrata wzroku, zaniki świadomości, wystąpiły potem u naszego syna. Wanda Prątnicka, do której zwróciłem się o pomoc stwierdziła opętanie i sprawiła, że atak już się nie powtórzył.
Wanda Prątnicka informuje, że w przeciwieństwie do księży egzorcystów nie odprawia modłów nad człowiekiem opętanym. Nie musi go nawet widzieć. Kiedy pozna jego kłopoty (opisane w liście czy mailu), zamyka się w ciszy swojego gabinetu, a potem nawiązuje łączność myślową z pacjentem. A jeśli on uwierzy w powodzenie jej egzorcyzmów, jest szansa, że uda się odprowadzić duchy tam, gdzie ich miejsce. W zaświaty.

Autor:
Kasia Bonda, Irena Szaczkus

Pobierz artykuł w oryginalnej szacie graficznej w formacie PDF, 0.6 MB




Dziennik Zachodni nr 292 str. 26
16 grudnia 2005

Egzorcyści potrafią czasem pomóc osobom, których dewiacje mogą być traktowane jako schorzenie psychiczne

DUCHY ZA ZASŁONĄ MILCZENIA

Dramaty, które chcę dzisiaj przedstawić na kanwie bardzo interesującej książki oraz doświadczeń terapeutycznych znanej egzorcystki, Wandy Prątnickiej, rozgrywają się przeważnie za szczelnie zamkniętymi drzwiami rodzinnych domów. Powinny jednak ujrzeć światło dzienne, gdyż wyjaśniają przyczyny wielu tragicznych zdarzeń, do jakich dochodzi w dziesiątkach rodzin.
Historie te powinny stanowić ostrzeżenie zarówno dla tych, którym podobne zdarzenia dopiero grożą, jaki dla tych, którzy je obecnie przeżywają. Pomoc egzorcysty lub dobrego psychoterapeuty to bowiem jedyna droga wyjścia z tunelu, który zawsze wiedzie do fizycznej i psychicznej degradacji, a często także do przedwczesnej śmierci ofiary duchów zmarłych krewnych.


Zaborcza mamuśka

O pomoc dla wybitnie zdolnego, świetnie niegdyś zapowiadającego się młodego naukowca (doktorat, biegła znajomość czterech języków obcych), przebywającego od dwunastu lat w szpitalu psychiatrycznym, poprosiła Wandę Prątnicką jego siostra. Wychodziła za mąż i obawiała się, że po ślubie nie będzie mogła dwa razy w tygodniu odwiedzać brata w odległym szpitalu, jak miała dotychczas w zwyczaju. Prawdopodobnie usłyszała gdzieś lub przeczytała, że egzorcyści potrafią czasem uleczyć chorego psychicznie człowieka, wyprowadzając na drugą stronę kurtyny śmierci ducha, który zagnieździł się w ich ciele i stał się przyczyną różnych dewiacji, rozpoznawanych przez lekarzy jako schorzenie psychiczne. Postąpiła słusznie. Przyczyną cierpień jej brata było opętanie - duch ich zmarłej matki, co zresztą siostry wcale nie zdziwiło.
"Rzeczywiście to był niezwykły związek - tych dwoje. Mama poza bratem świata nie widziała, wszystko było dla niego, nikt inny się nie liczył, ani ja, ani ojciec. Brat za jej życia nie odwzajemniał tak bardzo jej miłości, po prostu był normalnym, zdrowym chłopakiem. Dopiero gdy umarła, zaczęło się coś z nim dziać, może dlatego, że też ją kochał tak mocno" - powiedziała Wandzie Prątnickiej.
Pani Wanda uwolniła jej brata od opętania - od ducha matki, lekarze bardzo szybko spostrzegli, że powrócił do zdrowia, mógł więc opuścić szpital i pojechać do siostry. Radość trwała jednak tylko kilka dni. Duch matki powrócił i zgotował zemstę. Brat omal nie puścił z dymem całego dobytku siostry. Pani Wanda skutecznie powtórzyła egzorcyzmy, ale ostrzegła opętanego, że duch matki nadal będzie próbował ulokować się w jego ciele. Jeśli więc chce pozostać sobą, nie może mu na to pozwolić. Zrozumiał i wykonywał ściśle nakazy terapeutki, a matka w końcu odeszła za kurtynę śmierci.

Strzeż domu swojej duszy

"Pożegnał się z nią na zawsze. Teraz jest wybitnym naukowcem i nadrabia stracony czas. Mama była zaborcza i syn musiał się jej przeciwstawić. Gdyby nie zechciał tego zrobić, jej odprowadzenie byłoby niemożliwe, gdyż ściągałby ją od nowa" - kończy tę opowieść Wanda Prątnicka, opatrując ją wielce pouczającym komentarzem:
"Ciało człowieka jest domem dla duszy. Kiedy matka nim zawładnie, to tak, jakby ten dom ukradła. Zdarza się to niestety dość często. Kiedy człowiek umiera, zachowuje pamięć o tym, kim jest, wie, co się z nim dzieje, co dzieje się z najbliższymi, w tym wypadku z dzieckiem. Z upływem czasu pamięć zaczyna słabnąć. Wkrótce matka zapomina całkowicie, dla kogo i po co tak naprawdę została po tej stronie kurtyny śmierci. Nie jest to od niej zależne, dzieje się samoczynnie. Dziecko staje się wtedy dla niej obce. Zaczyna się walka o ciało i ustalenie, kto ma w nim pozostać - matka czy dziecko, a jeśli oboje, to w jakiej proporcji".

Wybujały apetyt na seks

Jak do tego nie dopuścić? Dbać, aby kontaktami rodzinnymi rządził zdrowy rozsądek i prawa natury. Przesada w tej dziedzinie często prowadzi do patologii. Tzw. dług wdzięczności, zaciągnięty u rodziców, spłacamy nie im, ale naszym dzieciom. Znam dziesiątki osób, którym zaborcze matki, zwłaszcza te, które samotnie wychowały synów, zniszczyły życie. Manewrowały synami w jakiś dziwny sposób nawet po swojej śmierci. Wanda Prątnicka wyjaśniła mi, jak to się odbywa. Można jej wierzyć lub nie, ale w jednym na pewno ma rację - świat żywych należy do żywych, a umarłych do umarłych. Długo zastanawiałam się, czy ten problem w ogóle poruszać publicznie. Ale od wielu lat co jakiś czas ocieram się o niego poprzez ludzi, którzy szukają pomocy u mnie lub w katowickim Centrum Medycyny i Psychoterapii. Początkowo postrzegałam ich jako osoby psychicznie chore, teraz jestem skłonna przychylić się do opinii Wandy Prątnickiej - to nie są dewianci, ale ofiary duchów, a mówiąc ściśle - ich wybujałego, także po śmierci, apetytu na seks. Przez długi czas nie tyle prosiła, co wymuszała na mnie interwencję kobieta twierdząca, iż co noc gwałci ją ksiądz z sąsiedniej parafii, inna wskazywała na znanego psychologa (osobiście nigdy się z nim nie zetknęła!). Często u naszych pacjentek zjawiał się nocą w wiadomych celach zmarły mąż lub teść, kiedyś sprawcą nocnej przemocy był znany sportowiec, ofiara wypadku samochodowego. Co więc się za tym kryje? Wybujała wyobraźnia czy duchy? - Oczywiście, że duchy - odpowiada Wanda Prątnicka - ale zawsze z przyzwoleniem, przynajmniej wstępnym, ofiary bezcielesnej seksualnej przemocy. A oto typowy przypadek, zaczerpnięty z jej książki, "Opętani przez duchy", dotyczący szesnastoletniej dziewczyny:
"W jej dzielnicy umarł przystojny, czarujący mężczyzna w średnim wieku. Za każdym razem, gdy go spotykała, był z inną dziewczyną. Marzyła, aby być na miejscu tych dziewczyn. Niestety za życia nawet się do niej nie uśmiechnął. Po jego śmierci często o nim myślała. Któregoś wieczoru leżała w łóżku, gdy nagle pojawił się on, jak żywy, w rogu pokoju. Uważała się za mało atrakcyjną osobę i gdy go zobaczyła, ucieszyła się. W okamgnieniu już na niej leżał i zaczął się z nią kochać. Przeraziła się, bo nigdy przedtem nie kochała się z mężczyzną. Bała się, że rodzice usłyszą, co się dzieje i wpadną do jej pokoju. Rano sporo myślała o nocnej wizycie.
Tak zaczęła się jej przygoda z duchem. Mężczyzna zaczął przychodzić do niej co noc, potem kilka razy w nocy, a w końcu gwałcił ją, gdy tylko miał na to ochotę, nawet podczas lekcji w szkole czy przy rodzicach w domu. Zwijała się wtedy w kłębek i udawała, że bardzo boli ją brzuch. Rodzice i nauczyciele zauważyli, że dzieje się z nią coś niedobrego. Stała się bowiem ospała, nic jej nie interesowało, przestała się uczyć. Wtedy zwrócili się o pomoc do mnie. Dziewczyna błagała, żebym nikomu nic nie mówiła. Zdawała sobie sprawę, że gdyby za pierwszym razem nie pozwoliła duchowi na seks, to nie naraziłaby się na to, co ją spotkało. Zrozumiała, że błędem było rozmyślanie o zmarłym."

Lubieżny dziadek

Wanda Prątnicka ma na swoim koncie m.in. uwolnienie od ducha zmarłego lubieżnego męża, ponadto osiemdziesięcioletniej staruszki (za życia nie przepuścił żadnej kobiecie, ale z żoną nigdy nie żył w zgodzie). Zmarł w wieku dziewięćdziesięciu lat, a ciało coraz słabszej żony wykorzystywał nie tylko sam, ale przyprowadzał na orgię inne lubieżne duchy. Pani Wanda twierdzi, że po nocnych wizytach sadystycznych duchów pozostają często widoczne ślady, a nawet rozległe zranienia na ciele ofiary. Nie pomagają na to terapie w szpitalach psychiatrycznych ani żadne lekarstwa.
"Nie znaczy to - przekonuje - że jesteśmy bezwolnymi ofiarami, z którymi duchy mogą robić, co im się rzewnie podoba. Najprostszym sposobem na obronę jest zakazanie duchowi wnikania w nasze ciało i nie pozwalanie na gwałt. Należy obserwować, kiedy duchy nas atakują i po prostu powiedzieć: "Duchu, zabraniam ci zbliżania się do mojej osoby. Odejdź natychmiast." Jeżeli wypowiemy te słowa z wiarą i przekonaniem, duch będzie musiał odejść, gdyż nasza wola jest święta. Czasami konieczne jest wielokrotne powtórzenie powyższego zdania. Tylko my jesteśmy właścicielami naszego ciała i nikt ani nic nie ma do niego prawa. Ilustruje to mądre powiedzenie: "Tak długo jest kat, dopóki jest ofiara. Nie ma ofiary, to nie ma i kata".
Bardzo interesujący jest także pogląd Wandy Prątnickiej na temat przyczyn skłonności homoseksualnych. Jej zdaniem w większości przypadków to sprawka zmarłych, za życia nadmiernie rozbudzonych seksualnie krewnych, których duchy wnikają w ciała najmłodszego pokolenia członków rodziny. Sygnałem, który powinien skłaniać rodziców do skonsultowania się z egzorcystą, jest skłonność dziecka do przebierania się w ubrania przynależne drugiej płci lub pojawiające się nagle podobieństwo w zachowaniu i wyglądzie do zmarłego dziadka, wujka, cioci czy innego członka rodziny. Gdy zareaguje się w porę, niebezpieczeństwo zostaje zażegnane w zarodku.
Można wierzyć lub nie wierzyć w te niewątpliwie kontrowersyjne poglądy, ale spróbować warto, aby później nie wyrzucać sobie zaniedbania...

NINA GRELLA

Pobierz artykuł w oryginalnej szacie graficznej w formacie PDF, 0.1 MB




Kurier nr 50 (130)
13 grudzień 2005

Z Wandą Prątnicką - znaną egzorcystką i parapsychologiem rozmawiamy tuż po jej wykładzie, który odbył się w piątek 9 grudnia w bibliotece zamkowej w Mosznej.

POMAGAM PRZECHODZIĆ NA DRUGĄ STRONĘ


Jak doszło do tego, że w świecie zdawałoby się zdominowanym przez racjonalizm, zajęła się pani taką tematyką?

Już od dzieciństwa widzę duchy. Zdolności parapsychiczne miałam od urodzenia. Teraz widzę je tylko, gdy tego chcę. Wcale nie chciałam się tym zajmować i w ten sposób pomagać ludziom, ale gdy zaczęłam się interesować tym tematem i sama przekonałam się, ile chorób wywołanych jest przez duchy, ile duchy mogą sprawić kłopotów i nieszczęść ludziom, zaczęłam to analizować i powiązywać fakty. Widziałam i wiedziałam, czego inni nie widzieli i nie wiedzieli. Przez całe życie ludzie w różnym wieku szukali u mnie pomocy, pocieszenia, zrozumienia, porady. Nigdy ich nie szukałam, to oni w jakiś sposób znajdywali mnie sami. W pewnym momencie nauczyłam się widzieć chorobę i jej przyczynę na długo przed pojawieniem się jej fizycznych objawów. Pomagam jednak tylko wtedy, gdy pacjent zdecyduje się pomóc sam sobie.

W jaki sposób pomaga pani ludziom?

Jestem zarazem parapsychologiem, ale i psychoterapeutą. Pomagam zarazem ludziom, jak i osobom zmarłym. Pomagam ludziom zrozumieć świat duchowy, a duchom uwolnić się od powiązań z tym światem. Pomagam im przejść na drugą stronę. Często jest tak, że duch nie umie odejść na drugi świat z jakiegoś powodu, na przykład zgrzeszył i boi się Boga. Często ludzie głęboko wierzący mają po śmierci ten problem. Miałam przypadek ducha, który bał się odejść na drugi świat, bo miał wyrzuty, że w post zjadł kiełbasę. Duchy nie umieją odejść także, kiedy człowiek był bardzo przywiązany do świata materialnego i żal mu się rozstać z jego dobrami. Czasami możemy kupić używane auto wraz z duchem - poprzednim jego właścicielem, który jest tak przywiązany do ukochanego samochodu, że nie umie się z nim rozstać. Dużo istot też nie zdaje sobie sprawy, że umarło i są duchami. Nadal chodzą wśród nas, myśląc że żyją na tym świecie. Często to my, gdy jesteśmy do kogoś bardzo przywiązani, po jego śmierci, nie pozwalamy opuścić tej osobie tego świata.

Ale jak dokładnie wygląda taka pomoc? Skąd pani wie, że ma do czynienia z osobą opętaną, w jaki sposób kontaktuje się z duchami?

Robię to intuicyjnie. Po prostu wiem. Przeprowadzam to za pomocą myśli. We wszystkim, co robię prowadzi mnie Bóg, Wyższa Siła i Inteligencja. Ona mi podpowiada, co mam w danej chwili zrobić. Dlatego nie zastanawiam się, jak pomóc. Dzieje się to samoczynnie. Wiem co zrobić, jakie zadać pytanie, jakiej udzielić odpowiedzi. Nie muszę się nawet kontaktować z osobą opętaną, wystarczy mi znać dane pacjenta i mogę skontaktować się z duchem z domu na odległość. Zresztą odprawianie egzorcyzmów jest bardzo niebezpieczne dla samych egzorcystów, więc sama wolę nie kontaktować się bezpośrednio z opętanym. Jestem wprawdzie katoliczką, ale podkreślam - nie jestem egzorcystką kościelną. Moje egzorcyzmy to raczej rodzaj psychoterapii.

Czy są ludzie, którzy są bardziej podatni na ingerencję duchów?

Oczywiście. Ludzie mało samodzielni, szukający oparcia w kimś, są bardziej podatni na ingerencję duchów.

Czy duchy właśnie wyczuwają takie osoby?

Tak. Do silnego człowieka trudno się duchowi dostać. Duch jest jakby intruzem i idzie na łatwiznę. Łatwiej mu zawładnąć człowiekiem o słabszej konstrukcji psychicznej i czerpać z niego energię życiową.

Skąd się wziął taki stereotyp, że najczęściej to dzieci widzą duchy?

Każdy człowiek mały widzi duchy. Dziecko często mówi, że widzi gdzieś jakiegoś pana, ale rodzice to ignorują. Ja też w dzieciństwie widziałam duchy, ale nikt mi nie wierzył. Gdy w nocy mówiłam, że coś widzę w domu, tata zapalał światło i dostawałam lanie, gdy się nadal upierałam, że widziałam ducha.

W naszej redakcji analizowaliśmy zdjęcie wykonane latem w miejscowości Obrowiec na tzw. Tempelberg. Na zdjęciu widać zarys świetlistej postaci, choć osoby, które je wykonały, zarzekają się, że poza nimi, nikogo tam wtedy nie było. Czy wierzy pani w emanację duchów na fotografii?

Ależ oczywiście. Mnóstwo jest zdjęć, na których widać zarysy duchów. Na tym zdjęciu, o którym pan wspomina, też mógł się pojawić duch, bo osoby bardzo wierzyły w to, że sfotografują w tym miejscu ducha.

Czy są duchy, które opiekują się nami?

Te, które pozostały po tej stronie, na pewno nie. One zasysają naszą energię. Duchy, które nie odeszły na drugi świat, stają się bardzo egoistyczne i mogą nam tylko zaszkodzić. Nie należy się ich bać, ale odradzam wszystkim popularną zabawę w w 'wywoływanie duchów'. Znam wiele przypadków, które skończyły się bardzo źle dla uczestników takiej 'zabawy'.

W swoim wykładzie postawiła pani tezę, że 99 % przypadków autystycznych spowodowanych jest przez opętanie. Czy według pani duchy przyczyniają się też do innych chorób?

Moim zdaniem zdecydowaną większość chorób psychicznych powodują duchy. Miałam kiedyś pacjenta, kilkuletniego chłopca, który cierpiał na autyzm. Okazało się, że opętał go duch dziadka. Po uwolnieniu od ducha, chłopak zaczął normalnie chodzić, uczyć się mówić. Ale duchy przyczyniają się nie tylko do chorób psychicznych. W mojej książce piszę, że duchy wywołują także inne choroby, nawet nowotwory. Nie nawołuję, żeby rezygnować z lekarzy, leków, szpitali, żeby jedno zastąpić drugim. Uświadamiam tylko, że istnieją jeszcze inne przyczyny naszych problemów, o których do tej pory nie wiedzieliśmy.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Artur Jackowski

Pobierz artykuł w oryginalnej szacie graficznej w formacie PDF, 0.3 MB

Wejdź na stronę Kuriera i obejrzyj szereg zdjęć z wykładu




Dziennik Zachodni nr 286 str. 35
09 grudzień 2005

Przejścia w zaświaty nie lękają się tylko ci, którzy prawdziwie kochali, bo miłość ułatwia wejście do kolejki jadącej do nieba.

DLACZEGO DUSZE POZOSTAJĄ

Mój przyjaciel, dyplomata, gościł z wizytą w jednym z krajów europejskich - opowiada znana egzorcystka Wanda Prątnicka.

- Został zaproszony na kolację do domu tamtejszego prominenta. Podczas wizyty zauważył, że córka gospodarza zachowuje się w dość dziwaczny sposób. Zadzwonił do mnie z pytaniem, co o tym sądzę i czy nie mogłabym jej pomóc. Mówił, że to młoda, bardzo piękna dziewczyna, a lekarze nie stwierdzili u niej żadnej choroby. Sprawdziłam, a to co zobaczyłam, zdziwiło nie tylko jego, ale i mnie. Okazało się, że ona tak naprawdę już nie żyje. Funkcjonuje tylko dlatego, że jej duch nie ma sumienia odejść, gdyż bardzo jest jej żal rodziców. Ta informacja zaintrygowała mojego rozmówcę i dużo rozmawiał o niej z rodziną dziewczyny. Również gdy nadarzyła się okazja, wypytywał dziewczynę o wiele rzeczy z jej życia, zainteresowania itd. Odpowiadała grzecznie, ale bez entuzjazmu.

Był na mnie zły, że go zawiodłam. Uważał, że z jakichś powodów nie chciałam mu pomóc. Tak się złożyło, że po dwóch tygodniach siedzieliśmy wspólnie w większym gronie osób, gdy zadzwonił telefon z wiadomością, że ta dziewczyna przewróciła się mdlejąc i od tej pory leży w śpiączce w szpitalu. Zaczęły się jeszcze większe nalegania o pomoc.

Raz jeszcze potwierdziłam, że ona już nie żyje. Jej dusza poprosiła mnie, abym przekonała rodziców, żeby pozwolili jej odejść. Zgodziłam się, choć wydawało mi się to trudne do wykonania. Powtórzyłam im dokładnie to, o co mnie poprosiła. W pierwszym momencie nie chcieli o niczym słyszeć, chcieli ją zatrzymać siłą, jak zresztą większość rodziców w takiej sytuacji. Po dwóch tygodniach zgodzili się jednak na jej odejście. W tym samym momencie lekarze stwierdzili zgon dziewczyny.

Strach przed śmiercią

Kultury zachodnie zawsze postrzegały śmierć jako coś strasznego i niezwykle dramatycznego. Wychowani w tym duchu czujemy się w obowiązku podejmować pełną poświęcenia, a często także bardzo kosztowną walkę o przedłużanie życia ludziom, którzy doszli do kresu swojego ziemskiego bytu. Czynimy to nawet wtedy, gdy owa walka sprowadza się wyłącznie do przedłużania cierpień odchodzącego. Umiera w szpitalu w plątaninie rurek wiodących do aparatów podtrzymujących oddech, krążenie itd. Żegna się z ziemskim bytem w samotności, z dala od tych, których kocha i z którymi chciałby się w ostatnich chwilach życia pożegnać.

A powinno być zupełnie inaczej.

- Ważne jest, aby zrozumieć, że to dusza sama wybiera, kiedy i jak ma umrzeć. Może tę decyzję zmienić nawet w momencie śmierci. Najczęściej dzieje się tak, że gdy dusza przepracuje lekcje, dla których przybyła na Ziemię, decyduje się opuścić ziemskie ciało. Każda śmierć, nawet ta, która wydaje się najbardziej przypadkowa lub spowodowana długą chorobą, jest decyzją duszy. Dusza nie tylko nie umiera, ale po śmierci ciała wie o wszystkim, co dzieje się wokoło - twierdzi Wanda Prątnicka.

Życie po życiu

Przekonała się o tym w trudnych chwilach odchodzenia swojej mamy, która umierała na raka i bardzo cierpiała. W pewnej chwili, karmiona przez córkę, zachłysnęła się i przestała oddychać. Pani Wanda doznała szoku, pogłębionego ogromnym poczuciem winy, że poprzez nieostrożne karmienie przyśpieszyła śmierć matki. Zaczęła ją cucić, płakać, wzywać boskiej pomocy, aż wreszcie matka otworzyła oczy i powiedziała:

- Wróciłam, bo byłaś w tak strasznym stanie, że nie dałabyś sobie rady, ale pamiętaj, umrę, gdy nie będzie cię w pobliżu.

A potem poleciła, aby córka otwarła drzwi znajomej, która dobija się do nich od półtorej godziny. Poprosiła też, żeby uspokoiła rodziny ofiar ciężkiego wypadku, do którego doszło przed chwilą przed oknami ich domu. Wie, że wszyscy przeżyją i po dwóch tygodniach odzyskają przytomność. Powiedziała również o kilku innych sprawach, o których nie mogła wiedzieć, leżąc od wielu dni w łóżku. Zdumiona córka wykonała polecenia. Zrozumiała też, że jej matka po drugiej stronie życia... obserwowała wszystko, co dzieje się w jej dotychczasowym otoczeniu.

- Od tamtej pory spotkałam wielu ludzi - wyznaje - którzy przeżyli śmierć kliniczną i zobaczyli jak to jest po tamtej stronie. Zrozumieli, że po śmierci nadal jest życie, i że tak naprawdę nic się nie zmieniło. Mieli nawet swoje ciała i pamiętają to. Wrócili, bo chcieli wrócić. Z tamtej strony zobaczyli, że zostawili niedokończone sprawy i zapragnęli je zamknąć. Bywało tak, że bliscy bardzo rozpaczali i zrobiło im się żal rodziny. Każdy z tych ludzi opowiada o innym powodzie, ale faktem jest, że ożyli, bo sami tak zadecydowali.

Wynika z tego jasny wniosek - nie wolno nikogo na siłę zatrzymywać na Ziemi. Widać odrobił swoją życiową lekcję i teraz chce powrócić tam, skąd wszyscy przyszliśmy, do życia po drugiej stronie. Uszanujmy jego decyzję i pozwólmy mu odejść. Prawdziwa miłość do kochanej osoby nie polega na tym, aby trzymać ją przy sobie nawet po śmierci.

Miłość nie tylko góry przenosi

Ale nie wszystkie dusze odchodzą szybko i spokojnie. Wiele z nich pozostaje na Ziemi. Czasem na długie lata, nawet wieki. Przyczyny tego bywają różne - od zwykłej niewiedzy (dusza nie wie, że jej ciało fizyczne złożono w grobie, zachowała wszak swoje ciało energetyczne, czuje je, więc jest przekonana, że jej życie fizyczne trwa), po takie uczucia jak strach przed piekłem, czyli osądzeniem przez Boga jej niegodziwych postępków, zbytnie przywiązanie do zgromadzonego bogactwa, mściwość, nienawiść, ale także miłość do kogoś, kto pozostał na Ziemi i nie może pogodzić się z osamotnieniem.

- Moment śmierci można porównać do kolejki jadącej do nieba, do której wsiadają tylko ci, którzy mają bilet na przejazd. Bilet otrzymuje darmowo każdy, kto uważa się za godnego wejścia do nieba. Wszyscy inni pozostają na dworcu. (...) Boją się kary za grzechy i pragną jej uniknąć. Ile jest duchów, tyle różnego rodzaju lęków przed karą. - twierdzi Wanda Prątnicka.

Nie lękają się tylko ci, którzy prawdziwie kochali, bo to przede wszystkim miłość tworzy ów darmowy bilet do nieba i ułatwia wejście do niebiańskiej kolejki. Natomiast wszyscy ci, którzy nienawidzili, krzywdzili, szkalowali i mordowali, sami osądzają się przed jej drzwiami.Często stają się błądzącymi duszami bądź po prostu złymi duchami, które nadal - po wniknięciu w ciała ludzi żyjących - będą sprawiać ból, niszczyć i mordować. Tych żyjących uratować może wyłącznie pomoc egzorcystów lub doświadczonych terapeutów dusz.

Przywiązani do Ziemi

Wśród dusz, które nie przekroczyły kurtyny śmierci wiele jest i takich, które tak silnie były przywiązane do spraw ziemskich - swojego domu, samochodu, rodziny, którą apodyktycznie rządzili, że nie potrafią się z nimi rozstać. Stąd opowieści o domach, w których straszy, hulaszczych wnukach, którzy wdali się w swoich rozpustnych dziadków. A może nie wdali się, tylko zostali ich ofiarami? To także może odkryć wyłącznie znawca tych zawiłych problemów.

Wanda Prątnicka ostrzega przed duchami tych, którzy nadmiernie dbali o przyszłość swojej ziemskiej powłoki. Zbudowali dla siebie wspaniałe grobowce, nakazywali rodzinie dbałość o nie, a teraz pilnują, czy obietnice zostały dotrzymane.

- Wszystkim im - pisze - do istnienia potrzebna jest energia, tak jak ludziom powietrze. Krążą więc po cmentarzu i kradną ją przychodzącym tu ludziom. To zakrawa na żart, ale żartem nie jest. To o nich są te dowcipy z wstającymi z grobu nieboszczykami.

Złodzieje energii

Energii potrzebują wszystkie dusze, które nie przekroczyły kurtyny śmierci i zostały na Ziemi. Mogą czerpać ją z żył wodnych, roślin, zwierząt, ale o tym nie wiedzą. Wracają przeważnie do miejsc, w których wiodły życie, do swoich najbliższych, zwłaszcza tych, którzy nie potrafili pogodzić się z ich śmiercią. Podczepiają się pod nich, żyją dzięki ich energii.

- Człowiek w normalnym stanie ducha nie pozwoli sobie na to, aby ktokolwiek odbierał mu energię, a tym bardziej nie pozwoli do siebie wniknąć - wyjaśnia Wanda Prątnicka. - Duchy to czują i szukają osób, które pozwolą, aby przyssały się do nich jak pijawki na stałe. Kradną energię ludziom słabym, chorym, starym, w stanie upojenia alkoholowego czy narkotycznego, zmęczonym, niewyspanym, zdenerwowanym, depresyjnym, przestraszonym. Czyli takim, którym i tak jej już brakuje.

Studiując niezwykle interesującą książkę Wandy Prątnickiej "Opętani przez duchy", uświadomiłam sobie, że przesąd, przestrzegający, iż zmarły człowiek nie powinien przeleżeć na marach niedzieli, wyniknął najprawdopodobniej z obserwacji, że po śmierci jednej osoby w rodzinie, często w niedługim czasie umierała druga. Ludzie szukając odpowiedzi, dlaczego tak się dzieje, wymyślili niedzielę. A potrzebne było raczej sensowne zabezpieczenie się przed owym niszczącym, wampirycznym duchem. O tym, co robić w takich sytuacjach, napiszę niebawem.

NINA GRELLA

Pobierz artykuł w oryginalnej szacie graficznej w formacie PDF, 0.1 MB




Dziennik Zachodni nr 268 str. 29
18 listopada 2005

Wielki dar, z jakim przyszła na świat, uczynił ją jedną z najbardziej znanych na świecie egzorcystek. Pomaga tysiącom ludzi.

PANI WANDA OD DUCHÓW

Ośmioletnia dziewczynka jedzie tramwajem wieczorem, w późnojesienny dzień. Wsadza głowę za zasłonę oddzielającą stanowisko motorniczego od pasażerskiej części wozu i obserwuje ginące w mroku miasto. Nagle zaczyna krzyczeć. Pokazuje motorniczemu, że na torach stoi kobieta. Usiłuje zatrzymać tramwaj, grozi jej przejechanie. Motorniczy gwałtownie hamuje, ludzie przewracają się do przodu, a potem wyskakują na ulicę. Na torach nie ma nikogo...
- Ona tu była - chlipie dziewczynka. - Omal jej nie przejechaliśmy...
Ludzie na nią krzyczą, tramwaj rusza, dziewczynka płacze. I nagle znów zaczyna krzyczeć, że kobieta wróciła. Motorniczy przyhamowuje, lecz nie zatrzymuje tramwaju. Ale nagle i on dostrzega coś na torach. Wybiega, podnosi tobołek, a w nim dziecko. Żywe. Pasażerowie nie mogą wyjść z podziwu. Jak dziewczyna mogła to zobaczyć?... Uratowała życie niemowlęciu. Wzruszeni zanoszą ją do domu na rękach. Rodzice nie komentują zdarzenia...

URATOWANE ŻYCIE

I inna sytuacja. W kilka lat później, w Niedzielę Wielkanocną, dziewczynka kategorycznie odmawia pójścia do kościoła. Rodzice nie akceptują tej fanaberii, wiedzą przecież, że ich córka jest bardzo pobożna i nigdy nie wzbrania się przed niedzielną mszą. Zabierają ją siłą.
W połowie mszy dziewczyna wybiega z ławki i w wielkim pośpiechu opuszcza kościół. Najszybciej, jakpotrafi, pędzi do domu, nie rozumiejąc, dlaczego to czyni. Nagle dostrzega w dali sylwetkę chłopaka, który zbiega ze skarpy wprost pod koła nadjeżdżającego samochodu. Krzyczy, ile sił w płucach, ale jest za daleko. Samochód potrąca młodego człowieka i odjeżdża. Nieprzytomna ofiara leży na szosie. Może nie żyje?... Droga jest pusta. Dziewczyna biegnie więc do pobliskich domów i sprowadza pomoc. Nadjeżdża wezwana przez nią karetka. I wtedy okazuje się, że ofiarą wypadku jest jej ukochany, młodszy kuzyn. Ma połamane ręce, nogi, kręgosłup i szczękę. Ma też uszkodzoną czaszkę, ale żyje.
Rozległe rany goją się błyskawicznie. Po kilku miesiącach nie ma nawet śladu po licznych urazach. Rodzice nie komentują tego zdarzenia. Wiedzą już, że ich córka nie jest taka jak inne dzieci, ale nie akceptują tej inności. Ona też nie analizuje tego, co się stało. Dopiero po latach, podczas pisania książki o tych niezwykłych sprawach, zacznie nurtować ją pytanie, czy gdyby wtedy rodzice nie zabrali jej siłą do kościoła, zdołałaby uchronić kuzyna przed wypadkiem? A może tylko miała sprowadzić pomoc?
Przestaje też obwiniać najbliższych za smutne dzieciństwo i młodość, za nieakceptowanie tego niezwykłego daru, który posiada.

RODZICE PEŁNI OBAW

- Do tej pory - mówi - miałam żal do rodziców, że mnie nie rozumieli, że sama musiałam zmagać się ze swoim światem. Dzisiaj jestem w stanie ich zrozumieć. Oni po prostu chcieli mnie przed tym wszystkim uchronić, nie mogli zrozumieć, co się w danej chwili we mnie działo. W ich mniemaniu było to dla mnie złe. Myśleli o moich zdolnościach jak o dziwactwie i mieli wielką nadzieję, że kiedyś z tego wyrosnę.
Na szczęście tak się nie stało. Ten wielki dar, z jakim Wanda Prątnicka przyszła na świat, dar, który uczynił ją jedną z najbardziej znanych w świecie egzorcystek, nie został jej odebrany. Pomaga tysiącom ludzi - od Stanów Zjednoczonych po Polskę - w wyzwalaniu się z tragicznego opętania przez duchy. Pomaga nam też lepiej zrozumieć owe niewidzialne istoty, które czasem pojawiają się w naszych domach, jak stało się to w moim przypadku.

W TYM DOMU STRASZY

- Pani Nino - powiedziała osiem lat temu moja sprzątaczka - czy pani wie, że w tym domu straszy?...
- Kto straszy? - zapytałam.
- Nie wiem. Tu ktoś chodzi, stuka... Wyraźnie to słyszę, gdy jestem sama. To bardzo nieprzyjemne...
- Nie ma się czego bać, pani Danusiu - odpowiedziałam spokojnie i bez chwili zastanowienia. - To tylko pani Wanda. Czasem tu przychodzi.
A może mieszka stale, lecz tylko czasem daje o sobie znać. Lubiła panią, mnie też lubi, nie zrobi nam krzywdy. Po prostu kocha ten dom...
Powiedziałam to i zamilkłam z wrażenia. Owszem, słyszałam te dziwne hałasy, ale nigdy dotąd nie kojarzyłam ich z duchami. Odniosłam wrażenie, że to nie ja udzielam tej odpowiedzi, ale ktoś inny mówi moim głosem.
Pani Danusia spojrzała na mnie podejrzliwie i też zamilkła. Nigdy więcej nie powróciła do tego tematu. Ale przestała się bać i dalej u nas pracowała. Mój mąż na babskie gadania o duchach po prostu nie zwracał uwagi, natomiast sygnały obecności pani Wandy, poprzedniej właścicielki naszego domu, zawsze bardzo denerwowały mojego syna. Dotąd nie lubi zostawać tu sam na noc...


NA KOGO CZEKAŁ DOM

Moja pani Wanda (nazywam ją "moja" dla odróżnienia od Wandy Prątnickiej), przeżyła w naszym obecnym domu najlepsze lata swojego życia. Wybudował go dla niej, pani wówczas pięćdziesięcioletniej, zakochany pięćdziesięcioparolatek. Po dziewiętnastu latach ze wszech miar udanego wspólnego życia pan Andrzej nagle zmarł. Jego żona jeszcze przez sześć lat borykała się samotnie z wielkim domem i kłopotami finansowymi. Pomagała jej wówczas pani Danusia. A potem dom opustoszał.
Spadkobiercy prawie przez dwa lata nie mogli znaleźć kupca na tę mocno zniszczoną, ale wciąż jeszcze piękną willę w dużym ogrodzie. Jej cena spadała...
Dziś jestem przekonana, że idom, i pani Wanda czekali na mnie. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, a potem przez siedem lat przywracałam tym murom utracony blask. Miałam wrażenie, że pani Wanda radośnie mi w tym kibicuje.

CZY DUCHY ZŁOŚLIWIEJĄ?

Poza moimi najbliższymi, nikt ojej duchu nie wiedział, bo nigdy o tym nie mówiłam. Dopiero niedawno, podczas jednego z cotygodniowych środowych spotkań ze zdrowiem, opowiedziałam całą tę historię znawcy świata istot niematerialnych, prześladujących istoty żywe. Życzliwy mi specjalista od duchów autentycznie wpadł w popłoch. Ostrzegł, że nawet najspokojniejsze i pozornie życzliwe duchy z czasem złośliwieją i mogą wpędzić nawet przychylnych im ludzi w ciężkie choroby, a nawet spowodować ich śmierć. Namawiał, abym natychmiast poszukała dobrego egzorcysty i ducha przepędziła.
- Tego pani Wandzie nigdy nie zrobię - oświadczyłam twardo. - Nie miałabym sumienia. Przecież to był jej dom, jak mogłabym ją z niego wypędzić Ekspert popatrzył na mnie jak na stuprocentową idiotkę, a ja postanowiłam poczekać, jak na to zareaguje moja pani Wanda. Zareagowała błyskawicznie. Podsunęła mi myśl, aby zaprosić na prowadzone przeze mnie Spotkania z medycyną naturalną, towarzyszące Targom "Bliżej zdrowia, bliżej natury", Wandę Prątnicką, znaną polską egzorcystkę (sama określa siebie mianem terapeutki dusz), autorkę książki "Opętani przez duchy. Egzorcyzmy w XXI stuleciu". Jestem pewna, że to była podświadoma sugestia mojej pani Wandy, bo przecież przez kilka lat obracałam w żart wszystkie propozycje i prośby ludzi, aby na targowy wykład zaprosić egzorcystę.

OPÓŹNIONE ODEJŚCIE

Wykład Wandy Prątnickiej był frapujący i zgromadził kilkaset osób, w tym - jak się okazało - także takich ludzi, którzy od wielu lat nie potrafią pozbyć się uciążliwych "lokatorów", z którymi dzielą nie tyle swoje domy, co własne ciała.
Ja zapytałam oczywiście, czy owo przekonanie o złośliwieniu duchów ma jakieś podstawy?
- To absolutna bzdura. Niematerialne istoty, czy jak kto woli, dusze zmarłych ludzi, nie zawsze przechodzą na drugą stronę kurtyny śmierci - odpowiedziała pani Wanda. - Czynią to z różnych powodów. Czasem to myje zatrzymujemy naszą rozpaczą i żalem. Czasem to one nie potrafią rozstać się z najbliższymi lub swoim ukochanym miejscem na ziemi. Może moja imienniczka chciała raz jeszcze zobaczyć swój dom w pełnej krasie i czekała na zakończenie remontu? Może zatrzymało ją coś innego? To nieistotne. Istotne jest to, że takie duchy nigdy nam nie szkodzą i nie powinniśmy się ich lękać.
Zawsze byłam o tym przekonana, a mimo to odetchnęłam. Od targów minął miesiąc, moja pani Wanda milczy. Odeszła? Być może. W tym roku zakończyliśmy remont i pomalowali dom. Jest piękny. Chyba już przekonała się, że oddała go w dobre ręce...

NINA GRELLA

PS. Moja przygoda z duchem to oczywiście drobiazg w porównaniu z tym, co przeżywają ludzie, szukający pomocy u Wandy Prątnickiej. Niebawem o nich napiszę.

Pobierz artykuł w oryginalnej szacie graficznej w formacie PDF, 0.1 MB





Dziennik Zachodni
12 października 2005

Moja przygoda z duchami

Często ludzie pytają mnie, jak to się stało, że zajęłam się leczeniem lub dlaczego właśnie duchami? Złożyło się na to wiele rzeczy.

Zdolności parapsychiczne miałam od urodzenia. Widziałam i wiedziałam, czego inni nie widzieli i nie wiedzieli.

Od kiedy też pamiętam, ludzie zwracali się do mnie ze swoimi problemami. Często były to sprawy, które po raz pierwszy ujrzały światło dziennie, których sobie nie uświadamiali. Czasami należeli do tych osób znajomi, ale najczęściej byli to ludzie przypadkowo gdzieś spotkani. Nigdy ich o nic nie wypytywałam. Sami zaczynali mówić o czymś, co najbardziej leżało im na sercu. W którymś momencie, nagle znajdowałam rozwiązanie ich problemu. Potem przychodził ktoś następny i mówił: "Pani pomogła mojemu znajomemu. Może wobec tego i mnie pani pomoże?". Takim oto sposobem zgłaszało się do mnie coraz więcej osób.

Po jakimś czasie zauważyłam u pacjentów, że po rozwiązaniu jakiegoś głęboko tkwiącego problemu psychicznego, ustępowała też choroba, która doskwierała im od dawna. Gdy zdarzyło się to po raz pierwszy, byłam bardzo zdziwiona, jednak nie wiązałam tych dwóch faktów ze sobą. Teraz mam takich przypadków kilka tysięcy i wiem na pewno, że choroba ma ścisłe powiązanie z naszymi lękami, urazami, stłumionymi emocjami - gniewem, nienawiścią itp.

Ma też i inne bardzo po ważne przyczyny... Kiedyś koniecznie chciałam pomóc kobiecie, która mieszkała w mojej okolicy i chorowała na głęboką, chroniczną depresję. Jej mąż pracował, dwoje maleńkich dzieci same się sobą opiekowały, gdyż ich mama właściwie wcale nie funkcjonowała. Ani wtedy, gdy brała wielkie ilości środków psychotropowych, ani wtedy, gdy ich nie brała. W ich domu panował dziwny chłód i brud, mimo że było jako tako posprzątane. Wtedy coś na niej zobaczyłam. Przypominało to kłębowisko szarej masy, która ją szczelnie otaczała. Nie wiedząc tego, co wiem teraz, próbowałam to z niej zdjąć na odległość.

Udało się, a ona poczuła się jakby uwolniona z wielkich więzów. Nagle zaczęła żyć w normalny sposób.

Po niedługim czasie to "coś" do niej wróciło. Zauważyłam, że ta powłoka jest czymś żyjącym, co wysysa z pacjentki życiową energię. Za każdym razem to "coś" powracało coraz mniejsze, aż do zupełnego oczyszczenia.

Wtedy nie wiedziałam, że ta szara masa to duchy. Może dlatego, że było to zbite ich kłębowisko, w bardzo dużej ilości. Wprawdzie z duchami miałam kontakt od dzieciństwa, ale tylko z pojedynczymi osobnikami i nie w powiązaniu z ludźmi, którzy byli przez nie opętani. Sądziłam dotychczas, że one się tylko tułają, nie robiąc nikomu krzywdy. Mogą co najwyżej kogoś przestraszyć, gdy nagle się pokażą. Nie znałam też przyczyny, dla której tutaj przebywają. Tak się zaczęła moja przygoda z duchami.

Na początku tylko je ściągałam z pacjentów, nie wiedząc, co dalej z nimi robić. Potem nauczyłam się nawiązywać z nimi bezpośredni kontakt. Dowiedziałam się, dlaczego pozostają, czego oczekują, czego się boją, jak im pomóc.

Na samym początku nazywałam siebie egzorcystką. Robiłam to trochę z przekory, a trochę dlatego, że chciałam, aby rozpoznawano przedmiot mojej pracy. Kościół nie nazwałby mnie jednak egzorcystką, gdyż nie wypędzam z ludzi duchów, nie nakładam rąk podczas sakramentu egzorcyzmu, jak to robią księża egzorcyści.

Jestem osobą świecką i na swój sposób pomagam ludziom i duchom. Dla jednych i drugich jestem terapeutką dusz. Pomagam ludziom uwolnić się od duchów, ale też wielu duchom od ludzi.

Pomagam przejść na drugą stronę tym duchom, które są już gotowe, a nie były zdecydowane zaraz po śmierci. Tym duchom, które nie wiedzą, co ze sobą zrobić, pomagam w podjęciu decyzji. Czasami potrzeba długiego czasu, żeby uleczyć ranę, która spowodowała, że duch zdecydował się zostać. Gdy to zrozumie i przebaczy sobie i innym, odchodzi nieprzymuszony.

Pewnego razu robiłam egzorcyzmy i byłam chyba zbyt poważna, gdyż nagle usłyszałam głos moich Przewodników Duchowych: "Egzorcyzmy wcale nie muszą być takie poważne". Powiedziano to w taki sposób, że parsknęłam śmiechem. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, o co tak naprawdę chodzi. Dopiero później zrozumiałam, że przejście w zaświaty jest dla każdego ducha największym, najpiękniejszym świętem pogodzenia się z Bogiem, a egzorcyzm to bardzo ważne i radosne wydarzenie.

Duchy są czasami powodem, dla którego ludzie bardzo ciężko chorują, a nawet umierają. Bywa i tak, że ze względu na duchy wiele rzeczy się nie udaje, ludzie kłócą się, a niekiedy nawet zabijają.

Każdy przypadek opętania dostarczał mi coraz więcej wiedzy. Pochodziła ona od pacjentów i duchów. Widziałam, co dzieje się z pacjentem, gdy przebywa w nim duch, oraz zmianę, gdy duch odchodził. Najbardziej widoczne jest to, gdy duch za jakiś czas wraca.

Przebywanie ducha w człowieku wywołuje wiele następstw. Czasem jest to zmiana w samej tylko psychice, innym razem stanu zdrowia. Łatwo można to zaobserwować przy problemach z guzami, wywołanymi przez duchy. Gdy duch jest w człowieku, guz się pojawia, a gdy ducha nie ma, to i guz znika. Bardzo spektakularnym zjawiskiem bywa też całkowita zmiana wyglądu twarzy człowieka.

Zawsze zastanawiam się, czy prowadzona przeze mnie terapia nie zakłóca Wyższego Porządku. Dlatego wciąż szukam. Studiowałam psychologię, parapsychologię, astrofizykę, cybernetykę oraz wszystko, co mogłoby mi pomóc zrozumieć znaczenie tego, co widzę i robię.

Wiem, że każdy człowiek jest niepowtarzalny, i że każdy z nas pomaga sobie i innym na własny, sobie tylko znany sposób.

Z książki: "Opętani przez duchy. Egzorcyzmy w XXI stuleciu".

Zapraszamy na wykład WANDY PRĄTNICKIEJ: "Dlaczego współczesny świat potrzebuje egzorcystów?" (piątek, godz. 16.30 - sala koncertowa GCK).

Autor: Nina Grella

Pobierz artykuł w oryginalnej szacie graficznej w formacie PDF, 0.5 MB




Pani Domu
zeszyt nr 32-33,
8 sierpnia 2005

Wiem, jak uwolnić ludzi od... gości z zaświatów

Twierdzi, że potrafi rozmawiać z duchami. Widzi je i czuje. Dlatego pomaga opętanym uwolnić się od ich towarzystwa.

Spotykamy się w jednym z hoteli w Sopocie. Wanda Prątnicka nie chce, żebyśmy znali adres jej biura. - To nie brak zaufania, ale troska o prywatność - podkreśla od razu. - Moglibyście się wygadać i pod moim domem znowu zaczęliby koczować potrzebujący ratunku ludzie. Przyjeżdżają, bo myślą, że wtedy szybciej im pomogę. A to nieprawda. Telefon do mojego biura, list lub e-mail wystarczą... Pani Wanda jest egzorcystką. Od prawie 30 lat uwalnia ludzi od wypływu duchów i zlej energii.

Pewnego biznesmena duch latami zmuszał do dbania o trabanta

- Duchy naprawdę istnieją - przekonuje. - Ludzie w momencie śmierci zostawiają ubranie, czyli ciało w ziemi i stają się duchami. Większość z nich spokojnie odchodzi w zaświaty, ale wielu kurczowo trzyma się ziemskiej materii. Nie chcą odejść, bo popełnili za życia jakieś grzechy i boją się kary, zostawili na ziemi jakieś nie załatwione sprawy, nie potrafią rozstać się z najbliższymi lub dobytkiem, który zostawili na świecie. Wydaje im się, że ciągle żyją i nie potrafią zrozumieć, dlaczego nikt z otoczenia nie reaguje na ich obecność. Dlatego często starają się ją zamanifestować. Stukają, przestawiają meble, opętują domy i wreszcie wnikają w ciała żyjących osób. Kiedyś pomogłam bogatemu biznesmenowi, który przez wiele lat przez kilka godzin dziennie mył i odkurzał swojego starego trabanta. Samochód prawie się już rozpadał, a człowiek ten za nic w świecie nie chciał się z nim rozstać. Każda nowa rysa pojawiająca się na karoserii "trampka" doprowadzała go do szału. Napady złości zaczęły się powtarzać coraz częściej, więc jego najbliżsi zwrócili się do mnie po pomoc. Okazało się. że wszystkiemu winien jest duch poprzedniego właściciela samochodu, który zmarł nagle na zawał. Trabant byt dla niego najcenniejszą rzeczą w życiu. Postanowił więc dbać o niego nawet po śmierci. Gdy odprowadziłam ducha w zaświaty, biznesmen obudził się jakby z długiego snu. Nie mógł uwierzyć w to, co przez te wszystkie lata wyczyniał. Ucieszył się tylko, że duch nie kazał mu jeździć tym trabantem po mieście. Wstyd byłby wtedy straszny...

Pani Wanda uwalnia od duchów na odległość. Jak mówi, jej ciało astralne przenosi się tam, gdzie żyje opętany. Nawiązuje z nim łączność mentalną. Dlatego do pracy wystarczy jej tylko imię i nazwisko tego człowieka, jego adres i data urodzenia. - Ludzie często pytają mnie, w jaki sposób sprawdzam, że ktoś jest pod wpływem duchów - mówi. - Ja to po prostu wiem. Widzę je, mogę z nimi rozmawiać. W dzieciństwie nieraz porządnie dostałam paskiem od ojca za to, że widziałam coś, czego on nie widział. Po kilku takich porządnych laniach przestałam się do tego przyznawać. Kiedy dorosłam, zaczęłam się uczyć. Chciałam wiedzieć, jak mogę wykorzystać swoje zdolności. Studiowałam psychologię, parapsychologię, spotykałam się z egzorcystami i jasnowidzami. To właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że mogę pomagać innym ludziom, uwalniać ich od nękających ich duchów.
Egzorcystka twierdzi, że duchy bywają różne. Ludzie dobrzy za życia będą tacy sami po śmierci. Łobuzy lub mordercy na pewno będą duchami złymi. I jedne, i drugie sprawiają jednak kłopoty, bo nie pozwalają opętanemu człowiekowi samodzielnie stanowić o własnym losie. Dlatego najlepiej się ich pozbyć.
- Oczyszczanie zaczynam zawsze od rozmowy z duchem - twierdzi pani Wanda. - Staram się dowiedzieć, kim jest, dlaczego został. Tłumaczę mu, że nie żyje i swoją obecnością nie pozwala normalnie żyć i pracować człowiekowi, do którego się przykleił. Czasem wystarczy jedna rozmowa, by duch odszedł. Ale niektóre wracają, nie chcą w ogóle odejść lub sam żywy nie chce ich puścić. Wtedy praca może trwać wiele miesięcy. Kiedyś przyprowadzono do mnie wychudzoną, kompletnie wycieńczoną dziewczynę. Lekarze nie potrafili znaleźć przyczyny jej choroby. Zobaczyłam, ze siedzi w niej duch babci, która postanowiła doprowadzić dziewczynę do śmierci. Za to, że w dzieciństwie kopnęła jej pieska. Chora nie chciała w to uwierzyć. Musiałam użyć podstępu. Poprosiłam babcię o list do wnuczki. Kiedy babcia ręką dziewczyny napisała: zdechniesz ty wywłoko, dziewczyna zrozumiała, że mówię prawdę. Dziś jest zdrowa i silna.

Poważna pani sędzia pod wpływem ducha klęła gorzej niż szewc

Pani Wanda jest przekonana, że opętanie przez duchy może być przyczyną wielu chorób, nałogów, zaburzeń psychiki, samobójstw. - Człowiek opętany zachowuje się dla innych niezrozumiale - mówi. - Miewa wahania nastrojów, robi rzeczy, do których normalnie nie byłby zdolny.
Pamiętam, jak uwalniałam od ducha ogólnie szanowaną panią sędzię. Kobieta ta nagle zmieniała się nie do poznania. Zaczynała mówić grubym głosem, klęła jak szewc, obrażała wszystkich wokół. Podejrzewano, że jest chora psychicznie, groziło jej zwolnienie z pracy. Okazało się, że przykleił się do niej duch bandyty, który zmarł w więzieniu. Walczyłam z nim bardzo długo, bo nie chciał się poddać, ale wreszcie odszedł. Pani sędzia zachowuje się normalnie.
Egzorcystka ma duży szacunek dla duchów. Twierdzi, że nie wolno z nimi igrać, ani bawić się ich kosztem. - Duchy przychodzą najczęściej do osób osłabionych, zagubionych, przeżywających rozterki życiowe - mówi. - Niektórzy jednak sami ściągają je sobie na głowę. A duchy potrafią być mściwe, nie lubią, gdy ktoś przywołuje je bez potrzeby.
Kilka lat temu rodzice przywieźli do mnie półprzytomnego z niewyspania chłopaka. Jego matka opowiadała, że w czasie seansu spirytystycznego duch przywoływanej prababci powiedział jej, że jeśli pozwoli synowi zasnąć, ten nigdy się nie obudzi. Chłopak miał usnąć dopiero wtedy, kiedy rodzice rozbiorą wszystkie budynki swojej dużej firmy. Do ostatniej cegiełki. Porozmawiałam sobie z tym duchem i... położyłam chłopaka spać. Okazało się, że duch podający się za prababcię zakpił sobie z niefrasobliwej pani. A siedziba firmy? Ci ludzie musieli ją stawiać prawie od początku.

Pani Wanda nie przejmuje się gadaniem tych wszystkich, którzy nie wierzą w istnienie duchów, kwestionują jej zdolności. - Pomogłam wielu ludziom - mówi. - Mam tysiące listów z podziękowaniami z całego świata. To chyba o czymś świadczy, prawda?

Tekst Małgorzata Wolska

Pobierz artykuł w oryginalnej szacie graficznej w formacie PDF, 0.5 MB




Feniks
zeszyt nr 2,
lipiec, 2005

WĘDRÓWKI PRZEZ WYMIARY

UWIERZ W DUCHA

Wanda Prątnicka pomaga i ludziom, i duchom - uwalnia zarówno ludzi od duchów, jak i duchy od ludzi, a błąkającym się duszom ułatwia przejście na drugą stronę Kurtyny Śmierci, do Światła.

Wanda szanuje duchy. Widuje je i odczuwa od dziecka. Nie krzyczy na nie, nie przepędza, tylko pomaga im zrozumieć, co się stało, dlaczego tkwią zawieszone między ziemskim życiem a Światłem, do którego powinny się udać po opuszczeniu ciała. Są różne, jak ludzie, ale przeważnie zagubione i przerażone. Często nie wierzą, że nie żyją, bo od chwili śmierci widzą, słyszą i czują niemal jak za życia. Zawieszone nad swoim ziemskim, martwym ciałem nie mogą pojąć, co się stało. Powoli słabną i odczuwają jedynie światło, bijące z aury zdrowych ludzi. Próbują do nich przylgnąć, żeby pobrać trochę energii. Jeśli im się to uda, "żywiciel" zaczyna tracić siły lub choruje. Czasem odbierają mu rozum, nawet życie. Dlaczego zostają? Odpowiedzi jest tyle, ile ludzkich historii za życia i po. Jedno jest pewne: żeby pomóc opętanemu człowiekowi, najpierw trzeba pomóc duchowi, który się do niego podczepił. Inaczej nie odejdzie.

Cud ozdrowienia

Urodziła się kilka lat po wojnie, dorastała więc wśród ruin, bawiła się na ulicach pełnych min, które co jakiś czas wybuchały. Śmierć wciąż zbierała żniwo. Wokół pełno było duchów ludzi, którzy zginęli w czasie wojny lub później. To, że je widziała, przerażało małą dziewczynkę. Nie mogła szukać pomocy u innych, bo inni nie widzieli. Rodzice posądzali ją o przywidzenia, czasem obrywała za "zmyślanie". Musiała więc nauczyć się żyć z duchami i sama się z nimi dogadywać. Trudno dokładnie określić, kiedy zaczęła pomagać. Dorastająca panienka umiała słuchać i pomóc słowem, więc ludzie się jej zwierzali. Po jakimś czasie zauważyła, że gdy pomogła komuś w uporaniu się z życiowym problemem, to przy okazji samoistnie ustępowała choroba. Potem zaczęła wyczuwać choroby wcześniej i na odległość, próbowała je usuwać i... udawało się. Nie pytała uzdrawianych o pozwolenie, jednak kolejne lata uczyły ją pokory: niektórzy chcieli być chorzy! Przybywało potrzebujących i coraz częściej zdarzały się cuda. Ciężko chorzy, ze skierowaniem na operację, nagle, w ciągu kilku dni, zdrowieli. Wystarczyło, że rozliczyli się ze swoją przeszłością, powybaczali wszystkim: prześladowcom, sobie i Bogu, który na to pozwolił. Po kilku latach miała już setki przykładów na to, że jedną z przyczyn chorób są lęki i złe emocje, zepchnięte w podświadomość. Człowiek musiał uświadomić sobie swój problem, by wyjąć go z duszy, jak drzazgę. Wtedy dokonywał się cud ozdrowienia.

W chmurze energii

Piękna i wykształcona kobieta zachorowała na schizofrenię. Wanda Prątnicka zobaczyła, że jej ciało otacza szara gęsta maź. Nie wiedziała, że to kumulacja duchów, bo widywała je dotąd tylko pojedynczo. Zaczęła rozgarniać tę gęstą chmurę, która przerzedziła się dopiero po kilku zabiegach. Wtedy udało się rozróżnić kilka kłębiących się wokół chorej duchów. Musiało być ich wcześniej ponad sto. Z czasem kobieta powróciła całkowicie do zdrowia. W ten sposób Wanda odkryła drugą ważną przyczynę wielu chorób: podczepienie się ducha. Od tej chwili zaczęła sprawdzać, czy przy człowieku szukającym u niej pomocy nie ma jakiejś błąkającej się energii. Rezultat tych dociekań zaskakiwał ją coraz bardziej: w jej kartotece rosła liczba przypadków, w których przyczyną choroby, zaburzeń psychiki lub umysłu czy nieszczęść życiowych było opętanie przez duchy. Po odprowadzeniu "lokatorów" ludzie nagle zdrowieli i budzili się do życia. Odkrywała, że opętanie bywało również powodem samobójstw i zabójstw. Rak, schizofrenia, autyzm, alergie, astmma, fobie, choroby serca, epilepsja, depresje, alzheimer, anoreksja, bulimia, bóle głowy i żołądka, zmiana nastrojów - spis chorób wywołanych przez opętanie wciąż się rozrastał.

Między niebem a ziemią

Po opuszczeniu ciała fizycznego dusza człowieka powinna się udać na drugą stronę Kurtyny Śmierci, do Światła, które nosi różne imiona: Bóg, Wyższa Siła, Inteligencja. Ma na to niewiele czasu, jeśli przegapi właściwy moment - trudno jej odnaleźć właściwą drogę. Bardzo wiele duchów zostaje po tej stronie. Przyczyny są różne. Ktoś zostawił dorobek, inny młodą żonę, małe dzieci albo niezałatwione sprawy. Niektórych nie puszczają zrozpaczone rodziny, które po śmierci bliskich wciąż i wciąż ich wzywają - wytwarzają więź, która nie pozwala duchowi odejść. Są wśród tych rezydentów również mocno wierzący, którzy zatrzymują się w pół drogi ze strachu przed karą za grzechy. Bez względu na powód pozostania między żyjącymi wszystkie te duchy wkrótce odkrywają, że nie jest im tutaj dobrze. Są nieszczęśliwe, zagubione i zdane na energię żywych.

Kto jest podatny

Zdrowy i silny człowiek ma wokół siebie szczelną i jasną aurę, która go chroni przed przenikaniem szkodliwej energii z zewnątrz. Świeci ona jak ognik w mrokach zaświatów i ściąga duchy, które krążą wokół jak ćmy, czekają, aż w powłoce aury powstanie szczelina. Wiele rzeczy ją dziurawi. Bardzo niszczący jest strach. Nawet pomyślane zdanie: "Bardzo się boję, że..." już ją nakłuwa. Szkodzą silne emocje o negatywnym zabarwieniu: nienawiść, złość, zazdrość, zawiść. Niezdrowe są również silne uniesienia - radość, euforia. Działają jak wielkie ciśnienie, które od środka rozsadza aurę. Łatwo duchowi dostać się do człowieka, który jest pod wpływem alkoholu, narkotyków, szoku, jest w stresie lub bardzo zmęczony, albo też przechodzi operację. Duchy są różne jak ludzie. Niektóre mają dobry, łagodny charakter, inne są złośliwe. Lgną do podobnych sobie. Bojaźliwy duch przyciągany jest przez bojaźliwą osobę i gdy się przypnie, wtedy człowiek potrafi nawet przez 10 lat nie wychodzić ze swojego pokoju. Zazdrosny przyciąga zazdrośnika, zły - złego.

Rozmowa międzyświatowa

Warsztatem pracy egzorcystki jest kartka z danymi: imię, nazwisko, data urodzenia, imiona rodziców, adres. Zaczyna się "rozmowa" z duchem. Stara się dowiedzieć kim on jest i dlaczego został. Wyżalają się jej z nieszczęść, które spotkały je za życia. Ona im tłumaczy, że nie żyją, wyjaśnia, co powinny zrobić, żeby dostać się do Światła. W 95 procentach wystarcza jedna rozmowa, by duch odszedł. Zdarzają się jednak takie, które wracają albo nie chcą w ogóle odejść, lub sam żywy nie chce ich puścić. Wtedy praca z duchem może trwać kilka miesięcy.

Komu przekazać wiedzę

Ma na koncie ponad 30 tysięcy przypadków odprowadzeń. Przy takiej ilości danych wyłaniają się już pewne prawidłowości - rak piersi jest na ogól spowodowany wtargnięciem ducha, który zmarł na raka. Gdy odprowadzi się ducha, guz potrafi zniknąć całkowicie w ciągu dwóch dni. - Kilka takich przykładów tłumaczyłam zbiegiem okoliczności - mówi Wanda Prątnicka. - Ale gdy doszło do setki, to już należało zbadać je naukowo. Chciałaby założyć instytut badawczy. Nie może jednak w Polsce znaleźć chętnych naukowców. Wiara w duchy jest czymś wstydliwym. O wiele prościej uwierzyć, że są wytworem wyobraźni lub zaprzeczyć, że istnieją.

HISTORIA EGZORCYZMÓW

Opętanie czy zniewolenie

Pierwszym egzorcystą był Jezus. W Ewangelii wg św. Marka czytamy, że po zmartwychwstaniu "Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której wyrzucił siedem złych duchów" (MK16,9). Po czym przekazał posłanie: "Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać" (16,17). A więc udzielił prawa do egzorcyzmów każdemu chrześcijaninowi. Od III wieku Kościół zaczął je ograniczać najpierw do księży, którzy otrzymali specjalne święcenia, aż w XVI wieku zabroniono wykonywania egzorcyzmów nawet im. Przywrócił je w 1886 roku papież Leon XIII, gdy sam został opętany podczas odprawiania mszy. Odtąd biskupi wyznaczali księży do czynienia egzorcyzmów i dawali im święcenia, czy tego chcieli, czy nie. Często robiono to wbrew ich woli, wielu panicznie bało się diabła. W 1972 roku papież Paweł VI zniósł więc święcenia. Dzisiaj kapłan może z własnej woli zgłosić się do biskupa po pozwolenie na wypędzanie duchów. Kościół nie neguje ich istnienia, uważa tylko, że wszystkie są złe. Chce również mieć wyłączność na ich wypędzanie. Ponieważ problem opętania narasta lawinowo, biskupi chętnie dają zgodę księżom na egzorcyzmy. W każdej polskiej diecezji są kapłani, którzy udzielają takiej pomocy. W Archidiecezji Warszawskiej jest trzech księży egzorcystów. Jeden z nich, ks. Andrzej Grefkowicz, proboszcz parafii w Magdalence, na spotkaniu w kościele św. Anny w Warszawie, mówił: "Problem zniewolenia i opętania przez złe duchy jest faktem i negowanie tego zjawiska to przymykanie oczu. Posługa egzorcystów czasami jest wręcz niezbędna". Tłumaczył, że złe duchy na dwa sposoby nękają człowieka: przez zniewolenie i opętanie. Zniewolenie jest częste i mniej groźne: duch jest na zewnątrz człowieka i np. ukazuje mu się nocą. Tu wystarczy modlitwa, którą mogą podejmować również świeccy ludzie. Bardziej niebezpieczne jest opętanie. Duch wchodzi wówczas do wnętrza człowieka i zmusza do niechcianych zachowań. "Uwalnianie od złych energii zajmuje czasem parę miesięcy - mówił. - Przede wszystkim człowiek musi chcieć pozbyć się "tego paskudztwa" i musi to być szczere".

Tekst: Jaga Borowa


Pobierz artykuł w oryginalnej szacie graficznej w formacie PDF, 1.0 MB




Gazeta Olsztyńska
Wiosna 2005

Spotkanie z duchem

W końcu lat 90. zaczęły odbywać się w Polsce duże targi ezoteryczne - nigdy wcześniej nie organizowane z taką pewnego rodzaju powagą i takim rozmachem. Mówiono, że to efekt zmian w kulturze, że to przełom, nowy wiek, new age...
Od początku lat 90. pojawiało się mnóstwo pism, adresowanych do osób zainteresowanych paranauką. Targi odwiedzali uczeni i nieuczeni, wierzący i niewierzący. Ludzie, którzy wiedzą o istnieniu białej i czarnej magii.

Kilka lat temu podczas ezoterycznych targów w Olsztynie poznałam Wandę Prątnicką z Przywidza koło Gdańska. Dziś często widzę ją w telewizji, gdy wypowiada się jako "egzorcystka świecka" - co oczywiście sugeruje, że są też egzorcyści kościelni. Dobrze zapamiętałam tamto spotkanie.

Zimny dreszcz

Pamiętam Wandę Prątnicką taką, jaką i teraz widzę na ekranie telewizora. Długowłosa kobieta bez makijażu. Duże oczy. Uważne, ale też łagodne spojrzenie. Lekki uśmiech - jakby wiedziała więcej, niż się chce powiedzieć. Wtedy, w Olsztynie, spokojnie siedziała przy małym stoliku z białą kartką, długopisem i wahadełkiem. Żadnych dodatkowych akcesoriów, scenografii, zwyczajny strój - dżinsy, luźna bluzka.

Wiedziałam, że zajmuje się egzorcyzmami, które bliżej poznała w Kanadzie, że występowała w amerykańskiej telewizji, napisała książkę, studiuje parapsychologię.
Siadłam przy jej stoliku.
- Czuje pani czasami zimny dreszcz, niewidoczne spojrzenie kogoś, kto stoi za plecami? - spytała tak naturalnie, jak pyta się o godzinę. - To on. Duch. Wiele duchów krąży wokół nas. Wystarczy trochę odpowiedniego nastroju, by poczuć rodzaj niepokoju o to, że ktoś niewidoczny jest obok.
- A pani widzi te duchy? - spytałam.
- Tak.
- A ten duch, co może pojawia się obok mnie, to co? Chce we mnie wniknąć, opętać, czy jak? - pytałam zaintrygowana.

Wanda Prątnicka w odpowiedzi napisała coś na kartce, trzymała nad nią wahadełko, milczała. Potem spojrzała na mnie.
- Czuje pani duchy, ale nic pani nie zrobią. Ta osoba nie odeszła na tamtą stronę - powiedziała, pokazując mi na kartce kto nawet teraz jest blisko mnie. - Ale pani jest wolna.
Potem podała mi kilka szczegółów związanych z "tą osobą", a ja poczułam zimno jak w piwnicy, do której bałam się schodzić jako dziecko, bo miałam wrażenie, że ktoś na mnie chucha mrozem.

Jeśli opęta

Wanda Prątnicka opowiedziała mi, że bardzo często odwiedzają ją wdowy. Twierdziła, że gdyby żona naprawdę zobaczyła swego nieżyjącego męża, chyba by zmarła z przerażenia.
- Ludzie z ciała i kości nie są dla duchów zmarłych osób domem po śmierci.
Duchy powinny odejść na tamtą stronę - mówiła.
- Nie zawsze chcą? - chciałam wiedzieć.
Egzorcystka wyjaśniała mi, że niektóre duchy zostają świadomie i oszukują w spotkaniu z egozorcystą, że żyją, mówią, że wcale nie umarli, że mają żonę, wychowują dzieci. Niektóre szantażują. Mówią, że zostawią opętaną osobę w spokoju, jak załatwią to czy tamto. Mają swoje porachunki, bywają okrutne. Człowiek z obcym duchem jest męczący dla otoczenia.

Dlatego często leczy neurozy, bierze tabletki uspokajające albo wpada w alkoholizm czy narkomanię. Cierpi. Niekiedy czuje, że ma rozdwojenie jaźni. Duch obcego uaktywnia się w upatrzonym człowieku, gdy ten jest w depresji, gdy zżera go jakaś choroba, tęsknota, żal. Wtedy łatwo duchowi się przebić do takiego człowieka i go opętać.

Trzeba być zatem silnym. Nie pozwolić duchowi, by wniknął... I nie trzeba się bać.

Dlaczego nie chcą odejść

Nie odchodzą na tamten świat duchy osób widzących w ciągu życia swoją śmierć jako obrzydliwy proces rozpadu szczątków, a do tego robaki i grobowy chłód. Nie odchodzą też osoby, które za życia nabroiły i boją się kary po śmierci. Nie odchodzą też ci, którzy nie godzą się ze swoją śmiercią i chcą żyć dalej - wtedy błądzą.

Ludzi dostrzegają duchy jak świetliste punkciki, niekiedy upatrują sobie kogoś, czekają w mroku, nie czując upływu czasu, ani przestrzeni.

Na tamten świat odchodzą osoby pogodzone ze śmiercią, głęboko wierzące w życie po tamtej stronie. Duchy tych osób podążają za tą myślą szybko i lekko jak ona sama. Odchodzą świetlistym tunelem do innego świata bez względu na to w jaki sposób zmarli.

- A księżna Diana odeszła - powiedziała egzorcystka, zgadując moje pytanie. Domyślam się zatem, że ona straszyć w pałacach i zamkach nie będzie.

Duch człowieka jakiś czas po jego śmierci jest przy martwym ciele. Jeśli ma podążać dalej, zostaje krótko - najwyżej kilka dni. Gdyby został dłużej, zabrakłoby mu energii na odpłynięcie.

Zanim popchnie

Czy duchy mają swoje ulubione miejsca pobytu? Na ogół tak. My wtedy mówimy, że czujemy w nich coś niezwykłego i niekiedy nawet to się nam podoba, taki dreszczyk emocji... Bywa, że podoba nam się to do czasu. Gdy duch okaże się silny, wyjątkowość zamienia się w koszmar. Duchy czerpią energię nawet z błądzących zwierząt, biegających dzieci, czekają... Kiedy zaczną manipulować człowiekiem, dobrowolnie tego nie zaprzestaną. Wtedy zbawienny okazuje się egzorcyzm.

Najniebezpieczniejsze są duchy, które popychają do samobójstw. Samobójcy to według egorcystki osoby opętane przez ducha wściekłego na człowieka, który mimo że pozwolił im wniknąć w ich ciało, to potem opierał się jego woli, gdy duch chciał go wykorzystać do swoich celów (na przykład zemsty). Nieposłuszną istotę, jak niepotrzebny futerał, duch popycha do czynu samobójczego. Wcześniej uparcie nad tym pracuje: wierci w jego myślach dziurę, rozsiewa czarne myśli, wmawia bezsens istnienia, popycha...

Dobre lub złe

Na szczęście oprócz duchów, które nie chcą odejść działając na człowieka destrukcyjnie, istnieją duchy opiekuńcze.

Biblia dzieli duchy na dobre - anioł - i złe - szatan. Bardzo często jest tak, że ludzie przeżywający jakiś kryzys uciekają w wierzenia zahaczające wprost o sekty. Niektórzy sprawiają na otoczeniu wrażenie opętanych i stają się tak niebezpieczni, że odsyła się je "na leczenie". Bywa, że gdy ono zawodzi, prosi się kogoś, kto umie przepędzić szatana lub dogadać się z duchem. Dogadać się z duchem potrafi Wanda Prątnicka. Opowiedziała mi na przykład taką historię Anny.

Anna przyjaźniła się ze śliczną Ewą, którą od pewnego momentu coraz częściej i nachalniej zaczęła obmacywać. Gdy zaloty Anny i podejrzenia o to, że jest lesbijką stały się głośne w otoczeniu, rodzice dziewczyny wpadli w rozpacz. Próbowali zrozumieć córkę, a kiedy to się nie udawało, poprosili o spotkanie z egzorcystką, a ta natychmiast odkryła ducha. W Annie siedział duch mężczyzny, który domagał się seksu z Ewą. Anna była narzędziem działania tego ducha, a Ewa jego celem. Dlatego przy Ewie głos Anny zmieniał się na męski, po głowie boleśnie stukały myśli równe rozkazom. Uwolniona z opętania Anna opowiedziała potem, że ktoś wręcz mówił jej wulgarnie - weź ją teraz!". Anna nie była sobą i teraz doskonale to wie.

Elżbieta Mierzyńska


Umieść tutaj swoją opinię
Email lub pseudonim
Oceń jakość portalu: pozytywna neutralna negatywna


04.05.2008 Napisał użytkownik BBB
Według mnie, wiele sie zgadza... Gdy pierwszy raz usłyszałam o tej książce i poznałam jej treść odnalazłam od razu dwa przypadki w mojej rodzinie bardzo podobne do opisanych przez autorkę. Nie wiem jednak, czy znajdę w sobie odwagę, by o tym powiedzieć. Jestem jednak pełna uznania dla Pani Wandy.
Jeżeli zauważyłeś błedy na stronie wyślij email

Artykuły na mój temat

Onet.pl
Feniks
Wróżka
Czwarty wymiar
Gwiazdy mówią
Egzorcyści
Nawiedzenie
Duchy
Nowe artykuły
Najnowsze artykuły

Fragmenty z książki
Opętani przez duchy

Wprowadzenie
Spis treści
Iluzja śmierci
Śmierć
Gdy dusza pozostaje
Jaki ma to na nas wpływ
Choroby
Opętanie a choroba psychiczna
Zmiany nastrojów
Fobie, natręctwa, lęki
Samobójstwa
Wywoływanie duchów
Nałogi
Nawiedzone domy
Z życia wzięte
Więcej urywków
Egzorcyzmy a Kościół
Czy szatan istnieje?
Depresja
Lęk
Recenzje książki


Fragmenty z książki
Kołowrót Życia tom 1


Fragmenty z książki
Kołowrót Życia tom 2


Fragmenty z książki
Kołowrót Życia tom 3


Fragmenty z książki
Poznaj Prawdę
i bądź wolny



Tom I


Tom II


Tom III


Nowe książki
Wandy Prątnickiej
już dostępne!


Wybierz język