Polska wersja English version francais version Russian version Deutsche Version Espanol

Drukuj: "Egzorcysta"wydrukuj: egzorcysta

Egzorcysta

Nowe artykuły


Dzień Dobry - Temat tygodnia
Nr. 66, Piątek
29 pażdziernika 2004

Zrób sobie ducha

Rozmowę ze zmarłym kolegą możesz zamówić dziś jak płytę w sklepie wysyłkowym. Tylko pamiętaj! Nic za darmo. To może być twój bilet w jedną stronę.

Adam jest młodym biznesmenem. Prowadzi dość dużą firmę. Opowiada, że pewnego dnia u swojego kolegi zobaczył w pokoju dziwną tablicę z napisami. Spytał, co to takiego. Okazało się, że to "zabawka" siostry gospodarza.

- Ona twierdzi, że rozmawia z tą tablicą.

- Jak to rozmawia?

- Zadaje pytania i dostaje potem odpowiedzi - odpowiedział mu kumpel.

Adam postanowił spróbować. - Pożyczyłem tajemniczą tablicę z dziwnymi znakami do domu. Wszystko robiłem tak, jak poinstruowała mnie siostra kolegi - relacjonuje Adam. - Po kilkunastu minutach usłyszałem w głowie dziwny głos. "Coś" rzeczywiście zaczęło do mnie mówić i odpowiadać na pytania...

Przez całą noc ślęczał nad tablicą. Nie pojawił się w pracy, całkowicie zniknął z życia towarzyskiego. Nikt nie wiedział, gdzie jest i co robi. Gdy po kilku dniach znaleziono go w domu, nadal siedział nad tablicą. Wycieńczony i zmieniony nie do poznania. Mówi, że gdy chciał cokolwiek zrobić, to "coś" zmuszało go do wykonania zupełnie innej czynności. Gdy milczał, "coś" za niego mówiło, gdy chciał mówić, bełkotał niezrozumiale. W głowie wciąż słyszał zdanie: "Chcę twojego ciała"...

Teraz zajmuje się nim egzorcysta.

Zaświaty w sieci

Takich przypadków jak Adama jest ostatnio bardzo wiele - twierdzą egzorcyści. Internet roi się od różnych opisów praktyk spirytystycznych na prywatnych blogach, forach dyskusyjnych, ba, można nawet zamówić seans spirytystyczny za odpowiednią opłatą. Samemu można też bez problemu posiąść parapsychologiczną wiedzę. Wystarczy wpisać odpowiednie hasło do wyszukiwarki i już wyskakuje długa lista oferowanych do sprzedaży podręczników i poradników.

Łatwy dostęp do tego typu praktyk powoduje, że seanse spirytystyczne zaczynają zastępować popularne niegdyś porady wróżki. Organizuje się je, aby dowiedzieć się, jakie będą następne wyniki losowania totolotka, czy możliwy jest szybki awans w pracy, jakie są słabe punkty przeciwnika w biznesie...

W rozmowy z duchami bawią się zarówno nieszczęśliwie zakochane nastolatki czy studenci, jak i matki, ojcowie, poważni biznesmeni i leciwi staruszkowie. By przekonać się o aktywności, jaka panuje na tym polu, najlepiej zajrzeć na internetowe fora poświęcone zjawiskom paranormalnym. Listy dyskusyjne roją się od przekazywanych na nich rad, pomysłów i schematów, jak wejść w kontakt z inną rzeczywistością.

Taniec na cienkiej linie

Zdaniem Wandy Prątnickiej, psychoterapeutki i egzorcystki, autorki książki "Opętani przez duchy - Egzorcyzmy w XXI stuleciu" każdy seans w bliższej lub dalszej przyszłości prowadzi do pomieszania zmysłów lub opętania. Dlaczego?

- Jest jak zabawa z ogniem w stogu siana - komentuje Prątnicka i dodaje: - Jeden seans się uda, a po którymś razie z rzędu nie umiemy się pozbierać. Czasami do końca życia. Dotyczy to nawet osób profesjonalnie zajmujących się wywoływaniem duchów. Nie mówię tu oczywiście o okazjonalnym wywoływaniu duchów dla zabawy, które prawie zawsze kończy się koszmarem.

Prątnicka, jak twierdzi, zajmuje się uwalnianiem ludzi od duchów, które wtargnęły w ich życie po tego typu praktykach. Jest jednym z tzw. świeckich egzorcystów. Nigdy nie kontaktuje się bezpośrednio z opętaną osobą, jak sama mówi, ze względu na swoje bezpieczeństwo. Wszystkie egzorcyzmy odprawia na odległość.

- Wiele osób biorących udział w seansach narzeka, że w ogóle nie nawiązało z duchami żadnego kontaktu, wydaje im się, że seans się nie udał. Już wkrótce jednak zaczynają się dziwnie czuć, pojawiają się u nich wcześniej nieznane emocje i myśli. Wszystko zaczyna się im walić na głowę, zdrowie szwankować - opowiada egzorcystka. - Ofiar wciąż przybywa. Do mnie zgłosiło się podczas 30-letniej praktyki ponad 30 tys. osób.

Realne niebezpieczeństwo

Jakie mogą być skutki wywoływania duchów? Nasi rozmówcy twierdzą, że żałosne. Od zupełnie lekkich, prawie niezauważalnych zaburzeń emocjonalnych, poprzez różnego stopnia depresje, obsesje, aż po ciężkie choroby psychiczne czy fizyczne, prowadzące nawet do śmierci.

O tym, jak niebezpieczny jest to kontakt, przekonał się Jan Suliga, dyrektor Muzeum Etnograficznego w Warszawie. - Brałem udział w czymś takim w 1982 roku. Na początku traktowałem seanse jako zabawę, do chwili, gdy w moim domu nie zaczęły się dziać dziwne rzeczy, jak przesuwanie mebli, dziwne głosy. Wtedy powiedziałem sobie: - Koniec!

Zdaniem Wandy Prątnickiej osoby wywołujące duchy zapominają o tym, że człowiek, który umarł, nie staje się wszystko wiedzący. Myślenie tego typu powoduje, że bardzo wielu ludzi pragnie po śmierci swojego bliskiego pozyskać go jako swojego opiekuna, doradcę, który zdejmuje ciężar z ich pleców. - Zamiast zwracać się do Boga o poradę, o wszystko proszą ducha. Ten jednak pozostaje dokładnie taki sam, jaki był za życia, tyle samo wie i tyle samo może. Ludzie tacy najczęściej padają łupem błąkających się duchów, którym bardzo łatwo przychodzi ich opętanie - twierdzi psychoterapeutka.

Autor: Marcin Szumowski




Tina
Zeszyt nr 37,
8 września 2004

Jeśli zawodzą "naukowi" specjaliści pomoże tylko ona - egzorcystka

Wanda uwolniła mnie od ducha ciotki

Nie wierzycie w duchy?? Kasia też pukała się w czoło, gdy ktoś mówił o złych mocach. Na własnej skórze przekonała się, że mogą zmienić życie w koszmar...

Kasia Majden i Wanda Prątnicka pewnie nigdy by się nie spotkały, gdyby nie... duchy. Zresztą nawet to, że los je połączył, śmiało można nazwać... nieprawdopodobnym, ale bardzo szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Tym bardziej, że pierwsza z nich nigdy nie wierzyła w istnienie nieczystych mocy i zjawisk nadprzyrodzonnych. Rozmowy na ten temat budziły w niej co najwyżej... śmiech. Tymczasem druga z kobiet od wielu lat zajmowała się... odprowadzaniem duchów, które zawładnęły ciałem "żyjącej" osoby lub nie chciały opuścić domów, w których za życia mieszkały... Przez gabinet Wandy przewinęły się tysiące osób, którym nikt nie potrafił pomóc: ani lekarz, ani psycholog, ani żaden inny specjalista...

Z każdym dniem czułam się gorzej

Kasia Majden z Opola była osobą zawsze uśmiechniętą, otoczoną mnóstwem znajomych, mającą powodzenie u mężczyzn... Niektórzy nawet zazdrościli jej tego, że w życiu ma wszystko, czego tylko można zapragnąć - dobrą pracę, mieszkanie, samochód. Tymczasem nikt nie miał pojęcia o tym, co tak naprawdę działo się za tą z pozoru zadowoloną z życia dziewczyną. A działo się wiele złego... Zamykała się wieczorami w domu pod pretekstem nawału pracy i płakała do poduszki. Odtrącała adoratorów i nie potrafiła z nikim na dłużej się związać. Gdy siedziała w pustym mieszkaniu, zastanawiała się, co z nią jest nie tak?
- Na to pytanie nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi. Coraz częściej miałam za to wrażenie, że żyję... podwójnie. Była jedna Kasia - ta bardzo szczęśliwa, i druga, całkowicie załamana, smutna - wspomina 34-letnia Kasia Majden. - Koszmar się zaczął trzy lata temu. Wtedy już życie przestało mnie cieszyć do tego stopnia, że całkowicie odizolowałam się od znajomych. Już nie potrafiłam ukrywać, że wszystko jest o.k. Nie miałam siły... Czułam się tak, jakby "druga" Kasia wypompowywała życie z pierwszej. Z moich kłopotów zwierzyłam się dziadkowi. To on namówił mnie, abym poszła do psychoterapeuty.
U specjalisty Kasia dowiedziała się, że prawdopodobnie cierpi na depresję. Przepisał jej leki przeciwdepresyjne. Ale po nich nadal źle się czuła.
- W myślach codziennie zadawałam sobie pytanie: "Po co żyć? To wszystko nie ma sensu! Praca i pieniądze są ulotne, podobnie jak zdrowie. Przecież w końcu i tak umrę, więc nie ma sensu gonić za sukcesem" - powtarzałam niemal każdego dnia - opowiada Kasia. - Dlatego coraz częściej miewałam myśli samobójcze. Gdy szłam mostem, zastanawiałam się, co by było, gdybym skoczyła. Podobnie było, gdy widziałam nadjeżdżający pociąg, mijałam na ulicy pędzący samochód. W aptecekupowałam proszki nasenne, kładłam fiolkę przy łóżku i godzinami potrafiłam się w nią wpatrywać.
Jakby tych problemów psychicznych było mało, doszły kłopoty fizyczne. Zaczęła ją potwornie boleć głowa. Lekarstwa przeciwbólowe nie pomagały. Poszła do neurologa, który wysłał ją do Warszawy na badania.
- Nie zapomnę tego dnia do końca życia - wspomina Kasia.
- Lekarz przyszedł do mnie z wynikami badań i powiedział: "Ma pani trzy mikrogruczolaki na przysadce mózgowej. Ratunkiem jest operacja. Zabieg jednak może się nie udać" - dodał. - Każdy na moim miejscu byłby załamany taką diagnozą, ja jednak poczułam ulgę. Pomyślałam: "Jeśli umrę, to wreszcie skończy się moje cierpienie" - mówi Kasia. Rodzina wiedząc, jak wielkie ryzyko wiąże się z tą operacją, namówiła Kasię na konsultację u innego lekarza.
- Usłyszałam, że uda się mnie wyleczyć za pomocą leków - mówi Kasia. - Wcale to mnie nie ucieszyło. Przeciwnie. Byłam zła, że nadzieje na zakończenie życia odsuną się w czasie... Dlatego nie poszłam do lekarza. Ani do tego, ani żadnego innego... Okłamałam bliskich, że wszystko jest w porządku, a wyniki kolejnych badań są zadowalające.
Jednak koszmary i strach nadal nie pozwalały Kasi normalnie żyć. Nie wierzyła, że ktokolwiek może jej pomóc. I wtedy, przez internet poznała Wandę Prątnicką, egzorcystkę.
- O jej istnieniu dowiedziałam się przez przypadek. Zresztą to też dziwna historia. Po prostu jakby nagle "coś" mnie tknęło i kazało wejść na strony interenetowe związane z opętaniem, duchami... Wśród nich była strona pani Wandy - wspomina Kasia. - Z ciekawości zaczęłam czytać zwierzenia ludzi, którym pomogła. Mieli takie same problemy jak ja! Pomyślałam, że muszę się z panią Wandą skontaktować. Napisałam e-maila,w którym wyjaśniłam, co się ze mną działo przez kilka ostatnich lat. Po godzinie otrzymałam odpowiedź: "Droga pani Kasiu, znam przyczynę cierpienia. To wina ducha...".

Ten duch nie da pani spokoju!

Okazało się, że Wanda Prątnicka, gdy tylko Kasia opisała jej swoją historię, zaczęła szukać przyczyny jej kłopotów. Weszła w trans... - Po kilku chwilach "zobaczyłam" ducha - opowiada pani Wanda. - To była postawna kobieta w średnim wieku. Zapytałam, kim jest dla Kasi. Zjawa powiedziała: "Jestem jej ciotką, siostrą jej dziadka". Zrozumiałam, że w jakiś trudny do wytłumaczenia sposób ta zmarła nie odeszła na zawsze... Jej duch był na ziemi właśnie dzięki Kasi i przejął kontrolę nad jej życiem, traktując je jak własne. I to była przyczyna kłopotów tej młodej kobiety. "Niech pani w tej chwili da jej spokój! Dla umarłych nie ma miejsca na ziemi " - prawie krzyknęłam i... w ułamku sekundy wyszłam z transu.
Wanda znów napisała e-maila do Kasi. Zapytała w nim, czy babcia miała siostrę i czy ta kobieta już nie żyje. - Potwierdziłam jej przypuszczenia i pomyślałam: "Skąd ta egzorcystka to wie? Przecież jej tego nie mówiłam" - wspomina Kasia. - Nie wierzyłam w duchy. "XXI wiek i zjawy to jakiś... absurd" - zawsze uważałam. Ale po kilku dniach od tej rozmowy moje dolegliwości się zmniejszyły - mówi Kasia. - Ustąpił ból głowy i przestałam się bać. Pewnie duch ciotki przestraszył się egzorcystki - ucieszyłam się. Nadal jednak nie do końca serio wierzyłam w egzorcyzmy. "Dziewczyno, nie masz nic do stracenia. Porozmawiaj z tą kobietą. Jeśli nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi...", przekonywałam samą siebie.
Kasia opowiedziała pani Wandzie o swoich problemach. "Pomogę ci. Musisz mi tylko obiecać, że nie będziesz już myśleć o samobójstwie" - poprosiła pani Wanda. Od tamtej pory przez dwa lata niemal codziennie prowadziła rozmowy z duchem ciotki Kasi.
- Tylko osobom niewtajemniczonym wydaje się, że już po pierwszym seansie duch znika... One są bardzo oporne... Wiele razy prosiłam i przekonywałam ducha ciotki Kasi, by zostawił ją w spokoju. Gdy trzeba było, nawet karciłam zjawę - mówi pani Wanda. Pewnego razu znów wpadła w trans, by porozmawiać z duchem. Jednak zjawa się już nie ukazała... Wreszcie odeszła!
- Od razu poczułam się spokojna - mówi Kasia. - I tak bardzo zapragnęłam żyć, ciesząc się każdym nowym dniem, jak nigdy przedtem. Niestety, przypomniałam sobie o chorobie. I o tym, że przecież od dwóch lat mogła się ona rozwinąć! Przecież miałam iść do lekarza i... zrezygnowałam. "A co, jeśli zamiast ducha, teraz choroba zacznie mi niszczyć życie?", zastanawiałam się. Jednak po raz pierwszy od lat poczułam w sobie ogromną siłę i ochotę do walki. "Skoro pokonałam ducha, to wyzdrowieję" - obiecałam sobie.

Moja choroba zniknęła!

Kasia poszła na kontrolę do szpitala. - Neurolog kazał zrobić mi badania tomograficzne mózgu. Gdy wrócił z wynikami, zapytał: "Na co panią leczono?", "No, jak to na co? Na mikrogruczolaki" - odpowiedziałam. "Żartuje Pani. Przecież mikrogruczolaki bez śladu nie znikają, a u pani ich nie widać". Spojrzałam na zdjęcie i zaczęłam szukać trzech czarnych punktów. Dobrze pamiętałam miejsce, gdzie się znajdowały. Jednak ich tam nie było. Lekarz powiedział:"Wszystko jest w najlepszym porządku". Nie wierzyłam. Poszłam więc do innego lekarza. On też potwierdził, że jestem zdrowa!
Kasia skontaktowała się z panią Wandą. Opowiedziała jej, że choroba nagle zniknęła. - Nie zdziwiło mnie to wcale - wspomina pani Wanda. - Kasia nie była moją pierwszą pacjentką, u której cofnęła się choroba. Gdy duch odchodzi, znikają cierpienie, ból. W ten sposób wielu pacjentów, którzy cierpieli na nowotwory i inne nieuleczalne choroby, nagle ku zdziwieniu lekarzy odzyskiwało zdrowie i chęć do życia.
Pani Wanda już 30 lat zajmuje się egzorcyzmami. Zgłosiło się do niej kilkadziesiąt tysięcy osób z Polski i z zagranicy. Jest jedyną w kraju świecką egzorcystka. Swoje zdolności parapsychiczne ma od urodzenia. Już jako dziecko widziała to, czego inni nie potrafili dostrzec i zrozumieć.
- Gdy opowiadałam o tym rodzicom, wyśmiewali mnie, mówili, że mam bujną wyobraźnię. - wspomina pani Wanda. - Krótko mówiąc, nie wierzyli mi.
Wkrótce pani Wanda przestała o tym mówić. Jednak im bardziej chciała ukryć swoje zdolności, tym bardziej to "coś" uwidaczniało się samoistnie. Obok ludzi mijanych na ulicy czasami "widziała" kogoś drugiego. Ducha, który im towarzyszył...
- Z czasem zrozumiałam, że nie wolno mi zaprzepaścić daru, który dostałam. Przecież nie każdy może kontaktować się z duchami - mówi pani Wanda.
Przez te wszystkie lata pracy pomogła wielu osobom, wobec których nauka i medycyna były bezradne. To pacjenci zmotywowali ją do tego, aby napisała książkę o egzorcyzmach.
- Wydałam ją, bo chciałam pomóc tym wszystkim ludziom, którzy są opętani przez duchy i nie potrafią sobie z tym dać rady - mówi. - Tak, jak w przypadku Kasi, każdy może sobie z nimi poradzić!
Kasia dziś jest szczęśliwą kobietą. Nadal jednak odwiedza swoją egzorcystkę.
- Dzięki pani Wandzi jestem taka jak przed opętaniem przez ducha - mówi. - Ale to nie wszystko. Odnalazłam cel w życiu. Chcę, tak jak ona, pomagać ludziom. Jestem najlepszym dowodem na to, że są na świecie rzeczy, które nie zawsze dadzą się wytłumaczyć.

Tekst Monika Kolitowska-Sokół





Express Wieczorny
Nr 2 (15616)
5 sierpnia 2004

Uwalniam ludzi od duchów

Z Wandą Prątnicką, świecką egzorcystką rozmawia Janusz Szostak

Przedstawia się pani jako egzorcystka. Dla wielu osób trąci to średniowieczem? Czym zajmuje się współczesny egzorcysta?

Przyznaję Panu rację. Wielu ludziom egzorcyzmy kojarzą się ze średniowieczem, przesądem, zabobonem. Jak to z drugiej strony możliwe - zapyta niejeden, że w czasach, w których tak duża liczba osób szuka pomocy egzorcysty, nie może jej znaleźć, bo ta garstka egzorcystów, która działa na całym świecie jest kroplą w oceanie potrzeb. Czym zajmuje się współczesny egzorcysta? Dokładnie tym samym czym zajmował się jego kolega tysiące lat temu, czyli uwalnianiem ludzi od duchów, które z różnych przyczyn nie chciały odejść za kurtynę śmierci, do Boga, a również, co zdarza się równie często, uwalnianiem duchów od ludzi, którzy za wszelką cenę chcą zatrzymać na ziemi duszę dopiero co zmarłej osoby, swoimi lamentami i przesadną żałobą.

Egzorcysta z sanktuarium w Licheniu, ksiądz Edmund Szaniawski powiedział, że wielu ludzi w nie uznaje dzisiaj istnienia szatana jako zła osobowego. Traktują go żartobliwie. I to jest, zdaniem księdza, największy problem! Dlatego szatan i inne złe duchy mogą swobodniej działać w świecie doprowadzając ludzi do różnych udręczeń.

Co do kwestii szatana - podczas swojej ponad trzydziesto-letniej praktyki nie spotkałam go ani razu. Wszystkie demoniczne nawiedzenia, jakie napotkałam w swojej pracy w końcowym efekcie okazywały się opętaniami przez nienawidzące, bardzo wściekłe duchy ludzi zmarłych, które z najróżniejszych powodów nie odeszły za kurtynę śmierci. Istnieje niezliczona ilość duchów, które nie odeszły do Boga i tak samo duża ilość powodów, dla których owe duchy zadręczają swoje "ofiary". Bardzo obszernie opisałam to w swojej książce "Opętani przez duchy - Egzorcyzmy w XXI stuleciu".

Uwalnia pani ludzi od duchów na odległość i w bardzo krótkim czasie. Wiele osób powątpiewa w skuteczność tego typu działania.

Zgadza się, uwalniam ludzi od duchów na odległość. Jest to metoda wyjątkowo skuteczna oraz bezpieczna, nie przynosząca ujemnych skutków dla oczyszczanego człowieka, jak i dla egzorcysty. W końcu istotne są efekty mojej pracy, którym nie da się zaprzeczyć. W archiwum przechowuję stosy listów od osób, którym pomogłam, drobną ich część zamieściłam na swojej stronie internetowej, a przecież z podziękowaniami pisze co setna osoba. Co do wątpliwości niektórych - zawsze znajdą się tacy, którzy powątpiewają w to, co jest dla nich niezrozumiałe.

Jak często zdarzają się przypadki nawiedzeń? Czy dotyczą one w większym stopniu osób uzależnionych od alkoholu lub narkotyków? Jak rozpoznać działanie złych duchów na nasze życie?

Nawiedzenia zdarzają się częściej niż mogłoby się nam wydawać. Bardzo dużo osób przechodzi całe życie z nawiedzeniem. Wiele działań, myśli i emocji takich ludzi nie pochodzi od nich - pochodzi od duchów. Zawsze będą one dla nas niezadawalające, wbrew naszym najgłębszym pragnieniom czy przekonaniom. Jakże wiele osób cierpi na powstające w nich silne negatywne emocje - lęk, niepokój, złość, zazdrość? Należą one jednak do działających w tych ludziach duchów. Każda głęboka depresja, częsta zmienność nastrojów, to symptomy nawiedzenia. Najbardziej widoczne i drastyczne objawy to: myśli samobójcze, schizofrenia, lub też inne choroby psychiczne. Ludzie uzależnieni najczęściej są opętani. Uzależnienia ułatwiają duchom wejście do na szego ciała. Mogą one być zarazem przyczyną, jak i skutkiem nawiedzenia.

Czy można uwolnić się od działania duchów?

Samodzielnie uwolnić się od duchów jest czasami bardzo ciężko, najczęściej jest to niemożliwe bez udziału egzorcysty. Jeżeli jednak będziemy kontrolować swoje negatywne emocje takie jak: złość, nienawiść, mściwość i ciągle się do nich dystansować to mamy wszelkie szansę, aby duchów do siebie nie dopuścić.

Pobierz artykuł w oryginalnej szacie graficznej w formacie PDF, 0.3 MB




Warszawski Tygodnik Informacyjny
Jesień 2004 r.

1) Ostatnio w internecie można znaleźć wiele ogłoszeń osób, które oferują prowadzenie seansów spirytystycznych. Czy korzystanie z takich ofert jest bezpieczne?

Do medium możemy się zwrócić tylko w bardzo wyjątkowych sytuacjach, np. gdy ktoś nagle umarł i pozostawił po sobie ważne, nie załatwione sprawy, z którymi nie umiemy sobie poradzić, nie możemy czegoś odszukać, gdy od informacji, o którą pytamy bardzo wiele zależy. Wtedy możemy próbować spytać o to ducha, ale oczywiście nigdy nie mamy gwarancji, że otrzymamy ją od "naszego" ducha, a nie od innego który akurat znajdował się w pobliżu. Mając to na uwadze musimy wszystko, co usłyszeliśmy zweryfikować (sprawdzić pod wieloma aspektami). Nie dajmy się zwieźć pozorom w sytuacji, gdy duch opowiada o rzeczach, o których tylko my wiemy, bo każdy duch, który jest w pobliżu, a który chciałby się zabawić naszym kosztem potrafiłby odczytać nasze myśli, nadzieje i wątpliwości i w ten sposób wyprowadzić pytającego w pole. Spróbuję wytłumaczyć, jak to mniej więcej działa, ale wiedza którą chcę tu przekazać jest obszerna, zajęła prawie 300 stron mojej książki "Opętani przez duchy - Egzorcyzmy w XXI stuleciu", która wcale nie wyczerpuje tego tematu.
Otóż w większości przypadków człowiek, który umiera w krótkim czasie przechodzi na drugą stronę kurtyny śmierci. Jest to naturalny, prawidłowy proces przebiegający z korzyścią dla ducha, który odchodzi i ludzi, którzy pozostają tu na ziemi. Gdy tak się stanie żadne medium nie jest w stanie tego ducha przywołać do rozmowy, gdyż ten znajduje się poza zasięgiem, czy polem wpływów medium. Czy dzieje się tak dlatego, że spirytysta jest niewykwalifikowany lub że jest oszustem? Otóż nie. Chodzi o to, że ducha nie obchodzą już ziemskie sprawy i obniżanie na powrót jego wibracji do naszego ziemskiego poziomu kosztowałoby go bardzo wiele wysiłku, według wyższej ekonomii zbędnego.
Prawidłową odpowiedz otrzymamy od ducha tylko wtedy, gdy sprawa jest bardzo ważna i jej rozwiązaniem zainteresowany jest również sam duch. Stąd tylko znikoma ilość ludzi dostaje odpowiedzi na swoje pytania, mimo że bardzo wielu pyta. Wszystkie inne odpowiedzi pochodzą od duchów, które nie przeszły na drugą stronę kurtyny śmierci i którym jest zupełnie obojętne jakiego kalibru zrobią komuś psikusa, który nierzadko kończy się prawdziwą tragedią. Gdy słuchamy bowiem "wynurzeń" takich duchów bardzo łatwo jest wejść na niewłaściwą drogę.

2) Jakie kwalifikacje według Pani mają osoby proponujące ww. usługi? Jak rozpoznać prawdziwego spirytystę od oszusta?

Spojrzałabym na to z innej strony - najczęściej nie ma to nic wspólnego z oszustwem. Medium może mieć najlepsze chęci do jak najbardziej uczciwego przeprowadzenia seansu spirytystycznego. Niewykluczone, że medium robiło to już z bardzo dobrym skutkiem wiele razy. W związku z tym może czuć się ekspertem w tej dziedzinie. Jednak każdy nowy seans, to jak zabawa z ogniem na stogu siana. Pomimo, że uważaliśmy za chwilę wszystko już stoi w ogniu. Wcale nie chcieliśmy wzniecać ognia, chcieliśmy żeby wszystko było jak dawniej, a tu wokoło same zgliszcza. Jeden seans się uda, a za którymś razem z rzędu tracimy tyle, że nie umiemy się pozbierać czasami do końca życia. Dotyczy to nawet osób profesjonalnie zajmujących się wywoływaniem duchów. Nie mówię tu oczywiście o okazjonalnym wywoływaniu duchów dla zabawy, które prawie zawsze kończy się koszmarem.

3) Jakie zagrożenie niesie ze sobą uczestnictwo w tego typu przedstawieniach? Czy w ogóle powinniśmy uczestniczyć w seansach? Jakie są przeciwwskazania?

Cieszę się, że porusza pan ten temat, bo ofiarami opętania przez wywołane duchy stają się nie tylko osoby uczestniczące w seansie spirytystycznym, ale i wiele zupełnie przypadkowych, niczego nie świadomych ludzi, którzy z jakiś przyczyn znaleźli się w miejscu, w którym wcześniej wywoływano duchy. Tymi przypadkowymi osobami mogą być bawiące się w pobliżu dzieci lub na odwrót rodzice przychodzący z pracy, gdzie przedtem "bawiono się" w wywoływanie duchów.
Wiele osób biorących udział w takich seansach z rezygnacją w głosie stwierdza, że w ogóle nie nawiązało z duchami żadnego kontaktu, wydaje im się, że seans się nie udał. Już wkrótce jednak zaczynają się jakoś dziwnie czuć, pojawiają się w nich nieznane wcześniej emocje i myśli (duchów), wszystko zaczyna się im walić na głowę, zdrowie szwankować itd. Inni o coś pytali i dostali odpowiedź, a to zmotywowało ich do stawiania coraz to nowych pytań, które doprowadzają ich do coraz większej ruiny. Jak do tego doszło? Pytali i oczywiście dostawali odpowiedź, tyle tylko że od duchów które przypadkiem znajdowały się w pobliżu i zabawiły się kosztem uczestników seansu spirytystycznego.
Ofiar wciąż przybywa (do mnie zgłosiło się podczas mojej 30 letniej praktyki jako egzorcystka ponad 30.000 osób). Skutki wywoływania duchów są różne: od zupełnie lekkich, prawie nie zauważalnych zaburzeń emocjonalnych, poprzez różnego stopnia depresje, obsesje, konflikty, porażki, aż po ciężkie choroby psychiczne czy fizyczne nawet prowadzące do śmierci. Symptomy nawiedzenia bardzo szczegółowo opisałam są na mojej stronie internetowej www.egzorcysta.pl.
Na pytania, które Pan mi zadaje nie można niestety odpowiedzieć w jednym, czy nawet kilku zdaniach. Tak krótki przekaz nie wyjaśni tego złożonego tematu, a być może jedynie wznieci ciekawość i namówi do tego, od czego chciałaby się odwieść. Wiem o tym z relacji moich czytelników, którzy przeczytali moją książkę, a których jest już kilkadziesiąt tysięcy. Pomimo, że w bardzo przystępny, wyjaśniający sposób opisałam tam skutki uczestnictwa w seansach spirytystycznych, to jednak znaleźli się chętni do spróbowania, jak to jest, po czym zostali moimi pacjentami.

4) Czy wywoływanie duchów na własną rękę może się wiązać z ryzykiem opętania?

Niestety w wielu środowiskach panuje moda na seanse spirytystyczne. Często przynależenie do danego kręgu towarzyskiego uwarunkowane jest braniem w nich udziału. Pożądanie wiedzy znajdującej się w świecie nie materialnym wciąga ludzi i fascynuje, wydaje się być działaniem nowym, odkrywczym. Jednak wcale nim nie jest. Czasy inkwizycji sprawiły że przez 700 lat wiedza o egzorcyzmach i duchach była nie tylko niedostępna i zakazana, ale można było za nią stracić życie na stosie.
Brak ciągłości dostępu do tej wiedzy sprawił, że zagubiła się mądrość przekazywana z pokolenia na pokolenie. Brak nam zatem tej ostrzegającej lampki, która informuje, że naruszeniu pewnej granicy będzie bolało. Teraz wszystkiego musimy nauczyć się na nowo, ale czy koniecznie na własnej skórze?
Przez te 100 lat od chwili gdy spirytyści na nowo odkryli duchy doszło już do tylu ludzkich tragedii, że możemy uczyć się na czyichś błędach, a niekoniecznie na własnych, czy naszych najbliższych.
Poza tym osoby wywołujące duchy zupełnie zapominają o tym, że człowiek który umarł nie staje się wszystkowiedzącym, wszystko mogącym duchem. Myślenie tego typu powoduje, że bardzo wielu ludzi pragnie po śmierci swojego bliskiego pozyskać go jako swojego opiekuna, doradcę, który zdejmie ciężar z ich pleców. Zamiast zwracać się do Boga o poradę, o wszystko proszą ducha. Ten jednak pozostaje dokładnie taki sam, jakim był za życia, tyle samo wie i tyle samo może. Ludzie tacy najczęściej padają łupem błąkających się duchów, którym bardzo łatwo przychodzi ich opętanie.
Aby bezpośrednio odpowiedzieć na Pana pytanie - tak, najczęściej wywoływanie duchów prowadzi do nawiedzenia.

5) Czy często spotyka się Pani z przypadkami opętania przez duchy podczas amatorskich seansów spirytystycznych ? Proszę o jakąś krótką anegdotę lub historię, z którą ostatnio Pani się spotkała.

Takich przypadków znam setki, jak nie tysiące. I nie ma znaczenia, czy seans był przeprowadzany przez specjalistę czy amatora, w grupie znajomych, czy samemu. Przykład - dziewczyna, która poprosiła mnie później o pomoc została przypadkowo zatrzymana przez Policję i przewieziona do izby dziecka. Zanim rodzice zdążyli ją odebrać, a trwało to zaledwie kilka godzin, zdążyła kilkakrotnie wywołać duchy w izbie i po powrocie do domu. Za każdym razem w seansie uczestniczyły coraz to inne, przypadkowe dziewczyny. W przeprowadzaniu seansów nie przeszkadzała obecność policjantów, czy opiekunów. Nie pomogły również sprzeciwy dziewczyny, która świadoma zagrożenia chciała się wszystkiemu przeciwstawić. Gdy pytałam, jak to się udawało bez rekwizytów odpowiedziała - jak to, zawsze noszę przy sobie igłę. Inny przykład: Młody przystojny mężczyzna, biznesmen prowadzący dość dużą firmę zobaczył u kolegi tablicę z napisami. Z dziwnym zainteresowaniem zaczął się jej przyglądać. Spytał co to takiego i do czego służy. Kolega nie miał pojęcia, wspomniał tylko o tym, że siostra ciągle się tej tablicy o coś pyta i dostaje odpowiedzi. Gdy spróbował tak go to wciągnęło, że pożyczył ją do siebie do domu. Rano nie mógł się już od niej oderwać. Gdy po paru dniach zaczęto zastanawiać się, co się z nim dzieje znaleziono go w domu zmienionego nie do poznania. Poproszono mnie wtedy o pomoc. Gdy chciał cokolwiek zrobić "coś" zmuszało go do wykonania zupełnie odwrotnej czynności. Gdy milczał - "coś" za niego mówiło, gdy mówił - bełkotał niezrozumiale. To niewiarygodne, jak szybko można stać się kandydatem na pacjenta wariatkowa. Opętał go duch, który wcale nie zamierzał odejść. Ciągle do niego wołał - "Chcę twojego ciała!". Jednym z symptomów opętania jest przymus wywoływania duchów. Znam wiele przypadków dzieci, młodzieży, która wymyka się do toalety szkolnej i tam w przerwie wywołuje duchy.

6) Czy może Pani przybliżyć ewentualny cennik jaki panuje na tym rynku. Ile kosztuje seans spirytystyczny? Czy egzorcyzmy w domu, wyrzucanie ducha z danej osoby?

Zanim powiem coś o cenach - nigdy nie przeprowadzam egzorcyzmów w obecności pacjenta. Są one zawsze wykonywane na odległość, gdyż taki egzorcyzm jest w 100%-ach bezpieczny dla mnie i pacjenta. Ponadto nie wyrzucam ducha z ciała nawiedzonego. Zawsze jest to relacja bazująca na szacunku do duchów. Zawsze staram się duchowi uświadomić jego sytuację, nakłonić do odejścia do Światła.
Co do cen - niestety nie znam cenników seansów spirytystycznych. A odnośnie cen egzorcyzmów - każdy przypadek jest inny i wymaga różnego nakładu czasu i wysiłku. Są egzorcyzmy, które trwają nawet rok, np. w wypadku, gdy mamy do czynienia z silnie nawiedzonym domem, czy autyzmem.




Twoje Imperium
Zeszyt nr 3/2003
21.08 - 20.09.2003

Gorący temat:

Egzorcysta - lekarz zabłąkanych dusz


Ciężkie choroby, wahania nastroju, użycie przemocy, uzależnienia i dewiacje psychiczne - mogą dotknąć każdego z nas. Ich przyczyną bywa często... opętanie przez duchy

Światowej klasy terapeutka i uzdrowicielka, Wanda Prątnicka, wydała niedawno książkę pod tytułem: "Opętani przez duchy - Egzorcyzmy w XXI stuleciu". Autorka jest osobą bardzo znaną w kręgach ludzi interesujących się ezoteryką. Pisano o niej w wielu znaczących czasopismach o tej tematyce, a także wielokrotnie zapraszano do telewizji. A oto jak sama wyjaśnia przyczyny napisania owej pozycji: "przez wiele lat bardzo chciałam przeczytać taką właśnie książkę, (...) ale jej nie znalazłam. Niestety, nikt jej do tej pory nie napisał. (...) Są w niej odpowiedzi na pytania codziennie zadawane przez moich pacjentów, ale i odpowiedzi na pytania, które zadawałam sama sobie. Wprawdzie intuicyjną wiedzę o duchach miałam od zawsze, ale szukałam jej potwierdzenia w świecie zewnętrznym." Mass media najczęściej podają przypadki opętania przez duchy w formie sensacji, w bardzo specyficzny sposób. Telewidz lub czytelnik często dowiaduje się, że dla ofiary sprawa jest beznadziejna, że to jak walka z wiatrakami. Wielu oddycha z ulgą, ciesząc się, że nie spotkało to właśnie ich, ale co mają zrobić ci, którzy mają z tym poważny problem? Nikt im nie podpowie, co z tym fantem zrobić lub do kogo się udać. Świadomość istnienia duchów oraz wiedza na ten temat w sposób, w jaki ją przedstawiam, jest jeszcze w społeczeństwie bardzo nikła".

Wiedziałam o tym, co miało się stać

Wanda Prątnicka urodziła się w 1948 roku. Okres dzieciństwa wspomina nie najlepiej: "Codziennie słychać było opowiadania o tym, że gdzieś eksplodował niewypał. Wojna nadał zbierała obfite żniwo, mimo, że już dawno się skończyła". Mała Wanda przejawiała nietypowe zdolności parapsychiczne. Świadczą o tym jej wspomnienia: "Pełno było błąkających się duchów, tych z wojny i tych zabitych po jej zakończeniu. Były w bardzo opłakanym stanie - ciała porozrywane, a niekiedy nawet w kawałkach. Były oszołomione, zupełnie nie wiedziały, co się z nimi stało. (...) Gdy się takiego ducha zobaczyło, widok był przerażający dla dorosłego, a co dopiero dla tak małej, jak ja, dziewczynki. (...) Widziałam i wiedziałam, czego inni nie widzieli i nie wiedzieli. Nie miałam jednak powodów do radości. Gdy chciałam o tym komuś opowiedzieć, udowadniano mi, że się mylę, że pewnie mi się zdawało, że miałam przywidzenia. Robiono to w różny sposób, a gdy zbyt uporczywie obstawałam przy swoim, to jeszcze mi się obrywało" .
Autorka dodaje, że dobrze tę sytuację obrazuje film "Szósty zmysł". Proponuje go zobaczyć, bo, jak podkreśla, jest oparty na prawdzie.
Dzięki swym zdolnościom pani Wanda coraz częściej ratowała czyjeś życie, zdrowie lub dobytek. "W pewnym momencie nauczyłam się widzieć chorobę i jej przyczynę na długo przed pojawieniem się jej fizycznych objawów. Nie polegało to na tym, że człowiek stawał przede mną, a ja go prześwietlałam, jak na rentgenie, chociaż i to mi się zdarzało. Przychodziło to bardziej w formie zrozumienia, niekiedy obrazu. Bywało i tak, że dopiero po wizycie pacjenta dowiadywałam się, co jest przyczyną choroby". Dopiero po kilku latach swojej uzdrowicielskiej działalności pani Wanda zaczęła wiązać stany chorobowe swoich pacjentów z opętaniem przez duchy. Chociaż tymi ostatnimi miała kontakt od zawsze, nie sądziła, że mogą one komukolwiek wyrządzić krzywdę.
"Na początku tylko je ściągałam z pacjentów, nie wiedząc, co dalej z nimi robić. Potem nauczyłam się nawiązywać z nimi bezpośredni kontakt.

Przez duchy ludzie chorują i umierają

Dowiedziałam się, dlaczego pozostają, czego oczekują, czego się boją, jak im pomóc. Dzisiaj jestem terapeutką dla duchów i dla ludzi. I jedni, i drodzy potrzebują takiej samej troski, zrozumienia i takiej samej dozy miłości. (...) Pomagam ludziom uwolnić się od duchów, ale też wielu duchom od ludzi. Tym duchom, które nie wiedzą, co ze sobą zrobić, pomagam w podjęciu decyzji. Czasami potrzeba długiego czasu, żeby uleczyć ranę, która spowodowała, że duch zdecydował się zostać. Gdy to zrozumie i przebaczy sobie i innym, odchodzi nieprzymuszony" .
Obecnie Wanda Prątnicka ma tysiące pacjentów na całym świecie i wciąż zgłaszają się nowe osoby, dla których jest ostatnią deską ratunku.

Przygotowano na podstawie książki Wandy Prątnickiej pt.: "Opętani przez duchy - Egzorcyzmy w XXI stuleciu"




"Trybuna Śląska" rok 2003

materiał tutaj zawarty to treść czterech obszernych reportaży umieszczonych w dziale "Magazyn", które ukazały się w dniach -
18 lipca 2003, 25 lipca 2003, 1 sierpnia 2003 i 8 sierpnia 2003

Wypowiedzi Pani Wandy poprzedzają pytania Pani Redaktor.

1. Przeczytałam Pani książkę pt. "Opętani przez duchy". Rozumiem, że do jej napisania skłoniła Panią chęć pomocy ludziom, którzy nie wiedzą dlaczego spotkało ich w życiu nieszczęście. Opisuje Pani setki takich przypadków. Ale czy - Pani zdaniem - wszystkie nieszczęścia spowodowane są przez duchy? Czy nie możemy być tak po prostu nieszczęśliwi, smutni, lub chorzy - bez udziału "tamtego świata"?

Wydawałoby się, że zadała mi pani proste, krótkie pytanie, ale odpowiedź na nie jest tak długa, jak następna książka, którą w tej chwili piszę. Powiem tak - za nasze nieszczęścia odpowiedzialne są zarówno duchy, jak i my sami, ale o tym za chwilę. Ma pani rację - możemy być nieszczęśliwi, smutni, chorzy - tylko po co? Czy nie byłoby lepiej, zamiast być smutną, nieszczęśliwą, a nawet chorą trochę sobie odpocząć, a gdy i na to nie mamy czasu, to chociażby w przelocie zastanowić się, jaką informację nasze ciało chce nam poprzez naszą chorobę, czy pojawiające się emocje przekazać? Gdybyśmy w ten sposób postępowali zawsze, to moglibyśmy nigdy nie cierpieć, a tym bardziej chorować. Oczywiście możemy każde nieszczęście, czy każdą chorobę uznać za dopust boży, za zło konieczne, za coś, co nam się po prostu przydarza i na co zupełnie nie mamy wpływu. Możemy je jednak postrzegać za wielki dar boży, który jest nam dany tylko po to, abyśmy mogli zauważyć, że w naszym życiu coś jest nie tak, jak być powinno. Wtedy mamy bowiem wybór, czy nadal być ofiarą otaczającego nas świata i jako nieszczęśliwa ofiara pogodzić się ze swoim losem nic z tym nie robiąc, czy wziąć życie w swoje ręce i być szczęśliwym, spełnionym. Trzeba tylko odrobinę odwagi, by wyłamać ze stereotypów, w którym żyje całe nasze otoczenie. Najtrudniej pierwszy raz podjąć tę decyzję - potem już cały wszechświat jest skory, by nam w tym pomagać. A teraz powróćmy do pytania dotyczącego wpływu duchów na nasze życie. Gdy jest nam źle, jesteśmy smutni, nieszczęśliwi, chorzy, to do naszego stanu emocjonalnego np. smutku "podczepiają" się duchy, które cierpią z dokładnie tego samego powodu. Mówimy tu o smutku, ale tak samo jest z każdą inną negatywną emocją - złością, żalem, nienawiścią itd. Gdyby ten smutek był tylko nasz, to mielibyśmy szansę się z niego wyrwać, np. w chwili, gdy znów zaświeci słońce. Gdy pod ten smutek podczepią się jednak duchy, a my nie mamy o tym zielonego pojęcia, to brniemy w niego coraz głębiej, nic z nim nie robiąc. Z czasem tak się do niego przyzwyczajamy, że nasze szanse, aby zorientować się, co się z nami dzieje są coraz mniejsze, co w efekcie doprowadza do depresji. Taki stan będzie trwał tak długo, dopóki czegoś z tym nie zrobimy. Oczywiście możemy brać leki psychotropowe do końca życia, ale równie dobrze możemy zwrócić się do egzorcysty, aby pozbyć się duchów.

2. W jaki sposób współistnieje świat ludzi i świat duchów?

Kiedy mówimy o świecie duchów, to musimy zrobić rozróżnienie na świat, do którego duchy odchodzą po swojej fizycznej śmierci w kierunku Światła, oraz na ten, w którym znajdują się duchy, które z różnych pobudek (bardziej lub mniej świadomych) nie zdecydowały się na odejście na drugą stronę, za kurtynę śmierci, do Światła. Świat duchów, które odeszły oraz nasz świat fizyczny, to są dwie różne rzeczywistości, zupełnie od siebie niezależne, nie przeszkadzające sobie nawzajem. Natomiast świat duchów, które zostały po tej stronie kurtyny śmierci jest polem, które na każdym kroku przenika naszą fizyczną rzeczywistość. Nie mielibyśmy żadnych problemów związanych z duchami, gdyby te dwa światy się ze sobą nie spotykały. Jednak - to czy mieszkańcy świata duchów będą nam przeszkadzać, czy nie zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Odpowiedź na pytanie dlaczego tak się dzieje po części dałam już w powyższych rozważaniach, a obszernie opisałam w swojej książce. Teraz mogę jedynie dodać, że bardzo źle zaczyna się dziać w naszym w naszym życiu, jeżeli pozwolimy na to, aby duchy w nim zagościły.

3. Pisze Pani o tym, że przychodząc na świat mamy do zaliczenia określoną "lekcję". Tych "lekcji" może być wiele, a więc wiele może być również naszych kolejnych wcieleń? Czy są ludzie, którzy pamiętają swoje poprzednie wcielenia? Czy można "wywołać" te wspomnienia? Co pani sądzi o teorii reinkarnacji? Co pozostaje w nas - tu i teraz - z naszych poprzednich "pobytów" na Ziemi?

Jest wielu ludzi, którzy pamiętają swoje poprzednie wcielenia, zwłaszcza te z traumatycznymi przeżyciami, ale niewielu zdaje sobie z tego sprawę. Można oczywiście przywołać pamięć tamtych wspomnień, trzeba tylko wiedzieć, po co chce się to zrobić. Jeżeli chcemy powrócić do naszego poprzedniego wcielenia, ażeby coś w nim uleczyć, to ma to sens. Jednak gdy chcemy to zrobić z czystej ciekawości, to już z tym gorzej. Ostrzegam potencjalnych kandydatów, gdyż osoba taka nie tylko mocno się rozczaruje, ale może sobie jeszcze napytać biedy. Rozczaruje, bo prawie każdy z takich ciekawskich pragnie zobaczyć siebie w roli kogoś znaczącego, bogatego, mądrego, a najczęściej ogląda siebie w zwyczajnym, przeciętnym życiu, a na dodatek jeszcze biednego i głupiego. Dlaczego tak się dzieje? Bo każde nasze przyjście na świat jest naszą nową lekcją (lekcjami) do przerobienia. Tych tematów do przerobienia jest bardzo dużo i każdy z nas był już tutaj na Ziemi bardzo wiele razy, jako kobieta oraz jako mężczyzna. Każdy z nas musiał zobaczyć na własnej skórze, jak to jest być bogatym, a jak biednym, jak mądrym, a jak głupim, jak pięknym, a jak brzydkim itd. Prawie każdy z nas był już i złodziejem i okradanym, mordercą i mordowanym, gwałcicielem i gwałconym. Ponadto wszystkie osoby, z którymi jesteśmy teraz tutaj na ziemi, z którymi jesteśmy bardziej lub mniej związani, byli z nami wcześniej w bardzo wielu wcieleniach, tyle tylko, że odgrywaliśmy zupełnie różne role. Np. nasz obecny tata mógł być w każdym innym wcieleniu kolejno: naszą mamą, córką, bratem, mężem, kochankiem itp. Zaglądając z ciekawości w swoje poprzednie wcielenia możemy nagle zobaczyć siebie w roli mordercy np. naszego ukochanego dziecka z obecnego wcielenia. Znam wielu ludzi, którzy nie umieją dojść do siebie po tym, jak zobaczyli coś, co wyrządzili komuś, albo ktoś inny wyrządził im. Np. młoda dziewczyna podczas seansu zobaczyła, że jej ukochany ojciec w poprzednim wcieleniu był łotrem, który ją bił i gwałcił. Gdy do mnie trafiła była nie tylko przerażona i zdruzgotana, ale również straciła zaufanie do sensu życia w ogóle. Dopiero gdy przeszliśmy jeszcze inne z jej wcieleń, w których to ona wyrządziła jakieś okropności ojcu, zaczęła coś rozumieć z tego, co się wtedy wydarzyło. Jednak już nigdy nie udało jej się odbudować zaufania do swojego ojca. Co pozostaje w nas z wcześniejszych pobytów na Ziemi? Uważam że wszystko to, co przerobiliśmy w poprzednich wcieleniach jest naszym doświadczeniem, naszą mądrością życiową, a to co zostało nam jeszcze do przerobienia to nasze trudności, wyzwania. Jak sobie z tymi wyzwaniami radzimy daje nam obraz tego, jak daleko już w tej drodze jesteśmy zaawansowani.

4. Przyznam, że dużym szokiem było dla mnie stwierdzenie, że człowiek po śmierci nie zdaje sobie sprawy z tego, że umarł. Jak więc może zdecydować o przejściu "na drugą stronę" i podążaniu w kierunku światła? A jeśli pozostaje ze świadomością, że nadal "żyje", to musi bardzo cierpieć nie mogąc porozumieć się z najbliższymi. Jak więc bliscy mogą pomóc w przejściu "na drugą stronę"?

Człowiek po swojej śmierci dlatego nie zdaje sobie sprawy, że umarł, bo dla niego nic a nic się nie zmienia. Skoro nadal widzi swoje ciało, słyszy, czuje dokładnie tak samo, jak za życia, to co ma mu powiedzieć, że już nie żyje? Jaka wskazówka miałaby mu pokazać, że powinien podążać w kierunku Światła, aby przejść "na drugą stronę"? Dzieje się tak nie tylko przy nagłej śmierci, gdy jest ona dla ducha zaskoczeniem, ale również w każdym innym przypadku, gdy ducha spotyka coś innego, niż się spodziewał. Załóżmy np., że jakiś człowiek sądził, że jego życie kończy się w grobie. Sądząc, że nadal żyje prowadzi takie samo życie, jak dotychczas. Wraca po pracy do swojego domu i nadal w nim mieszka, chodzi na zakupy, do przyjaciół, do klubu itd. Próbuje się porozumiewać ze swoimi najbliższymi, najczęściej bezskutecznie. Co wtedy zrobi zależało będzie dokładnie od tego, jak postąpiłby za swego życia. Jeden będzie się zastanawiał, czym zawinił, że nikt się nie chce do niego odzywać, będzie nadskakiwał, przepraszał, drugi będzie się denerwował i stanie się agresywny. Może wtedy domowników doprowadzać do wzajemnej agresji, bójek lub samookaleczeń. Awantury stają się w takim przypadku w rodzinie chlebem powszednim. Inny stanie się zaczepny starając się za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę. Jednemu wystarczy, że będzie nawiedzał tylko dom, miejsce pracy czy znajomych, a inny stwierdzi, że do dalszego funkcjonowania potrzebuje ciała, będzie zatem starał się je komuś po prostu ukraść. Czy mu się to uda zależy od tego w jakim stanie emocjonalnym znajdować się będzie człowiek, którego duch postrzega jako potencjalną ofiarę. Tutaj odsyłam do pierwszego pytania, w którym odpowiedziałam, dlaczego nie powinniśmy sobie pozwalać na bycie smutnym, nieszczęśliwym, chorym, wściekłym, zazdrosnym, pijanym itd. Pomóc duchowi, który nie wie, że już umarł można tylko w jeden sposób - poprzez ciągłe tłumaczenie mu, że już nie żyje.

5. Zakładam, że ktoś kto nas kocha nie chce nam zrobić krzywdy, nawet wtedy, gdy już nie żyje. Przecież nie przestał nas kochać, skoro "pozostał" również ze wszystkimi swoimi uczuciami, nałogami, pragnieniami itp. Dlaczego więc nawiedzają nas także duchy bliskich?

Duchy naszych bliskich często zostają, gdyż nasza wzajemna "miłość" (tak naprawdę ma to więcej z lękiem wspólnego, niż z miłością) skuwa ich i nas jak łańcuchami. My ze względu na naszą wielką rozpacz nie puszczamy tej "ukochanej" duszy, albo ona widząc naszą rozpacz nie ma siły nas opuścić odkładając to na przyszłość. Czas ucieka, a duchowi coraz bardziej brakuje energii do życia. Aby przeżyć musi zacząć czerpać energię od ludzi, którzy znajdują się w pobliżu. Najczęściej są to jego najbliżsi. Ta więź człowieka z duchem staje się coraz silniejsza i zdarza się, że duch wnika w ciało człowieka. Po jakimś czasie pozostaje już tylko walka o ciało człowieka i o jego energię. W większości przypadków duch coraz słabiej pamięta czyje jest ciało, które nawiedził i coraz częściej bierze je za swoje. Uważa nawet, że to człowiek jest intruzem, który go opętał i zaczyna z nim walczyć. Zapomina o pokrewieństwie, bo ono liczy się tylko tu, na ziemskim poziomie. Dlatego trzeba pamiętać, że kiedy umiera nam ktoś bliski, to musimy pozwolić mu odejść w czasie dla niego przeznaczonym, mimo że nasze serce cierpi z rozpaczy. Jeżeli na to nie pozwolimy, to zniszczymy i jego życie i nasze.

6. Czy każde nawiedzenie przynosi zło? Jeśli tak, to dlaczego?

Każde nawiedzenie przynosi zło, a jego skala zależy od tego, jakie jest ono silne. Gdy duch czerpie tylko energię, to nawiedzony człowiek czuje się ciągle zmęczony, poirytowany. Kiedy duch wniknie w ciało, to objawy mogą być bardzo różne. Od ledwie zauważalnych dla otoczenia, po różnego rodzaju zaburzenia i choroby fizyczne, aż do ciężkich chorób psychicznych włącznie. Jakże często tym nawiedzającym duchem jest własna matka, ojciec, ukochany dziadziuś, czy babcia. Nie jest to spowodowane złą wolą ducha, tylko walką o przetrwanie, której podłożem jest błędne rozumowanie ducha.

7. Pisze Pani, że jeśli człowiek po śmierci przegapi moment pójścia w stronę światła, to pozostaje na Ziemi. A w jednym z rozdziałów (na str. 168) pisze Pani: "Pradziadek w międzyczasie zdecydował się przejść do Światła". To kto o tym "decyduje"? Sam duch? Czy bez pomocy egzorcysty jest w stanie podjąć taką decyzję?

Duch pozostaje na ziemi do momentu, w którym uświadomi sobie, że już nie żyje i zdecyduje, że chce odejść. Jednak decyzję odnośnie tego, co zrobić - czy zostać, czy odejść na drugą stronę zawsze podejmuje sam duch. Duch ma wolną wolę i nikt nie ma prawa za niego decydować. Oczywiście jest wielu egzorcystów, którzy nie przejmują się duchem, tylko wypędzają go wbrew jego woli. Jest to jednak zawsze bardzo krótkotrwały sukces, gdyż najczęściej wypędzony duch od razu wraca do człowieka, z którego został wyrzucony, a co najwyżej wniknie do niego dopiero po chwili. Gdy mu się to nie uda, to znajdzie sobie następnego człowieka, który akurat będzie w pobliżu.

8. Czym są egzorcyzmy?

Jeżeli będziemy rozpatrywali egzorcyzmy tylko z punktu widzenia nawiedzonego człowieka, to mamy do czynienia z wypędzaniem ducha z człowieka. Jak już stwierdziłam powyżej w większości przypadków właśnie w taki sposób się one odbywają. Ja jednak podchodzę do tego w zupełnie inny sposób, gdyż nie wypędzam, a uwalniam ludzi od duchów. W jaki sposób? Przede wszystkim uświadamiam duchowi, że już nie żyje i tłumaczę dlaczego powinien odejść. Często taka terapia wystarcza i wtedy pomagam duchowi przejść na drugą stronę. Jednak ze zgodą na odejście jest bardzo różnie. Jeden duch nie chce odejść, gdyż nie czuje się wystarczająco godzien, drugi boi się kary, trzeciego trzyma na ziemi przywiązanie np. do seksu, a jeszcze innego nie chce puścić rodzina. Często potrzeba wiele sesji, ażeby pomóc duchowi w podjęciu tej jakże trudnej dla niego decyzji. Jest to taka sama terapia jaką przeprowadza się z żywym człowiekiem. Często zdarza się, że taką samą terapię jak z duchem, trzeba przeprowadzać z którymś z członków rodziny, lub co gorsza z całą rodziną. Dzieje się tak, gdy duch już jest gotów do odejścia, natomiast rodzina za żadne skarby nie chce go puścić. Jak pani widzi uwalniam ludzi od duchów, a duchy od ludzi.

9. Dlaczego nie jest Pani potrzebny bezpośredni kontakt z nawiedzonym człowiekiem, żeby uwolnić go od ducha (duchów)? Czy rozmowa telefoniczna lub list to nie za mało?

Zarówno dla mnie jako egzorcystki, jak i dla ducha, czas i przestrzeń nie istnieją. Kiedy chcę rozmawiać z duchem nawiedzonego człowieka, to bez względu na to gdzie się znajduje - w drugim pokoju, na drugiej ulicy, czy na innym kontynencie, to mam z nim taki sam kontakt, jakby siedział po drugiej stronie biurka. Ponieważ z takim samym skutkiem, albo i lepszym mogę zrobić egzorcyzmy na odległość, to zrezygnowałam z wykonywania ich przy nawiedzonym człowieku. Moimi pacjentami są ludzie z całego świata i dla wielu w ten sposób zaoszczędzam ogrom stresu, czasu i pieniędzy. Trzeba zrozumieć, że egzorcyzm to nie jedna wizyta, jak u dentysty choć i tak się zdarza, a najczęściej długotrwały i bardzo nieprzyjemny proces (o ile wykonywany jest w obecności pacjenta). Ponieważ nie mam osobistego kontaktu z nawiedzonym człowiekiem potrzebuję jego dokładnych danych, ażebym mogła go precyzyjnie zlokalizować, gdy zaczynam oczyszczanie. Te dane podawane są różną drogą - emilem, telefonicznie, listownie, faksem.

10. Ostrzega Pani przed seansami spirytystycznymi. Dlaczego? Przecież wielu, szczególnie młodych ludzi, traktuje to jak dobrą zabawę, jak swego rodzaju "dreszczyk emocji".

Ostrzegam przed seansami spirytystycznymi. Bardzo wiele moich pacjentów jest ofiarami właśnie takiej "zabawy". Często bywa nawet, że nie dostarczyła pożądanego dreszczyku emocji, bo duch się nawet nie pokazał, ale niedługo potem coś złego zaczyna się dziać w naszym ciele lub życiu. O ile "zwykłe" duchy prędzej, czy później odchodzą, to te zaproszone podczas seansu, nie tylko nie chcą odejść, ale zadręczają swoją ofiarę w bardzo perfidny sposób. Najczęściej kierują nimi najniższe pobudki, bo duch dręczy swoją ofiarę na zasadzie - skoro ty chciałeś się zabawić moim kosztem, to teraz ja zabawię się twoim. Ponieważ ja już nie żyję, to teraz i ty umieraj, doprowadzając do samobójstwa czy zabójstwa, lub - skoro i tak jestem już potępiony, to spowoduję, że i ciebie potępią i namawiają do przestępstwa, kradzieży, gwałtu.

11. Proszę o przeanalizowanie takiej sytuacji: moja znajoma - jeszcze podczas studiów - lubiła "bawić się" w wywoływanie duchów. Kiedyś, kiedy jej brat z żoną pojechali na wakacje, dziewczyny wywoływały duchy w ich mieszkaniu. Podobno duch "przyszedł", ale nie chciał odejść. Nie mogły go "odwołać" więc "zostawiły go" w mieszkaniu brata znajomej. On do dzisiaj o tym nie wie, zdążył zmienić mieszkanie, powodzi mu się świetnie... Jak opowiada znajoma, mają tylko jeden problem - on i jego córka chorują na dziwną postać egzemy. To choroba, której nie było w całej ich rodzinie. Czy "pozostawiony" duch może być przyczyną tej choroby?

Właśnie bardzo często zdarza się tak, że ktoś inny wywołuje duchy, a zupełnie ktoś inny zostaje nawiedzony. Dzieje się tak wtedy, gdy do mieszkania pełnego przywołanych duchów wejdzie osoba zupełnie tego faktu nieświadoma, a więc bezbronna. Efekt tego może być bardzo różny. Ten opisany przez panią należy do dość łagodnych, niestety bywają dużo groźniejsze w skutkach. Czy ta choroba jest rzeczywiście przyczyną nawiedzenia nie śmiem wyrokować. Najpierw musiałabym to sprawdzić, a do tego potrzebne mi są dokładne dane tych osób.

12. Jak to się dzieje, że nawiedzeni ludzie zapadają na te choroby, na które chorował duch, który ich nawiedził?

Jeżeli człowiek umiera na skutek jakiejś choroby, to sama śmierć go od tej choroby nie uwalnia. Aby tak się stało musiałby przejść na drugą stronę kurtyny śmierci, gdzie zostałby z niej wyleczony. Gdy duch zostaje, to zostaje również jego choroba. Po jakimś czasie zaczyna mu brakować ciała i energii do dalszego funkcjonowania. Szuka dawcy najodpowiedniejszego pod każdym względem. Bardzo często okazuje się, że jest nim ktoś z najbliższej rodziny, gdyż podczas żałoby jesteśmy bardzo otwarci na tamten świat. Kiedy duch z chorobą wniknie w ciało człowieka, to po pewnym czasie w tym człowieku rozwija się ta sama, lub bardzo podobna choroba. Najlepiej fenomen ten można zaobserwować podczas oczyszczania pacjentów cierpiących na choroby, które są widoczne gołym okiem jak guzy, choroby skóry, Alzheimer, autyzm, epilepsja itd. Kiedy nie ma ducha, to nie ma i choroby, gdy duch powraca to wraz z nim powraca i choroba. Oczywiście gdy duch odchodzi raz na zawsze, to choroba odchodzi wraz z duchem. Tak jest ze wszystkimi chorobami spowodowanymi przez duchy. Gdy duch odchodzi, a choroba nadal istnieje, to jest to choroba samego pacjenta. Jednak odprowadzenie ducha od chorego człowieka jest zdjęciem z jego pleców olbrzymiego ciężaru. Teraz jest mu już dużo łatwiej pokonać problemy psychiczne, będące u podłoża jego choroby.

13. Jakie są znaki obecności ducha (duchów) w domu? Co powinno zaniepokoić? Czy możemy "wyczuć" obecność ducha?

Jeżeli nie możemy wyczuć obecności ducha, to po co się zastanawiać czy on jest? Gdy czujemy, że ktoś nas nawiedza, a niedawno odbył się pogrzeb, to wystarczy zaobserwować nasze emocje i myśli, zmiany w mieszkaniu i już będziemy wiedzieli, co dany duch chce nam przekazać. Nie należy się tego bać, bo tym duchem jest przecież bliska nam dusza. Najczęściej duch chce nam powiedzieć, że nadal żyje, że ma się dobrze i żegna nas po raz ostatni. Kiedy się tego boimy i zamykamy oczy i uszy na tego rodzaju wizyty, to każdy z duchów reaguje inaczej, ale najczęściej wkrótce odchodzi. Inaczej ma się sprawa z duchem, który nie jest świadomy tego, że już nie żyje i wraca jakby nigdy nic do domu. Nadal funkcjonuje tak jak za życia i tak samo jak za życia będzie się zachowywał. Jeden będzie zgodny, niekonfliktowy i mieszkając pod tym samym dachem nawet nie zauważymy, że jest wśród nas, chyba że będzie zbyt intensywnie czerpał naszą energię. Drugi będzie hałasował, nie pozwoli nam spać, będzie ciągle stukał w ściany, przesuwał przedmioty, zabierał, niszczył, przewracał, co wejdzie mu pod rękę. Czasami robi to złośliwie w odwecie za to, że on się do nas zwraca, a my go nie słuchamy. Są i takie zaborcze duchy, które nie pozwolą nikomu zamieszkać w swoim domu, a każdego kto przestąpi jego próg będą wyrzucały, zastraszały, a nawet próbowały zabić. Takie duchy zamieszkują domy, które od lat stoją puste lub prawie puste, bo gdy już ktoś w nich mieszka, to zazwyczaj będzie to zmęczony życiem człowiek, całkowicie zdominowany przez obecnego tam ducha.

14. A teraz dwa przykłady z mojego doświadczenia:

Moja przyjaciółka zmarła w wieku 30 lat na tętniaka mózgu. Bardzo to przeżyłam. Przez długi czas miałam wrażenie, że jest obok mnie, w moim mieszkaniu, w moich snach. Kiedy mi się śniła, tłumaczyła mi, że to nie jest prawda, że umarła. Była radosna, piękna. Wyjaśniała, że tylko gdzieś wyjechała i wróci, że spotkamy się wkrótce i wtedy uwierzę, że nie umarła. Po przebudzeniu przez dłuższą chwilę zastanawiałam się, czy faktycznie byłam na jej pogrzebie? Bo sny były tak bardzo rzeczywiste, prawdziwe, sugestywne... W końcu musiałam pójść na jej grób i "porozmawiać z nią od serca". Od tego czasu Gabrysia już mi się nie śni, chociaż bywa, że ją wspominam. Czy tymi myślami i wspomnieniami mogę ją "przywołać"? Co mogłoby się stać, gdyby nie odeszła? Przypadek drugi: W krótkim czasie, w odstępie czterech miesięcy, zmarły obydwie moje babcie. Pierwsza, z którą byłam bardzo blisko związana, powiedziała mi, że nie chce, abym widziała jej śmierć. W chorobie czuwałam przy niej dzień i noc. Tylko jednego dnia musiałam pojechać na uczelnię, żeby odebrać indeks. Gdy wróciłam, zobaczyłam sąsiadkę na progu domu. Wiedziałam, że babcia nie żyje. Czy to oznacza, że człowiek może "wybrać sobie" moment swojej śmierci? Gdy zmarła druga moja babcia - Agnieszka - nie zdążyłam na część pogrzebu odbywającą się w kaplicy. Nie widziałam więc babci w otwartej trumnie. Dzień po pogrzebie siedziałam w pokoju na tapczanie i czytałam książkę. Nie pamiętam momentu, kiedy zasnęłam, wydawało mi się, że w ogóle nie zasypiałam. W pewnej chwili weszły do pokoju obydwie moje zmarłe babcie i dziadek. Usiedli na krzesłach i zaczęli opowiadać mi jak wygląda "tamten świat". Mówili, że na cmentarzu wcale nie panuje cisza, wręcz przeciwnie, jest tam bardzo "głośno". Mówili, że "oni" są wśród nas, tylko "ich" nie widzimy. W pewnym momencie babcia (ta, która nie chciała, żebym była przy jej śmierci) powiedziała: "Musimy już iść, bo w szpitalu umiera kobieta na to samo na co umarła Agnieszka (na raka odbytnicy). Bardzo cierpi, trzeba być przy niej". Nie "zniknęli", po prostu wyszli. A ja zerwałam się z tapczanu na równe nogi. Moja bratowa jest lekarzem. Zadzwoniłam do niej i opowiedziałam swój "sen". Potwierdziła, że babcia Agnieszka miała w trumnie krwawą stróżkę w kąciku ust. Zadzwoniła do szpitala. Faktycznie, w tym dniu zmarła kobieta chora na raka odbytnicy. Czy to był sen? A jeśli tak, co oznaczał? Dlaczego duchy chcą nieraz skontaktować się z nami? Dlaczego nie robią tego częściej? Przecież to byłoby takie proste - wiemy, co jest "po drugiej stronie" więc nie boimy się "przejścia". Dlaczego wciąż musimy pytać o to, co będzie po śmierci? Dlaczego Bóg skazał nas na taką niewidomą? Może jest jakaś przyczyna... Jaka?

Duchy, o których pani mówi przyszły do pani, aby dać dowód na to, że życie nie kończy się w grobie, że mimo iż fizycznie umarli mają się dobrze, a nawet lepiej niż za życia oraz aby się pożegnać. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, tak robi prawie każdy duch. Nie każdy ma tyle szczęścia, co pani dziadkowie, aby zostać zobaczonym i wysłuchanym. Wizyta dziadków była spowodowana troską o panią i miała za zadanie wzbudzić w pani nieustraszoność. Bo skoro żyjemy po naszej fizycznej śmierci, to czego można się jeszcze bać? Pani dziadkowie pożegnali się i odeszli na drugą stronę. Niestety nie zrobiła tego pani koleżanka. Nie odeszła i gdy zbliża się do pani, to od razu pani o niej myśli. Gdyby pani wtedy nie pożegnała się z nią stanowczo może teraz miałaby pani tętniaka i nie wiedziała, co z tym zrobić. Owszem, to dusza wybiera kiedy i jak umierać. Dlatego ludzie umierają często w momencie, gdy choć na chwilę spuścimy ich z oka, nawet w najnowocześniejszym szpitalu. Zdarza się tak zawsze w przypadkach, gdy zachodzi obawa, że gdy dana osoba będzie chciała umierać, to wszyscy zaczną ją ratować. Jest to potrzebne, aby dusza mogła odejść. Jak sama pani widzi Bóg wcale nas nie pokarał niewiadomą, tylko gdy próbuje nam coś powiedzieć, to zazwyczaj mało kto chce go słuchać. Nawet wtedy gdy przekazywane są nam jakieś wiadomości, to inni "mądrzejsi" wybiją nam to z głowy i powiedzą, że to najprawdopodobniej był tylko sen.

15. Czy - Pani zdaniem - Kościół katolicki przekazuje prawdę o tym i "tamtym" świecie?

Uważam, że kościół katolicki nie przekazuje prawdy o tym i tamtym świecie. Nie polega to na tym, że chce nas świadomie wprowadzić w błąd, a na tym że dogmaty opierają się na filarach, które poprzez wieki były zmieniane w zależności od potrzeb ówcześnie panujących głów, i to bynajmniej nie tylko kościoła. Szerzej napisałam o tym w swojej książce. Zresztą nie trzeba sięgać aż tak daleko. Wystarczy wrócić pamięcią o kilkadziesiąt lat wstecz, a zobaczymy, że to co wtedy było grzechem i z czego trzeba się było spowiadać teraz już nim nie jest i na odwrót. Ja w swojej pracy miałam do czynienia z duchami, które bały się odejść na drugą stronę, bo na przykład jadły mięso w piątek i trudno im było wytłumaczyć, że to nie grzech i że Bóg czeka na nie z otwartymi rękoma. Niestety nie dotyczy to tylko ludzi świeckich, wśród duchów które boją się odejść dość często są również księża.

16. Jeśli wyjaśnienie wielu nieszczęść, chorób, problemów rodzinnych jest takie proste, jak w Pani książce, to dlaczego nie jest powszechnie stosowane? Dlaczego, mimo doświadczeń wielu ludzi, prawie nikt nie wierzy w duchy?

To proste - większość ludzi to praktykujący wierni i oni wierzą w to, w co wierzy kościół, a kościół chce uważać, że każde nawiedzenie to choroba psychiczna, albo dzieło szatana. Istniejący stan rzeczy wynika z faktu, że za czasów inkwizycji ówczesny kościół zabronił wykonywania egzorcyzmów nawet księżom. Dopiero po trzystu latach powrócono do rytuału egzorcyzmowania, ale jest wielu księży, którzy uważają to za niepotrzebnie odkopany zabobon. Wobec takich faktów wiara w duchy nie może być popularna wśród ludzi. Jednak o tym jak bardzo ta wiedza jest potrzebna niech zaświadczy fakt, że w ciągu pięciu miesięcy tego roku sprzedałam dziesięć tysięcy swoich książek oraz mam dziesiątki zapytań dziennie o różne sprawy związane z opętaniem przez duchy.




Umieść tutaj swoją opinię
Email lub pseudonim
Oceń jakość portalu: pozytywna neutralna negatywna


05.11.2011 Napisał użytkownik
Wierzę w to , co tu jest napisane i też mam takie przygody z duchami.
18.05.2009 Napisał użytkownik izik
Dużo sie nauczyłam czytając Pani wypowiedzi i głęboko wierzę w to, co jest napisane.
06.12.2007 Napisał użytkownik siakaaga100
Nareszcie znalazłam to, czego tak długo szukałam. Przeczytałam książkę pani Wandy i czuję sie po prostu szczęśliwa. Od dawna nie mogłam strawić dogmatów Kościoła, ani medycyny konwencjonalnej. To jest bardzo ważne, bo chodzi przecież o MIŁOŚĆ, która wyniesie nas do wyższych wibracji, bliżej Boga. Fajnie ze jesteście. Kasia
10.03.2005 Napisał użytkownik Beata
Co stanie się, jeśli dziecko dziesięcioletnie pojedzie na wakacje do rodziny np. do babci, która jest nawiedzona? Czy coś mu grozi? I drugie pytanie - czy można stać się opętanym kontaktując się z osobami, które są opętane np. w biurze, czy na uroczystościach rodzinnych? Jak można chronić się przed duchami?

Odpowiedź z Biura Wandy Prątnickiej:
Tak, można przejąć od innych duchy. Im bliższa emocjonalnie jest nam dana osoba, tym łatwiej przejąć jej ducha. Jak chronić się przed duchami – ciągle mieć świadomość swoich emocji i dystansować się do wszystkiego, co negatywne emocjonalnie – lęku, złości, gniewu, agresji itd.
10.03.2005 Napisał użytkownik Katarzyna
Czy egzorcysta miałby możliwość na odległość wygonienia ducha, który nawiedza dom i przysparza kłopotów domownikom np. strasząc ich po nocy i przewracając przedmioty?

Odpowiedź z Biura Wandy Prątnickiej:
Tym właśnie zajmuje się Pani Wanda.
27.02.2005 Napisał użytkownik Dominika
Ile średnio kosztuje pomoc egzorcysty? Czy jeżeli np. niepełnoletnie dziecko będzie prosiło Panią o udzielenie pomocy (przy wcześniejszym sprawdzeniu, czy dana osoba jest opętana) któremuś z rodziców bez jego wiedzy, to czy może liczyć na Pani wsparcie?

Odpowiedź z Biura Wandy Prątnickiej:
Owszem, można oczyszczać bez wiedzy nawiedzonej osoby / osób. Jeżeli nie stać Cię na zapłacenie ze egzorcyzm, to z chęcią pomogę Ci bezpłatnie.
22.02.2005 Napisał użytkownik Izka
Czy na opętanie wskazuje stan polegający na obsesyjnych myślach oraz trzęsieniu głowy niezależnym od woli?

Odpowiedź z Biura Wandy Prątnickiej:
Owszem, obsesyjne myśli bardzo często wskazują na obecność duchów...
16.12.2004 Napisał użytkownik Małgorzata
Czy istnieje Anioł Stróż? Jak tak to można się z nim porozumieć? Czy egzorcysta zajmuje się Aniołami? Czy porozumiewanie się z Aniołem jest niebezpieczne jak z duchem?

Odpowiedź z biura Wandy Prątnickiej:
Oczywiście Anioły istnieją i jak najbardziej warto dążyć do tego, aby rozumieć to, co chciałyby nam powiedzieć. Trzeba to jednak robić bardzo rozważnie skupiając świadomość na tym, czy rzeczywiście rozmawiamy z Aniołem, czy być może za Anioła podaje się duch... Trzeba ciągle pytać własne serce o potwierdzenie tego, z kim rozmawiamy.
16.12.2004 Napisał użytkownik Renata
Ja mam pytanie - czy jeżeli np. chcę raz przewidzieć wynik totolotka wg jakiś książek i więcej tego nie powtórzę, to ten jeden raz jest niebezpieczny? Nawet jeżeli chodzi o wynik totolotka? Czy zawsze kończy się to tragicznie?

Odpowiedź z biura Wandy Prątnickiej:
Jeżeli zadajemy pytanie duchom, to każde zapytanie może mieć i często ma tragiczne w skutkach konsekwencje wynikające z opętania.
09.09.2004 Napisał użytkownik oloolo1983
Jeżeli człowiek, który jest opętany umiera, to czy po śmierci jest już sobą, czy nadal opętanym?

Odpowiedź z biura Wandy Prątnickiej:
Po śmierci nie jest się nadal opętanym, gdyż duch i człowiek opuszczają ciało fizyczne, w którym duch był wcześniej zamknięty.
01.08.2004 Napisał użytkownik pjaskula
Czy jeden duch może zawładnąć kilkoma osobami?

Odpowiedź z biura Wandy Prątnickiej:
Może, jednakże nie w tym samym czasie. Duch nie może się "rozdwoić".
Jeżeli zauważyłeś błedy na stronie wyślij email

Artykuły na mój temat

Onet.pl
Feniks
Wróżka
Czwarty wymiar
Gwiazdy mówią
Egzorcyści
Nawiedzenie
Duchy
Nowe artykuły
Najnowsze artykuły

Fragmenty z książki
Opętani przez duchy

Wprowadzenie
Spis treści
Iluzja śmierci
Wstęp do książki
Śmierć i co potem
Dlaczego dusze zostają
Gdy dusza pozostaje
Jaki ma to na nas wpływ
Choroby
Opętanie a choroba psychiczna
Zmiany nastrojów
Fobie, natręctwa, lęki
Samobójstwa
Wywoływanie duchów
Nałogi
Nawiedzone domy
Z życia wzięte
Więcej urywków
Egzorcyzmy a Kościół
Czy szatan istnieje?
Depresja
Lęk
Recenzje książki


Fragmenty z książki
Kołowrót Życia tom 1


Fragmenty z książki
Kołowrót Życia tom 2


Fragmenty z książki
Kołowrót Życia tom 3


Fragmenty z książki
Poznaj Prawdę
i bądź wolny



Tom I


Tom II


Tom III


Nowe książki
Wandy Prątnickiej
już dostępne!


Wybierz język