Polska wersja English version francais version Russian version Deutsche Version Espanol

Drukuj: "Listy Pani Wandy"wydrukuj: egzorcyzmy

Egzorcyzmy

Listy Pani Wandy

W załączeniu znajduje się kilka listów napisanych przez Panią Wandę do różnych redakcji. Pierwszy ma formę wywiadu dla "Twoje Imperium". Drugi skierowany jest do redaktora przygotowującego program dla jednej z największych telewizji prywatnych z udziałem Pani Wandy. Ma on na celu przybliżenie szerokiej publiczności tematyki duchów.

Trzeci skierowany jest do Pani redaktor, która opublikowała serię czterech artykułów opisujących pracę Pani Wandy na łamach "Trybuny Śląskiej"

Dwa ostatnie są listami do redakcji pism, które zajmowały się problemem pedofilii, w których pani Wanda przybliża redaktorom przyczyny powstawania tej choroby.

List do redaktora telewizji "Polsat"

List do redaktora "Trybuny Śląskiej"

Listy do redaktorów zajmujących się problemem pedofilii


Wywiad dla redaktorki "Twoje Imperium"


Dlaczego Kościół Katolicki zmonopolizował odprawianie egzorcyzmów?

To bardzo dobre pytanie. Niewielu ludzi zdaje sobie bowiem sprawę z faktu, że w Kościele katolickim przez ostatnie 300 lat prawie wcale nie odprawiano egzorcyzmu. Trudno było znaleźć egzorcystę, mimo że istniała ogromna potrzeba na tę posługę. Lukę tę z natury rzeczy musiały zatem przez te wszystkie wieki wypełniać osoby świeckie. Wykonywali go tymczasem bez żadnych przerw kapłani pozostałych religii chrześcijańskich (np. w prawosławiu), jak również innych religii, np. w judaizmie, islamie, hinduizmie, buddyzmie, taoizmie itd. Do końca XX wieku w całej Polsce było czterech egzorcystów, a w innych krajach Europy nie było ich wcale. Od roku 2000 w Kościele katolickim zaczęto w Polsce we wielkim pośpiechu mianować księży na egzorcystów i obecnie jest ich ponad stu. Po wykluczeniu choroby psychicznej przez psychiatrę i psychologa ksiądz egzorcysta musi wystąpić o pozwolenie do biskupa na wykonanie egzorcyzmu tzw. Uroczystego, czy inaczej Wielkiego. Robi to jednak niezwykle rzadko, gdyż ksiądz stwierdza opętanie przez szatana w jednym przypadku na wiele tysięcy zgłaszających się ludzi. Wyznaczony przez biskupa ksiądz recytuje wtedy Rytuał Rzymski składający się z szeregu litanii, Ewangelii, psalmów, modlitw błagalnych i rozkazujących. Warunkiem podstawowym do wykonania tego typu egzorcyzmu jest "zaplecze" w postaci ludzi świeckich zrzeszonych we wspólnocie modlitewnej przynależnej do księdza egzorcysty. Z uwagi na powyższe fakty większość egzorcyzmów wykonywanych przez Kościół katolicki to tzw. egzorcyzmy proste, na które nie trzeba zezwolenia biskupa polegające na zwykłych modlitwach o uwolnienie. Poza Kościołem katolickim żadna religia nie ogranicza prawa do wykonywania egzorcyzmu. Dla większości religii egzorcyzm to kwestia tzw. charyzmy i może go samodzielnie wykonywać każdy, kto takową posiada. Pytanie o próbę zmonopolizowania egzorcyzmu przez Kościół Katolicki należy stąd skierować do samego Kościoła.

Czy Pani czuje się dyskryminowana jako egzorcysta?

Pomimo, że Kościół katolicki dyskredytuje wszystkich ezoteryków i to w sposób bezpardonowy, nie czuję się w żaden sposób dyskryminowana. W ponad czterdziestokilkuletnim okresie wykonywania przeze mnie egzorcyzmów przedstawiciele Kościoła (księża, zakonnicy, czy zakonnice) wielokrotnie zwracali się do mnie o pomoc dla siebie lub swoich bliskich. Bardzo wielu duchownych przeczytało moje książki oraz zasięgało rady w kwestiach dla siebie niejasnych, dzieliło się swoimi spostrzeżeniami. Dochodzą do mnie oczywiście sygnały z mediów, w których księża wypowiadają się nieraz bardzo negatywnie o świeckich egzorcystach. Dotyczy to jednakże wszystkich ludzi z zakresu ezoteryki, czyli bioenergoterapeutów, radiestetów, homeopatów itd. Łatwo w takich przekazach odczytać, że w Kościele nadal panują silne skłonności do myślenia zakorzenionego w czasach inkwizycji, gdy ludzi takich jak ja palono na stosie i łamano kołem.

Jak wiele osób w Polsce potrzebuje takiego obrzędu?

Do mnie w ciągu ostatnich ponad czterdziestu lat zgłosiło się kilkadziesiąt tysięcy osób. Jednak trzeba wiedzieć, że ja nie wykonuję żadnego obrzędu. Nie każdy egzorcyzm musi być obrzędem jak wmawia wiernym Kościół katolicki. Kościół wierzy w szatana, jednak jak sam stwierdza, taki przypadek występuje niezwykle rzadko. Stąd wspominanie o egzorcyzmie Uroczystym to właściwie nietakt. Prawdziwy egzorcysta - świecki, czy wywodzący się z którejś z religii posiada wiedzę, która sięga tysiące lat wstecz. Wie on, że cierpiący człowiek nie jest nawiedzony przez lucyfera, czy demony, lecz przez ducha (czasami bardzo gniewnego) osoby zmarłej, która z jakiś przyczyn (jest ich bardzo wiele) nie przeszła na drugą stronę kurtyny śmierci. Prawdziwy egzorcysta pomaga zatem zarówno opętującemu duchowi jak i nawiedzonemu człowiekowi w rozwiązaniu sprawy, która tych dwojga ze sobą złączyła. Jestem egzorcystką, ale również magistrem psychologiem i parapsychologiem. Te dwie dziedziny są mi niezbędne do przeprowadzenia egzorcyzmu, który zawsze wykonuję na odległość, nigdy w obecności osoby nawiedzonej. Mimo to czasami potrzeba wielu dni a nawet miesięcy, aby wyleczyć zależność ciągnącą się za nawiedzonym latami. Jest to temat bardzo rozległy i poświęciłam mu w całości moją pierwszą książkę p.t. "Opętani przez duchy". Jeszcze inni egzorcyści przeprowadzają uwolnienie za pomocą swojej wielkiej wiary - nakazują złemu duchowi odejść w imię wyższej mocy.

Czy te liczby rosną?

Jeżeli rosną, to tylko minimalnie. Więcej zgłoszeń otrzymuję zazwyczaj w okresie Wszystkich Świętych, czy innych świąt. Ludzie otwierają się na duchy szczególnie wtedy, gdy przerażani są złymi wiadomościami w mediach, czy np. jakimś wyjątkowo okrutnym horrorem. Czas wyświetlania filmu "Egzorcyzmy Emily Rose" był np. okresem wzmożonego zapotrzebowania na egzorcyzm.

Kto jest narażony na opętanie?

Narażony na opętanie jest każdy człowiek, który w jakiś sposób otworzy na duchy, a w szczególności gdy jesteśmy w żałobie, chorzy, zmęczeni, przestraszeni, czy pod wpływem używek (alkoholu, czy narkotyków).

Jak znaleźć wiarygodnego egzorcystę? Kierować się jego wiekiem, doświadczeniem, tym, że to duchowny?

Nie ma znaczenia kto wykonuje egzorcyzm, osoba świecka czy duchowna. Należy szukać kogoś, kto jest skuteczny wedle zasady - "Po owocach go poznacie". Warto się tu kierować intuicją. Wiele zależy od naszej wiary. Kościół katolicki próbuje wmawiać wiernym, że właściwy jest wyłącznie egzorcyzm w wykonaniu księży katolickich. Ostrzegają oni przed korzystaniem ze świeckich egzorcystów, twierdzą, że to hochsztaplerzy i szarlatani. Wielu wiernych (chociażby moich klientów) miało tymczasem okazję przekonać się, że wcale nie jest to prawdą. Egzorcyzmy kościelne są szczególnie skutecznie w wypadku, gdy duch był za życia człowiekiem bardzo pobożnym. Jednak bardzo wiele duchów (jest ich znacznie więcej, niż tych pierwszych), jest po swojej śmierci bardzo rozgniewanych na kościół. Nie odchodzą one od nawiedzonego właśnie dlatego, że egzorcyzmującym jest ksiądz. Z takim duchem łatwo poradzi sobie tymczasem egzorcysta świecki. Jest to zatem sprawa indywidualna. To, że duch nie chce odejść nie zależy tylko i wyłącznie od egzorcysty, lecz również od nawiedzonego, który ducha do siebie przyciąga. Nawet mnie okrzyknięto kiedyś w programie telewizyjnym oszustką, gdyż nie udało mi się w krótkim czasie pomóc jednej jedynej osobie. Ludzie pro kościelni wytykają mi tę sprawę do dziś, pomimo że w sądzie od roku 2010 przeciwko telewizji toczy się sprawa o zniesławienie.

Czy to prawda, że odprawienie egzorcyzmów wiąże się z wysokimi opłatami? Od czego są one uzależnione?

Wszyscy egzorcyści, w tym duchowni pobierają za egzorcyzm opłaty. Jedni, tak jak ja, przyjmują je oficjalnie, jako część prowadzonej działalności gospodarczej. Duchowni żądają zapłaty w sposób zakamuflowany wedle zasady - "Co łaska... ". Idąc na mszę związaną z egzorcyzmami dajemy na tzw. tacę. Tymczasem taki egzorcyzm to niejednokrotnie lata uczęszczania na taką mszę.
Czy egzorcyzm w moim wykonaniu jest drogi? Trzeba wiedzieć, że nie jest to pojedyncza usługa lecz ciągła, codzienna praca nad nawiedzonym przez długi okres czasu. Około połowę sumy pobieranej za moją usługę jestem zobowiązana odprowadzić jako VAT i podatek dochodowy do Urzędu Skarbowego (z czego ksiądz jest oczywiście zwolniony). Z pozostałej kwoty muszę pokryć koszty działalności gospodarczej (np. zatrudniam asystentów, którzy rozmawiają z klientami i wyjaśniają sprawy związane z egzorcyzmami, opłacam szereg innych kosztów). Czy zatem w przeliczeniu kilka złotych na dzień to dużo? Porównując z wizytą u psychiatry czy psychologa to raczej opłata symboliczna. Być może są egzorcyści, którzy pobierają tysiące złotych za tę usługę, ja jednak takich nie znam.
Horrendalne sumy pobierane za egzorcyzm to zatem moim zdaniem mit będący częścią propagandy kościoła.

List do redaktora telewizji "Polsat"

Witam serdecznie,

Poniżej kilka wyjaśnień odnośnie zadanych przez pana pytań i tego, czym się zajmuję.

Uważam, że poniżej opisane kwestie powinny zostać poruszone w reportażu. Być może wpadnie pan na pomysł zrobienia wywiadu z klientami, którym pomogłam. Myślę, że będzie niezmiernie trudno znaleźć takich ludzi, ponieważ już na zawsze pozostaje w nich ogromny strach. Obawiają się oni, że gdy tylko pomyślą o duchu, to może on powrócić i na nowo posiąść ich ciało. To nie jest jakiś irracjonalny lęk, on jest ze wszech miar prawdziwy i jest bardzo silny.

Cieszę się, że chce się pan zająć tematem egzorcyzmów.

Do tej pory egzorcyzmem zajmował się tylko kościół. Egzorcyzm kościelny to walka z szatanem, a jak wiadomo każda walka musi skończyć się zwycięstwem jednej strony, a porażką drugiej. Kościelny egzorcysta wyrzuca szatana z ciała człowieka. Tylko gdzie ten duch - "szatan" ma sobie pójść? Po wyrzuceniu błąka się po świecie żywych i przy najbliższej okazji opęta inną osobę. To dlatego kościelny egzorcyzm w tak wielu przypadkach jest mało lub zupełnie nieskuteczny. Poza tym księża w większości przypadków nie podejmują się egzorcyzmowania, a jedynie skupiają się na odsyłaniu osób potrzebujących pomocy do psychiatry. Nie jest to jednak wina księży. Dlaczego tak się dzieje opisałam dość obszernie w mojej książce "Opętani przez duchy - Egzorcyszmy w XXI stuleciu" w rozdziale o egzorcyzmach.

Ja osobiście w szatana nie wierzę. Na dwadzieścia pięć tysięcy, czasami bardzo ciężkich, demonicznych przypadków opętania moich pacjentów nie natknęłam się na niego. W większości przypadków osoby te już wcześniej szukały pomocy u księży, leczyły się u psychiatrów a czasami latami przebywały w zakładach psychiatrycznych.

Egzorcysta - przynajmniej tak jest w moim przypadku - to taki człowiek, który uwalnia ludzi od duchów, a duchy od ludzi. Nie wyrzuca ich z człowieka, gdzie popadnie, tylko uczy, przekonuje i pomaga w przejściu na drugą stronę (do Boga).
Często terapię (w formie psychoterapii) muszę przeprowadzić zarówno opętującemu duchowi jak i opętanemu człowiekowi, podczas których tłumaczę w jakiej współzależnej sytuacji się znajdują i jak mogą się nawzajem od niej uwolnić. Można by powiedzieć, że podnoszę obydwu stronom świadomość. Często bywa, że gdy wytłumaczę duchowi jego położenie, to chętnie uwalnia on człowieka i odchodzi. Również człowiek puszcza wtedy ducha. Zdarzają się jednak przypadki, że duch jest zupełnie głuchy na wszelkie argumenty, a wtedy trzeba się trochę namęczyć, ażeby go przekonać do zmiany decyzji. Nie jest to jednak kwestia, czy dany duch odejdzie czy nie, tylko jak dużo minie czasu, aż zdecyduje się na odejście.

Opętanym przez duchy może być każdy człowiek bez względu na wiek, płeć, wykształcenie, przynależność religijną, czy status społeczny. Oczywiście jeden człowiek ma większe predyspozycje do bycia opętanym, a inny mniejsze, ale zagrożonym jest absolutnie każdy.

Duchem, który nas właśnie opętał może być każdy człowiek, który umarł i nie przeszedł na drugą stronę kurtyny śmierci, a zatem nasz ojciec, matka, brat, siostra, dziadek, babcia, wujek, ciotka, przyjaciel, przyjaciółka, kolega z pracy, sąsiad, koleżanka ze szkolnej ławy lub zupełnie nieznany duch, który akurat znajdował się w pobliżu. Często jest to bardzo silny, ale dla obojga zupełnie nieświadomy związek, którego czasami w żaden tradycyjny sposób nie można rozerwać.
Powodów, dla których duch człowieka nie przeszedł na druga stronę kurtyny śmierci, (do Światła, do Boga - różni ludzie różnie to nazywają) jest bardzo wiele. Wymienię niektóre z nich:
Jedne duchy nie odchodzą, gdyż sądzą, że w swoim życiu nagrzeszyły i bardzo boją się kary. Chcą więc odciągnąć jej doświadczanie jak najdalej w przyszłość. Inne nie bardzo wiedzą dokąd mają pójść, gdyż za życia sądziły, że ich egzystencja skończy się w grobie. Jeszcze inne nie odchodzą, gdyż są bardzo silnie związane ze światem materialnym: z majątkiem, pracą, władzą, seksem, nałogami. Jeszcze inne chciałyby odejść, ale nie chciała ich puścić rodzina, najbliżsi. Jednak najwięcej z dusz nie odchodzi dlatego, gdyż nie zdają sobie sprawy z tego, że umarły, a to dlatego że po ich śmierci tak naprawdę nic a nic się nie zmieniło. Nadal odczuwają, widzą, słyszą jak za życia. Co miało by im zatem powiedzieć, że już nie żyją? Gdyby przed swoją śmiercią mieli chociaż świadomość tego, że po niej nic się nie zmieni, to łatwiej by im było się skonfrontować z rzeczywistością.

Opętanie polega na tym, że duch który nie przeszedł na druga stronę kurtyny śmierci musi "podczepić" się pod jakiegoś człowieka, aby przetrwać. Kradnie mu wtedy energię. Wielu duchom to jednak nie wystarcza i wtedy kradną ludziom również ciało. Gdy takiemu duchowi uda się też zawładnąć umysłem człowieka, to mamy wtedy do czynienia z całkowitym opętaniem. Taki człowiek jest marionetką, którą w całości zawiaduje jakiś duch. Od tego, czy ten duch był za życia dobrym człowiekiem, czy złym zależy, czy mamy do czynienia z opętaniem "demonicznym", czy nie.

Całkiem na początku opętanie może być zupełnie nie zauważalne. Powoduje u człowieka zmienne nastroje, bóle głowy, żołądka, lęki. W miarę upływu czasu i w zależności od stopnia opętania mogą następować dalsze zaburzenia - fizyczne i psychiczne takie jak - silniejsze zaburzenia osobowości, silne bóle, przewlekłe lub nieuleczalne choroby, pobyty w szpitalach, nie tylko psychiatrycznych. Ludzie opętani przez duchy zapadają bowiem często na choroby, na które wcześnie chorował, lub umarł duch, co oznacza, że bardzo wielu chorych mogłoby kompletnie wyzdrowieć, gdyby uświadomili sobie, że są opętani i doprowadzili do odejścia ducha.

Bardzo wiele osób cierpi, zupełnie nie zdając sobie sprawy dlaczego. Moja książka pokazuje te zależności jak na dłoni i pomaga zapanować nad swoim życiem. Dlatego między innymi została napisana.

Pozdrawiam serdecznie

Wanda Prątnicka

List do redakcji "Trybuny Śląskiej"

Wypowiedzi Pani Wandy poprzedzają pytania Pani Redaktor.

1. Przeczytałam Pani książkę pt. "Opętani przez duchy". Rozumiem, że do jej napisania skłoniła Panią chęć pomocy ludziom, którzy nie wiedzą dlaczego spotkało ich w życiu nieszczęście. Opisuje Pani setki takich przypadków. Ale czy - Pani zdaniem - wszystkie nieszczęścia spowodowane są przez duchy? Czy nie możemy być tak po prostu nieszczęśliwi, smutni, lub chorzy - bez udziału "tamtego świata"?

Wydawałoby się, że zadała mi pani proste, krótkie pytanie, ale odpowiedź na nie jest tak długa, jak następna książka, którą w tej chwili piszę. Powiem tak - za nasze nieszczęścia odpowiedzialne są zarówno duchy, jak i my sami, ale o tym za chwilę. Ma pani rację - możemy być nieszczęśliwi, smutni, chorzy - tylko po co? Czy nie byłoby lepiej, zamiast być smutną, nieszczęśliwą, a nawet chorą trochę sobie odpocząć, a gdy i na to nie mamy czasu, to chociażby w przelocie zastanowić się, jaką informację nasze ciało chce nam poprzez naszą chorobę, czy pojawiające się emocje przekazać? Gdybyśmy w ten sposób postępowali zawsze, to moglibyśmy nigdy nie cierpieć, a tym bardziej chorować. Oczywiście możemy każde nieszczęście, czy każdą chorobę uznać za dopust boży, za zło konieczne, za coś, co nam się po prostu przydarza i na co zupełnie nie mamy wpływu. Możemy je jednak postrzegać za wielki dar boży, który jest nam dany tylko po to, abyśmy mogli zauważyć, że w naszym życiu coś jest nie tak, jak być powinno. Wtedy mamy bowiem wybór, czy nadal być ofiarą otaczającego nas świata i jako nieszczęśliwa ofiara pogodzić się ze swoim losem nic z tym nie robiąc, czy wziąć życie w swoje ręce i być szczęśliwym, spełnionym. Trzeba tylko odrobinę odwagi, by wyłamać ze stereotypów, w którym żyje całe nasze otoczenie. Najtrudniej pierwszy raz podjąć tę decyzję - potem już cały wszechświat jest skory, by nam w tym pomagać. A teraz powróćmy do pytania dotyczącego wpływu duchów na nasze życie. Gdy jest nam źle, jesteśmy smutni, nieszczęśliwi, chorzy, to do naszego stanu emocjonalnego np. smutku "podczepiają" się duchy, które cierpią z dokładnie tego samego powodu. Mówimy tu o smutku, ale tak samo jest z każdą inną negatywną emocją - złością, żalem, nienawiścią itd. Gdyby ten smutek był tylko nasz, to mielibyśmy szansę się z niego wyrwać, np. w chwili, gdy znów zaświeci słońce. Gdy pod ten smutek podczepią się jednak duchy, a my nie mamy o tym zielonego pojęcia, to brniemy w niego coraz głębiej, nic z nim nie robiąc. Z czasem tak się do niego przyzwyczajamy, że nasze szanse, aby zorientować się, co się z nami dzieje są coraz mniejsze, co w efekcie doprowadza do depresji. Taki stan będzie trwał tak długo, dopóki czegoś z tym nie zrobimy. Oczywiście możemy brać leki psychotropowe do końca życia, ale równie dobrze możemy zwrócić się do egzorcysty, aby pozbyć się duchów.

2. W jaki sposób współistnieje świat ludzi i świat duchów?

Kiedy mówimy o świecie duchów, to musimy zrobić rozróżnienie na świat, do którego duchy odchodzą po swojej fizycznej śmierci w kierunku Światła, oraz na ten, w którym znajdują się duchy, które z różnych pobudek (bardziej lub mniej świadomych) nie zdecydowały się na odejście na drugą stronę, za kurtynę śmierci, do Światła. Świat duchów, które odeszły oraz nasz świat fizyczny, to są dwie różne rzeczywistości, zupełnie od siebie niezależne, nie przeszkadzające sobie nawzajem. Natomiast świat duchów, które zostały po tej stronie kurtyny śmierci jest polem, które na każdym kroku przenika naszą fizyczną rzeczywistość. Nie mielibyśmy żadnych problemów związanych z duchami, gdyby te dwa światy się ze sobą nie spotykały. Jednak - to czy mieszkańcy świata duchów będą nam przeszkadzać, czy nie zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Odpowiedź na pytanie dlaczego tak się dzieje po części dałam już w powyższych rozważaniach, a obszernie opisałam w swojej książce. Teraz mogę jedynie dodać, że bardzo źle zaczyna się dziać w naszym w naszym życiu, jeżeli pozwolimy na to, aby duchy w nim zagościły.

3. Pisze Pani o tym, że przychodząc na świat mamy do zaliczenia określoną "lekcję". Tych "lekcji" może być wiele, a więc wiele może być również naszych kolejnych wcieleń? Czy są ludzie, którzy pamiętają swoje poprzednie wcielenia? Czy można "wywołać" te wspomnienia? Co pani sądzi o teorii reinkarnacji? Co pozostaje w nas - tu i teraz - z naszych poprzednich "pobytów" na Ziemi?

Jest wielu ludzi, którzy pamiętają swoje poprzednie wcielenia, zwłaszcza te z traumatycznymi przeżyciami, ale niewielu zdaje sobie z tego sprawę. Można oczywiście przywołać pamięć tamtych wspomnień, trzeba tylko wiedzieć, po co chce się to zrobić. Jeżeli chcemy powrócić do naszego poprzedniego wcielenia, ażeby coś w nim uleczyć, to ma to sens. Jednak gdy chcemy to zrobić z czystej ciekawości, to już z tym gorzej. Ostrzegam potencjalnych kandydatów, gdyż osoba taka nie tylko mocno się rozczaruje, ale może sobie jeszcze napytać biedy. Rozczaruje, bo prawie każdy z takich ciekawskich pragnie zobaczyć siebie w roli kogoś znaczącego, bogatego, mądrego, a najczęściej ogląda siebie w zwyczajnym, przeciętnym życiu, a na dodatek jeszcze biednego i głupiego. Dlaczego tak się dzieje? Bo każde nasze przyjście na świat jest naszą nową lekcją (lekcjami) do przerobienia. Tych tematów do przerobienia jest bardzo dużo i każdy z nas był już tutaj na Ziemi bardzo wiele razy, jako kobieta oraz jako mężczyzna. Każdy z nas musiał zobaczyć na własnej skórze, jak to jest być bogatym, a jak biednym, jak mądrym, a jak głupim, jak pięknym, a jak brzydkim itd. Prawie każdy z nas był już i złodziejem i okradanym, mordercą i mordowanym, gwałcicielem i gwałconym. Ponadto wszystkie osoby, z którymi jesteśmy teraz tutaj na ziemi, z którymi jesteśmy bardziej lub mniej związani, byli z nami wcześniej w bardzo wielu wcieleniach, tyle tylko, że odgrywaliśmy zupełnie różne role. Np. nasz obecny tata mógł być w każdym innym wcieleniu kolejno: naszą mamą, córką, bratem, mężem, kochankiem itp. Zaglądając z ciekawości w swoje poprzednie wcielenia możemy nagle zobaczyć siebie w roli mordercy np. naszego ukochanego dziecka z obecnego wcielenia. Znam wielu ludzi, którzy nie umieją dojść do siebie po tym, jak zobaczyli coś, co wyrządzili komuś, albo ktoś inny wyrządził im. Np. młoda dziewczyna podczas seansu zobaczyła, że jej ukochany ojciec w poprzednim wcieleniu był łotrem, który ją bił i gwałcił. Gdy do mnie trafiła była nie tylko przerażona i zdruzgotana, ale również straciła zaufanie do sensu życia w ogóle. Dopiero gdy przeszliśmy jeszcze inne z jej wcieleń, w których to ona wyrządziła jakieś okropności ojcu, zaczęła coś rozumieć z tego, co się wtedy wydarzyło. Jednak już nigdy nie udało jej się odbudować zaufania do swojego ojca. Co pozostaje w nas z wcześniejszych pobytów na Ziemi? Uważam że wszystko to, co przerobiliśmy w poprzednich wcieleniach jest naszym doświadczeniem, naszą mądrością życiową, a to co zostało nam jeszcze do przerobienia to nasze trudności, wyzwania. Jak sobie z tymi wyzwaniami radzimy daje nam obraz tego, jak daleko już w tej drodze jesteśmy zaawansowani.

4. Przyznam, że dużym szokiem było dla mnie stwierdzenie, że człowiek po śmierci nie zdaje sobie sprawy z tego, że umarł. Jak więc może zdecydować o przejściu "na drugą stronę" i podążaniu w kierunku światła? A jeśli pozostaje ze świadomością, że nadal "żyje", to musi bardzo cierpieć nie mogąc porozumieć się z najbliższymi. Jak więc bliscy mogą pomóc w przejściu "na drugą stronę"?

Człowiek po swojej śmierci dlatego nie zdaje sobie sprawy, że umarł, bo dla niego nic a nic się nie zmienia. Skoro nadal widzi swoje ciało, słyszy, czuje dokładnie tak samo, jak za życia, to co ma mu powiedzieć, że już nie żyje? Jaka wskazówka miałaby mu pokazać, że powinien podążać w kierunku Światła, aby przejść "na drugą stronę"? Dzieje się tak nie tylko przy nagłej śmierci, gdy jest ona dla ducha zaskoczeniem, ale również w każdym innym przypadku, gdy ducha spotyka coś innego, niż się spodziewał. Załóżmy np., że jakiś człowiek sądził, że jego życie kończy się w grobie. Sądząc, że nadal żyje prowadzi takie samo życie, jak dotychczas. Wraca po pracy do swojego domu i nadal w nim mieszka, chodzi na zakupy, do przyjaciół, do klubu itd. Próbuje się porozumiewać ze swoimi najbliższymi, najczęściej bezskutecznie. Co wtedy zrobi zależało będzie dokładnie od tego, jak postąpiłby za swego życia. Jeden będzie się zastanawiał, czym zawinił, że nikt się nie chce do niego odzywać, będzie nadskakiwał, przepraszał, drugi będzie się denerwował i stanie się agresywny. Może wtedy domowników doprowadzać do wzajemnej agresji, bójek lub samookaleczeń. Awantury stają się w takim przypadku w rodzinie chlebem powszednim. Inny stanie się zaczepny starając się za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę. Jednemu wystarczy, że będzie nawiedzał tylko dom, miejsce pracy czy znajomych, a inny stwierdzi, że do dalszego funkcjonowania potrzebuje ciała, będzie zatem starał się je komuś po prostu ukraść. Czy mu się to uda zależy od tego w jakim stanie emocjonalnym znajdować się będzie człowiek, którego duch postrzega jako potencjalną ofiarę. Tutaj odsyłam do pierwszego pytania, w którym odpowiedziałam, dlaczego nie powinniśmy sobie pozwalać na bycie smutnym, nieszczęśliwym, chorym, wściekłym, zazdrosnym, pijanym itd. Pomóc duchowi, który nie wie, że już umarł można tylko w jeden sposób - poprzez ciągłe tłumaczenie mu, że już nie żyje.

5. Zakładam, że ktoś kto nas kocha nie chce nam zrobić krzywdy, nawet wtedy, gdy już nie żyje. Przecież nie przestał nas kochać, skoro "pozostał" również ze wszystkimi swoimi uczuciami, nałogami, pragnieniami itp. Dlaczego więc nawiedzają nas także duchy bliskich?

Duchy naszych bliskich często zostają, gdyż nasza wzajemna "miłość" (tak naprawdę ma to więcej z lękiem wspólnego, niż z miłością) skuwa ich i nas jak łańcuchami. My ze względu na naszą wielką rozpacz nie puszczamy tej "ukochanej" duszy, albo ona widząc naszą rozpacz nie ma siły nas opuścić odkładając to na przyszłość. Czas ucieka, a duchowi coraz bardziej brakuje energii do życia. Aby przeżyć musi zacząć czerpać energię od ludzi, którzy znajdują się w pobliżu. Najczęściej są to jego najbliżsi. Ta więź człowieka z duchem staje się coraz silniejsza i zdarza się, że duch wnika w ciało człowieka. Po jakimś czasie pozostaje już tylko walka o ciało człowieka i o jego energię. W większości przypadków duch coraz słabiej pamięta czyje jest ciało, które nawiedził i coraz częściej bierze je za swoje. Uważa nawet, że to człowiek jest intruzem, który go opętał i zaczyna z nim walczyć. Zapomina o pokrewieństwie, bo ono liczy się tylko tu, na ziemskim poziomie. Dlatego trzeba pamiętać, że kiedy umiera nam ktoś bliski, to musimy pozwolić mu odejść w czasie dla niego przeznaczonym, mimo że nasze serce cierpi z rozpaczy. Jeżeli na to nie pozwolimy, to zniszczymy i jego życie i nasze.

6. Czy każde nawiedzenie przynosi zło? Jeśli tak, to dlaczego?

Każde nawiedzenie przynosi zło, a jego skala zależy od tego, jakie jest ono silne. Gdy duch czerpie tylko energię, to nawiedzony człowiek czuje się ciągle zmęczony, poirytowany. Kiedy duch wniknie w ciało, to objawy mogą być bardzo różne. Od ledwie zauważalnych dla otoczenia, po różnego rodzaju zaburzenia i choroby fizyczne, aż do ciężkich chorób psychicznych włącznie. Jakże często tym nawiedzającym duchem jest własna matka, ojciec, ukochany dziadziuś, czy babcia. Nie jest to spowodowane złą wolą ducha, tylko walką o przetrwanie, której podłożem jest błędne rozumowanie ducha.

7. Pisze Pani, że jeśli człowiek po śmierci przegapi moment pójścia w stronę światła, to pozostaje na Ziemi. A w jednym z rozdziałów (na str. 168) pisze Pani: "Pradziadek w międzyczasie zdecydował się przejść do Światła". To kto o tym "decyduje"? Sam duch? Czy bez pomocy egzorcysty jest w stanie podjąć taką decyzję?

Duch pozostaje na ziemi do momentu, w którym uświadomi sobie, że już nie żyje i zdecyduje, że chce odejść. Jednak decyzję odnośnie tego, co zrobić - czy zostać, czy odejść na drugą stronę zawsze podejmuje sam duch. Duch ma wolną wolę i nikt nie ma prawa za niego decydować. Oczywiście jest wielu egzorcystów, którzy nie przejmują się duchem, tylko wypędzają go wbrew jego woli. Jest to jednak zawsze bardzo krótkotrwały sukces, gdyż najczęściej wypędzony duch od razu wraca do człowieka, z którego został wyrzucony, a co najwyżej wniknie do niego dopiero po chwili. Gdy mu się to nie uda, to znajdzie sobie następnego człowieka, który akurat będzie w pobliżu.

8. Czym są egzorcyzmy?

Jeżeli będziemy rozpatrywali egzorcyzmy tylko z punktu widzenia nawiedzonego człowieka, to mamy do czynienia z wypędzaniem ducha z człowieka. Jak już stwierdziłam powyżej w większości przypadków właśnie w taki sposób się one odbywają. Ja jednak podchodzę do tego w zupełnie inny sposób, gdyż nie wypędzam, a uwalniam ludzi od duchów. W jaki sposób? Przede wszystkim uświadamiam duchowi, że już nie żyje i tłumaczę dlaczego powinien odejść. Często taka terapia wystarcza i wtedy pomagam duchowi przejść na drugą stronę. Jednak ze zgodą na odejście jest bardzo różnie. Jeden duch nie chce odejść, gdyż nie czuje się wystarczająco godzien, drugi boi się kary, trzeciego trzyma na ziemi przywiązanie np. do seksu, a jeszcze innego nie chce puścić rodzina. Często potrzeba wiele sesji, ażeby pomóc duchowi w podjęciu tej jakże trudnej dla niego decyzji. Jest to taka sama terapia jaką przeprowadza się z żywym człowiekiem. Często zdarza się, że taką samą terapię jak z duchem, trzeba przeprowadzać z którymś z członków rodziny, lub co gorsza z całą rodziną. Dzieje się tak, gdy duch już jest gotów do odejścia, natomiast rodzina za żadne skarby nie chce go puścić. Jak pani widzi uwalniam ludzi od duchów, a duchy od ludzi.

9. Dlaczego nie jest Pani potrzebny bezpośredni kontakt z nawiedzonym człowiekiem, żeby uwolnić go od ducha (duchów)? Czy rozmowa telefoniczna lub list to nie za mało?

Zarówno dla mnie jako egzorcystki, jak i dla ducha, czas i przestrzeń nie istnieją. Kiedy chcę rozmawiać z duchem nawiedzonego człowieka, to bez względu na to gdzie się znajduje - w drugim pokoju, na drugiej ulicy, czy na innym kontynencie, to mam z nim taki sam kontakt, jakby siedział po drugiej stronie biurka. Ponieważ z takim samym skutkiem, albo i lepszym mogę zrobić egzorcyzmy na odległość, to zrezygnowałam z wykonywania ich przy nawiedzonym człowieku. Moimi pacjentami są ludzie z całego świata i dla wielu w ten sposób zaoszczędzam ogrom stresu, czasu i pieniędzy. Trzeba zrozumieć, że egzorcyzm to nie jedna wizyta, jak u dentysty choć i tak się zdarza, a najczęściej długotrwały i bardzo nieprzyjemny proces (o ile wykonywany jest w obecności pacjenta). Ponieważ nie mam osobistego kontaktu z nawiedzonym człowiekiem potrzebuję jego dokładnych danych, ażebym mogła go precyzyjnie zlokalizować, gdy zaczynam oczyszczanie. Te dane podawane są różną drogą - emilem, telefonicznie, listownie, faksem.

10. Ostrzega Pani przed seansami spirytystycznymi. Dlaczego? Przecież wielu, szczególnie młodych ludzi, traktuje to jak dobrą zabawę, jak swego rodzaju "dreszczyk emocji".

Ostrzegam przed seansami spirytystycznymi. Bardzo wiele moich pacjentów jest ofiarami właśnie takiej "zabawy". Często bywa nawet, że nie dostarczyła pożądanego dreszczyku emocji, bo duch się nawet nie pokazał, ale niedługo potem coś złego zaczyna się dziać w naszym ciele lub życiu. O ile "zwykłe" duchy prędzej, czy później odchodzą, to te zaproszone podczas seansu, nie tylko nie chcą odejść, ale zadręczają swoją ofiarę w bardzo perfidny sposób. Najczęściej kierują nimi najniższe pobudki, bo duch dręczy swoją ofiarę na zasadzie - skoro ty chciałeś się zabawić moim kosztem, to teraz ja zabawię się twoim. Ponieważ ja już nie żyję, to teraz i ty umieraj, doprowadzając do samobójstwa czy zabójstwa, lub - skoro i tak jestem już potępiony, to spowoduję, że i ciebie potępią i namawiają do przestępstwa, kradzieży, gwałtu.

11. Proszę o przeanalizowanie takiej sytuacji: moja znajoma - jeszcze podczas studiów - lubiła "bawić się" w wywoływanie duchów. Kiedyś, kiedy jej brat z żoną pojechali na wakacje, dziewczyny wywoływały duchy w ich mieszkaniu. Podobno duch "przyszedł", ale nie chciał odejść. Nie mogły go "odwołać" więc "zostawiły go" w mieszkaniu brata znajomej. On do dzisiaj o tym nie wie, zdążył zmienić mieszkanie, powodzi mu się świetnie... Jak opowiada znajoma, mają tylko jeden problem - on i jego córka chorują na dziwną postać egzemy. To choroba, której nie było w całej ich rodzinie. Czy "pozostawiony" duch może być przyczyną tej choroby?

Właśnie bardzo często zdarza się tak, że ktoś inny wywołuje duchy, a zupełnie ktoś inny zostaje nawiedzony. Dzieje się tak wtedy, gdy do mieszkania pełnego przywołanych duchów wejdzie osoba zupełnie tego faktu nieświadoma, a więc bezbronna. Efekt tego może być bardzo różny. Ten opisany przez panią należy do dość łagodnych, niestety bywają dużo groźniejsze w skutkach. Czy ta choroba jest rzeczywiście przyczyną nawiedzenia nie śmiem wyrokować. Najpierw musiałabym to sprawdzić, a do tego potrzebne mi są dokładne dane tych osób.

12. Jak to się dzieje, że nawiedzeni ludzie zapadają na te choroby, na które chorował duch, który ich nawiedził?

Jeżeli człowiek umiera na skutek jakiejś choroby, to sama śmierć go od tej choroby nie uwalnia. Aby tak się stało musiałby przejść na drugą stronę kurtyny śmierci, gdzie zostałby z niej wyleczony. Gdy duch zostaje, to zostaje również jego choroba. Po jakimś czasie zaczyna mu brakować ciała i energii do dalszego funkcjonowania. Szuka dawcy najodpowiedniejszego pod każdym względem. Bardzo często okazuje się, że jest nim ktoś z najbliższej rodziny, gdyż podczas żałoby jesteśmy bardzo otwarci na tamten świat. Kiedy duch z chorobą wniknie w ciało człowieka, to po pewnym czasie w tym człowieku rozwija się ta sama, lub bardzo podobna choroba. Najlepiej fenomen ten można zaobserwować podczas oczyszczania pacjentów cierpiących na choroby, które są widoczne gołym okiem jak guzy, choroby skóry, Alzheimer, autyzm, epilepsja itd. Kiedy nie ma ducha, to nie ma i choroby, gdy duch powraca to wraz z nim powraca i choroba. Oczywiście gdy duch odchodzi raz na zawsze, to choroba odchodzi wraz z duchem. Tak jest ze wszystkimi chorobami spowodowanymi przez duchy. Gdy duch odchodzi, a choroba nadal istnieje, to jest to choroba samego pacjenta. Jednak odprowadzenie ducha od chorego człowieka jest zdjęciem z jego pleców olbrzymiego ciężaru. Teraz jest mu już dużo łatwiej pokonać problemy psychiczne, będące u podłoża jego choroby.

13. Jakie są znaki obecności ducha (duchów) w domu? Co powinno zaniepokoić? Czy możemy "wyczuć" obecność ducha?

Jeżeli nie możemy wyczuć obecności ducha, to po co się zastanawiać czy on jest? Gdy czujemy, że ktoś nas nawiedza, a niedawno odbył się pogrzeb, to wystarczy zaobserwować nasze emocje i myśli, zmiany w mieszkaniu i już będziemy wiedzieli, co dany duch chce nam przekazać. Nie należy się tego bać, bo tym duchem jest przecież bliska nam dusza. Najczęściej duch chce nam powiedzieć, że nadal żyje, że ma się dobrze i żegna nas po raz ostatni. Kiedy się tego boimy i zamykamy oczy i uszy na tego rodzaju wizyty, to każdy z duchów reaguje inaczej, ale najczęściej wkrótce odchodzi. Inaczej ma się sprawa z duchem, który nie jest świadomy tego, że już nie żyje i wraca jakby nigdy nic do domu. Nadal funkcjonuje tak jak za życia i tak samo jak za życia będzie się zachowywał. Jeden będzie zgodny, niekonfliktowy i mieszkając pod tym samym dachem nawet nie zauważymy, że jest wśród nas, chyba że będzie zbyt intensywnie czerpał naszą energię. Drugi będzie hałasował, nie pozwoli nam spać, będzie ciągle stukał w ściany, przesuwał przedmioty, zabierał, niszczył, przewracał, co wejdzie mu pod rękę. Czasami robi to złośliwie w odwecie za to, że on się do nas zwraca, a my go nie słuchamy. Są i takie zaborcze duchy, które nie pozwolą nikomu zamieszkać w swoim domu, a każdego kto przestąpi jego próg będą wyrzucały, zastraszały, a nawet próbowały zabić. Takie duchy zamieszkują domy, które od lat stoją puste lub prawie puste, bo gdy już ktoś w nich mieszka, to zazwyczaj będzie to zmęczony życiem człowiek, całkowicie zdominowany przez obecnego tam ducha.

14. A teraz dwa przykłady z mojego doświadczenia:

Moja przyjaciółka zmarła w wieku 30 lat na tętniaka mózgu. Bardzo to przeżyłam. Przez długi czas miałam wrażenie, że jest obok mnie, w moim mieszkaniu, w moich snach. Kiedy mi się śniła, tłumaczyła mi, że to nie jest prawda, że umarła. Była radosna, piękna. Wyjaśniała, że tylko gdzieś wyjechała i wróci, że spotkamy się wkrótce i wtedy uwierzę, że nie umarła. Po przebudzeniu przez dłuższą chwilę zastanawiałam się, czy faktycznie byłam na jej pogrzebie? Bo sny były tak bardzo rzeczywiste, prawdziwe, sugestywne... W końcu musiałam pójść na jej grób i "porozmawiać z nią od serca". Od tego czasu Gabrysia już mi się nie śni, chociaż bywa, że ją wspominam. Czy tymi myślami i wspomnieniami mogę ją "przywołać"? Co mogłoby się stać, gdyby nie odeszła? Przypadek drugi: W krótkim czasie, w odstępie czterech miesięcy, zmarły obydwie moje babcie. Pierwsza, z którą byłam bardzo blisko związana, powiedziała mi, że nie chce, abym widziała jej śmierć. W chorobie czuwałam przy niej dzień i noc. Tylko jednego dnia musiałam pojechać na uczelnię, żeby odebrać indeks. Gdy wróciłam, zobaczyłam sąsiadkę na progu domu. Wiedziałam, że babcia nie żyje. Czy to oznacza, że człowiek może "wybrać sobie" moment swojej śmierci? Gdy zmarła druga moja babcia - Agnieszka - nie zdążyłam na część pogrzebu odbywającą się w kaplicy. Nie widziałam więc babci w otwartej trumnie. Dzień po pogrzebie siedziałam w pokoju na tapczanie i czytałam książkę. Nie pamiętam momentu, kiedy zasnęłam, wydawało mi się, że w ogóle nie zasypiałam. W pewnej chwili weszły do pokoju obydwie moje zmarłe babcie i dziadek. Usiedli na krzesłach i zaczęli opowiadać mi jak wygląda "tamten świat". Mówili, że na cmentarzu wcale nie panuje cisza, wręcz przeciwnie, jest tam bardzo "głośno". Mówili, że "oni" są wśród nas, tylko "ich" nie widzimy. W pewnym momencie babcia (ta, która nie chciała, żebym była przy jej śmierci) powiedziała: "Musimy już iść, bo w szpitalu umiera kobieta na to samo na co umarła Agnieszka (na raka odbytnicy). Bardzo cierpi, trzeba być przy niej". Nie "zniknęli", po prostu wyszli. A ja zerwałam się z tapczanu na równe nogi. Moja bratowa jest lekarzem. Zadzwoniłam do niej i opowiedziałam swój "sen". Potwierdziła, że babcia Agnieszka miała w trumnie krwawą stróżkę w kąciku ust. Zadzwoniła do szpitala. Faktycznie, w tym dniu zmarła kobieta chora na raka odbytnicy. Czy to był sen? A jeśli tak, co oznaczał? Dlaczego duchy chcą nieraz skontaktować się z nami? Dlaczego nie robią tego częściej? Przecież to byłoby takie proste - wiemy, co jest "po drugiej stronie" więc nie boimy się "przejścia". Dlaczego wciąż musimy pytać o to, co będzie po śmierci? Dlaczego Bóg skazał nas na taką niewidomą? Może jest jakaś przyczyna... Jaka?

Duchy, o których pani mówi przyszły do pani, aby dać dowód na to, że życie nie kończy się w grobie, że mimo iż fizycznie umarli mają się dobrze, a nawet lepiej niż za życia oraz aby się pożegnać. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, tak robi prawie każdy duch. Nie każdy ma tyle szczęścia, co pani dziadkowie, aby zostać zobaczonym i wysłuchanym. Wizyta dziadków była spowodowana troską o panią i miała za zadanie wzbudzić w pani nieustraszoność. Bo skoro żyjemy po naszej fizycznej śmierci, to czego można się jeszcze bać? Pani dziadkowie pożegnali się i odeszli na drugą stronę. Niestety nie zrobiła tego pani koleżanka. Nie odeszła i gdy zbliża się do pani, to od razu pani o niej myśli. Gdyby pani wtedy nie pożegnała się z nią stanowczo może teraz miałaby pani tętniaka i nie wiedziała, co z tym zrobić. Owszem, to dusza wybiera kiedy i jak umierać. Dlatego ludzie umierają często w momencie, gdy choć na chwilę spuścimy ich z oka, nawet w najnowocześniejszym szpitalu. Zdarza się tak zawsze w przypadkach, gdy zachodzi obawa, że gdy dana osoba będzie chciała umierać, to wszyscy zaczną ją ratować. Jest to potrzebne, aby dusza mogła odejść. Jak sama pani widzi Bóg wcale nas nie pokarał niewiadomą, tylko gdy próbuje nam coś powiedzieć, to zazwyczaj mało kto chce go słuchać. Nawet wtedy gdy przekazywane są nam jakieś wiadomości, to inni "mądrzejsi" wybiją nam to z głowy i powiedzą, że to najprawdopodobniej był tylko sen.

15. Czy - Pani zdaniem - Kościół katolicki przekazuje prawdę o tym i "tamtym" świecie?

Uważam, że kościół katolicki nie przekazuje prawdy o tym i tamtym świecie. Nie polega to na tym, że chce nas świadomie wprowadzić w błąd, a na tym że dogmaty opierają się na filarach, które poprzez wieki były zmieniane w zależności od potrzeb ówcześnie panujących głów, i to bynajmniej nie tylko kościoła. Szerzej napisałam o tym w swojej książce. Zresztą nie trzeba sięgać aż tak daleko. Wystarczy wrócić pamięcią o kilkadziesiąt lat wstecz, a zobaczymy, że to co wtedy było grzechem i z czego trzeba się było spowiadać teraz już nim nie jest i na odwrót. Ja w swojej pracy miałam do czynienia z duchami, które bały się odejść na drugą stronę, bo na przykład jadły mięso w piątek i trudno im było wytłumaczyć, że to nie grzech i że Bóg czeka na nie z otwartymi rękoma. Niestety nie dotyczy to tylko ludzi świeckich, wśród duchów które boją się odejść dość często są również księża.

16. Jeśli wyjaśnienie wielu nieszczęść, chorób, problemów rodzinnych jest takie proste, jak w Pani książce, to dlaczego nie jest powszechnie stosowane? Dlaczego, mimo doświadczeń wielu ludzi, prawie nikt nie wierzy w duchy?

To proste - większość ludzi to praktykujący wierni i oni wierzą w to, w co wierzy kościół, a kościół chce uważać, że każde nawiedzenie to choroba psychiczna, albo dzieło szatana. Istniejący stan rzeczy wynika z faktu, że za czasów inkwizycji ówczesny kościół zabronił wykonywania egzorcyzmów nawet księżom. Dopiero po trzystu latach powrócono do rytuału egzorcyzmowania, ale jest wielu księży, którzy uważają to za niepotrzebnie odkopany zabobon. Wobec takich faktów wiara w duchy nie może być popularna wśród ludzi. Jednak o tym jak bardzo ta wiedza jest potrzebna niech zaświadczy fakt, że w ciągu pięciu miesięcy tego roku sprzedałam dziesięć tysięcy swoich książek oraz mam dziesiątki zapytań dziennie o różne sprawy związane z opętaniem przez duchy.

Listy do redaktorów zajmujących się problemem pedofilii

PRZYPADEK ANDRZEJA S. I INNYCH: NOWE SPOJRZENIE NA PEDOFILIĘ

"Coraz częściej występujący problem pedofilii wywołany jest nawiedzeniem" - twierdzi Wanda Prątnicka, autorka bestsellera "Opętani przez duchy - Egzorcyzmy w XXI stuleciu".

Wanda Prątnicka światowej sławy egzorcystka i psychoterapeutka jest zdania, że do problemów Andrzeja S. w dużej mierze przyczyniły się wpływy z zaświatów. "Duchy to istoty, które wcześniej były ludźmi, a po śmierci nie zdecydowały się na przejście na drugą stronę kurtyny śmierci" - mówi pani Prątnicka. "Po śmierci niewiele się dla nich zmienia, problemy które ich trapiły za życia trwają nadal, pozostają też upodobania, pasje, nałogi... i zboczenia".

Problem pedofilii prawie zawsze związany jest z przeżyciami z dzieciństwa. Ofiary molestowania seksualnego, gdy dorastają odczuwają silny pociąg do odtwarzania zachowań, których ofiarą padli podczas swojego dzieciństwa. Najczęściej nie zdają sobie sprawy z działania tego mechanizmu, rzadko pamiętają też swoje traumatyczne przeżycia bycia molestowanym, czy to przez członków własnej rodziny, czy to przez obcych.

Wielu z nas spyta - "Jak to możliwe, że szanowani obywatele, a czasami wybitnie uzdolnione osoby mogą posunąć się do tak odrażających czynów, jak molestowanie seksualne dzieci?". "Dla kogoś, kto na co dzień zajmuje się duchami, i problemami z nimi związanymi sprawa jest całkiem jasna" - twierdzi Wanda Prątnicka. Gdyby nie istniał świat duchów najczęściej nie dochodziłoby do takich ekstremalnych procederów jak pedofilia, silne dewiacje seksualne, czy akty okrutnej przemocy.

Aby zrozumieć jaki mechanizm przyczynia się do występowania tych zjawisk należy poznać zasady rządzące światem niematerialnym w którym przebywają duchy wraz z ich niezaspokojonymi żądzami, nałogami itp. Tam istnieje żelazna zasada według której podobne przyciąga podobne. Co to oznacza? Oznacza to, że jeżeli żywy człowiek ma tendencję do pewnego rodzaju dewiacji , w tym przypadku pedofilii, to natychmiast przyciąga on do siebie jednego, kilka lub nawet kilkaset istot ze świata duchów, które potęgują jego podświadome pragnienia. Gdyby człowiek był poddawany jedynie własnej pokusie potrafiłby posłuchać głosu sumienia i postąpić właściwie - czyli w tym przypadku ze wstrętem odwrócić się od własnych tendencji do pedofilii. Gdy znajdzie się jednakże przy nim wiele duchów z silniejszym lub słabszym popędem do pedofilii, to siła do realizowania takich pragnień staje się tak wielka, że pojedynczy człowiek traci nad nią kontrolę. Wie, że postępuje niewłaściwie, nie ma jednak siły aby się jej przeciwstawić.

Nie chodzi tu oczywiście o to, aby rozgrzeszać winowajców, mówić "To duchy ponoszą całą winę". Chodzi o to, aby zrozumieć działający tu mechanizm, aby móc ze współczuciem spojrzeć na przypadki, które coraz częściej pojawiają się w mass mediach, oraz aby nauczyć się przeciwdziałać wpływom ze świata duchów na przyszłość. Jest wielce prawdopodobne, że gdyby pedofil miał wiedzę opisaną pokrótce w tym artykule mógłby szukać on rozwiązania swojego problemu u egzorcysty, który uwolniłby go od wpływu duchów, a to dałoby mu możliwość walki ze swoimi podświadomymi tendencjami.

"Świadomość wpływu świata niematerialnego na materialny jest niesłychanie istotna dla dzisiejszych społeczeństw" - mówi pani Prątnicka - "gdyż przypadki takich wpływów pojawiają się ostatnimi czasy bardzo często i nie omijają ani ludzi sławnych, ani zamożnych, czy sprawujących władzę. Nie chcemy przecież, aby naszym światem rządziły duchy, poprzez ludzi np. stojących u władzy."


CAŁA PRAWDA O PRZYCZYNACH PEDOFILII

Dotyczy: Ponura strona pożądania. Uczeni, aktorzy, dziennikarze i psycholodzy, pedofilia bez granic. (Tytuł artykułu w tygodniku Newsweek z dnia 11.07.2004)

Jestem naukowcem, badaczem. Wiele lat temu odkryłam to "COŚ", co jest czynnikiem wywołującym pedofilię, a z którego istnienia większość psychologów, psychiatrów, czy księży (a więc tych, którzy udzielają ludziom pomocy psychicznej i duchowej) nie zdaje sobie sprawy. Efekt jest taki, że różni wspaniali ludzie z wielkimi osiągnięciami w swojej specjalizacji stają się nagle, według opinii publicznej, zwyrodnialcami. Problem nie dotyczy samej pedofilii, ale wypaczeń psychicznych wszelkiej natury.

Media i społeczeństwo namawiają, aby pedofilów zamykać, kastrować, ale nikt z piszących lub wypowiadających te zdania nie zdaje sobie sprawy z tego, że również jego może spotkać ten sam przymus (nawet jeżeli jest kobietą), bo pedofilia bardzo rzadko jest działaniem z wyboru. Mam pytanie do mediów i społeczeństwa - Czy macie Państwo jasność odnośnie tego, czy pedofil staje się pedofilem bo tak chce, bo taki jest styl jego życia, czy może jest to jego bezustanna udręka? Dlaczego zjawisko to dosięga również największych, najzdolniejszych, a tym samym najsilniejszych członków społeczeństwa?

Trafiają do mnie pacjenci z całego świata, a pomogłam w trakcie mojej 30 letniej praktyki już ponad 25 tysiącom. Są wśród nich księża, lekarze, sędziowie, ministrowie, ludzie prosperity, ale oczywiście i ludzie prości. Zwracało się do mnie również wielu psychologów i psychiatrów z prośbą o pomoc dla swoich pacjentów. Pomagałam im oczywiście w pełni świadoma faktu, że zasługi za efekty mojej pracy zostaną przypisane im. Wprowadzało to jednakże wielu ludzi w błąd, którzy sądzili, że problem jest zupełnie innej natury.

Czasami piszą do mnie więźniowie, którzy mówią - "Zawiniłem, dokonałem czynu, który według prawa jest karygodny i nie boli mnie to, że mnie skazano. Jednak dopiero po przeczytaniu Pani książki zrozumiałem, co tak naprawdę się ze mną działo, co nakłoniło mnie do popełnienia przestępstwa - morderstwa, gwałtu itp. Dopiero ta wiedza daje mi prawdziwą wolność. Będąc tam na wolności byłem tysiąckrotnie bardziej więźniem, niż teraz siedząc tutaj. Wreszcie uwolniłem się od koszmaru, który tak bardzo mnie gnębił."

Jeden ze śledczych powiedział o Andrzeju S. "On uważa to za chorobę, na którą zapadł pięć lat temu. Ma dość takiego życia" (Super Ekspres "Spowiedź pedofila"). Andrzej S. nie mając dostępu do wiedzy, którą staram się rozpowszechniać, był jedną z ofiar. Pomimo tego, że jako człowiek znajduje się na wysokim poziomie rozwoju oraz jest świetnym psychoterapeutą, nie wiedział jak sobie ze swoją "chorobą" poradzić.

W swojej książce "Miska szklanych kulek" na stronie 205 w komentarzu Andrzej S. pisze o sobie jako o osobie, której potrzebny jest egzorcysta. Cała ta książka pełna jest zresztą wskazówek odnośnie tego, że Andrzej S. w chwili jej pisania walczył z jednym tylko problemem, którym było (i nadal jest) opętanie.

Oczywiście media mogą wiedzę, którą propaguję ignorować, bojąc się ośmieszenia, potraktować ją jako błahą, zabobonną, ale nie zmieni to faktu, że zjawisko, którym zajmuję się na co dzień istnieje. Wprawdzie jest niewidzialne, ale zbiera olbrzymie żniwo i nie da się go w żaden sposób zatrzymać udając, że nie istnieje. Efekty ignorowania tej wiedzy widzimy każdego dnia na ulicy, w doniesieniach prasowych, czy telewizyjnych. Wielu z tak zwanych sprawców jest samych ofiarami.

W pewnym sensie media ponoszą odpowiedzialność za fakt, że nie rozpowszechniając tej wiedzy narażają społeczeństwo, siebie i swoich bliskich. Możecie Państwo to zmienić.

Z poważaniem Wanda Prątnicka

Umieść tutaj swoją opinię
Email lub pseudonim
Oceń jakość portalu: pozytywna neutralna negatywna


05.02.2013 Napisał użytkownik ciekawa
Jestem pod wrażeniem Pani listów. Przez cały czas ich czytania ogarniały mnie dziwne uczucia i przechodziły dreszcze po całym ciele. To tak, jakbym dostała "porządnego kopa", jakiegoś olśnienia, które pomoże mi z pewnością inaczej spojrzeć na świat, który nas otacza. Bardzo Pani dziękuję i cieszę, że tacy ludzie w ogóle istnieją. Od jakiegoś czasu interesuję się ezoteryką i kiedy spotykam ludzi o podobnym zainteresowaniu, czuję że jestem w "domu". Ewa.
07.04.2008 Napisał użytkownik malina
Bardzo ciekawa ta strona. Muszę przyznać, że po przeczytaniu sama się zastanawiam, czy nie mam przyczepionego ducha, bo choruję na chorobę, na którą chorowala moja już nieżyjąca od 20 lat matka. Pozdrowienia dla p. Wandy i dla wszystkich, którzy czytają tę stronę.
15.04.2005 Napisał użytkownik Kraolina
Niektóre duchy nie chcą przejść do innego świata, tylko pozostają wśród ludzi, ponieważ są m.in. związani z tym światem. Czy kiedy duch jednak zdecyduje się przejść już na zawsze traci kontakt z tym, co się dzieje w świecie żywych?

Odpowiedź z Biura Wandy Prątnickiej:
Nie traci tego kontaktu, może wszystko obserwować, lecz życie w „Niebie” o wiele bardziej go interesuje...
13.01.2005 Napisał użytkownik KASIA
WITAM, CZY MOŻNA NAPISAĆ LIST W IMIENIU INNEJ OSOBY, PONIEWAŻ OBAWIAM SIĘ, ŻE NIE DAŁABY SIĘ PRZEKONAĆ, A JEJ ZACHOWANIE WSKAZUJE NA TO, ŻE KUMULUJE SIĘ W NIM WSZYSTKO CO ZŁE. PROSZĘ PORADZIĆ JAK MOŻNA POSTĄPIĆ. POZDRAWIAM.

Odpowiedź z Biura Wandy Pratnickiej:
Owszem można zadzwonić, przesłać list lub napisać emaila.
Jeżeli zauważyłeś błedy na stronie wyślij email

Artykuły na mój temat

Onet.pl
Feniks
Wróżka
Czwarty wymiar
Gwiazdy mówią
Egzorcyści
Nawiedzenie
Duchy
Nowe artykuły
Najnowsze artykuły

Fragmenty z książki
Opętani przez duchy

Wprowadzenie
Spis treści
Iluzja śmierci
Wstęp do książki
Śmierć i co potem
Dlaczego dusze zostają
Gdy dusza pozostaje
Jaki ma to na nas wpływ
Choroby
Opętanie a choroba psychiczna
Zmiany nastrojów
Fobie, natręctwa, lęki
Samobójstwa
Wywoływanie duchów
Nałogi
Nawiedzone domy
Z życia wzięte
Więcej urywków
Egzorcyzmy a Kościół
Czy szatan istnieje?
Depresja
Lęk
Recenzje książki


Fragmenty z książki
Kołowrót Życia tom 1


Fragmenty z książki
Kołowrót Życia tom 2


Fragmenty z książki
Kołowrót Życia tom 3


Fragmenty z książki
Poznaj Prawdę
i bądź wolny



Tom I


Tom II


Tom III


Nowe książki
Wandy Prątnickiej
już dostępne!


Wybierz język